
Pokój w sercu i duszy 🤍 Tryb Eremity. Skała pieszczona falami. Jestem. Będę.
lostson 🇵🇱 #WeAreNATO
344.8K posts

@lostson_
Free Nations, One Vision, United for Peace #Intermarium #NATO #ThreeSeas #ThreeSeasInitiative Radical Center

Pokój w sercu i duszy 🤍 Tryb Eremity. Skała pieszczona falami. Jestem. Będę.



@hiacyntinum @CDzwoni @lostson_ Tak długo dopóki definicja „swojego” znowu się nie zawęzi.






Ostatnio jak prezydent był w Davos to bandziory Tuska wpadły do siedziby KRS i plądrowali sejfy z dokumentami. Dzisiaj prezydent poleciał na kilka dni do USA, pewnie wykorzystają to do nielegalnego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego.


WIELKA PROŚBA. Słuchajcie, skoro kolejne "wielkie autorytety" każą nam się zamknąć w sprawie koszmaru, który dział się wśród polityków Uśmiechniętej Polski w Kłodzku, to, z wielką prośbą o udostępnianie, najkrótsze podsumowanie oczywistych faktów. Bo nawet taki skrót robi PORAŻAJĄCE WRAŻENIE. To, co tam się stało to jest wręcz niebywały koszmar, materiał na horror. Dodatkowo Uśmiechnięty Populizm zaczął się w tej sprawie łamać... Lecimy. - zbrodnia trwała latami. Przestępcami byli nie tylko członkowie partii Tuska, bo akurat potwory mogą pojawić się wszędzie, ale ludzie ściśle związani z bardzo ważnymi politykami Koalicji. - pojawia się coraz więcej informacji o tym, że wspomniani politycy wiedzieli o tych oskarżeniach a mimo to wręcz popychali karierę tych zbrodniarzy, ponieważ byli partyjnie użyteczni. - kiedy afera wyszła na jaw, zdecydowano się na gigantyczny atak na tych, którzy ją ujawnili, zaś media powiązane z władzą dostały zakaz mówienia o tym. Dodatkowo, jako zasłonę dumną, zdecydowano się rozpętać dziki hejt na Prezydenta. Autorytety i publicyści, np z Wyborczej, zaczęli nawet snuć brednie, że milczenie w tej sprawie jest moralnym obowiązkiem (LOL k#rwa, jak oni wstydu nie mają). Mógłbym opisywać jeszcze wiele kwestii, jeśli chodzi o koszmar w Kłodzku. O tym, jak, wszystko na to wskazuje, ludzie z tamtejszych władz o tym złu wiedzieli. Skąd aż taka zmowa milczenie, jak konkretnie wyglądał ten koszmar etc. Ale specjalnie napisałem tylko kilka najprostszych, najbardziej oczywistych faktów, żeby pokazać, że, nawet przy najłagodniejszej dla władzy interpretacji tych wydarzeń, rząd powinnien organizować konferencję za konferencją, powinna lecieć dymisja za dymisją, o sprawie powinny trąbić wszystkie media. Tyle że dzisiejsza Polska nie ma nic wspólnego z normalną demokracją. I dopiero teraz, pod presją niezależnych od wladzy mediów oraz internetu, zaczęli o tym pisać. PO TYGODNIU. Ta sprawa ujawnia trzy fundamentalne patologie dzisiejszej Polski. - Widzimy, jak w praktyce działa doktryna Neumanna, jak głeboko tkwi w Koalicji Obywatelskiej. - Widzimy, w jaką mafię zamieniła struktury lokalne Uśmiechnięta Partia. - w końcu, co może najstraszniejsze, widzimy, jak kłamią, manipulują i milczą o sprawie media oraz autorytety powiązane z władzą. Widzimy pustynię moralną, absolutne sprzedanie tych ludzi Tuskowi. Tak. Dzisiejsza Polska to bantustan. Nie wiem, jak, w obliczu tych prostych faktów, można w to wątpić. PS: algorytmy czesto tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny - proszę, podaj go dalej.


DZIECI NIE SĄ „COOL” W dyskusjach na temat kryzysu demograficznego zbyt rzadko pojawia się kwestia tego, jak posiadanie dzieci wpływa dziś na status społeczny. Niestety we współczesnej kulturze jest to w większości przypadków wpływ negatywny. Status, czyli względna pozycja w hierarchii społecznej, jest dla nas bardzo ważny. Chcemy być lubiani, cenieni i podziwiani przez innych. Choć w książkach rozwojowych można często spotkać porady, by „nie zabiegać o status” – skądinąd mądre – jakoś tak to jest, że osoby udzielające tych porad same cieszą się zazwyczaj wysokim statusem. Jak świetnie opisał to niedawno @BachanskiCezary, dla obecnego pokolenia młodych ludzi „poczucie przynależności buduje konsumpcja”. Owo „poczucie przynależności” jest tu znaczeniowo podobne do statusu społecznego. Punkty statusu łatwo jest zbierać ostentacyjną – w sensie dostrzegalną dla innych – konsumpcją. Media społecznościowe znacząco rozszerzyły tę kategorię, bo dziś nawet coś potencjalnie bazującego na introspekcji i wyciszeniu, jak na przykład medytacja, daje się łatwo uchwycić (poprzez selfie czy zrzut ekranu z aplikacji mindfulness) i pokazać na forum publicznym wszystkim znajomym. Posiadanie dzieci znacząco utrudnia zbieranie punktów statusu w ten sposób – a w wielu przypadkach je przekreśla. Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat sygnałów, które są dziś społecznie nagradzane, arytmetyka wygląda brutalnie: - „fajniej” jest mieć zgrabną sylwetkę i wysportowane ciało niż być „ciężarówką”, - „fajniej” jest wychodzić na imprezy niż karmić piersią po nocach, - „fajniej” jest w weekendy wylatywać na city breaki niż wyjeżdżać z dziećmi do dziadków, - „fajniej” jest chodzić na jogę niż wozić dzieci na zajęcia pozalekcyjne, - „fajniej” jest dobrze się ubrać i zjeść coś fancy na mieście niż dojadać po dzieciach frytki i nuggetsy w poplamionych dresach, - „fajniej” jest w poniedziałek w pracy przy automacie do kawy poopowiadać o aktywnie spędzonym weekendzie niż o weekendzie spędzonym w domu z dziećmi – nawet jeśli były to dla rodzica piękne dwa dni. Przykłady można mnożyć. Ale schemat jest wyraźny – gdy pojawia się dziecko, trudno jest pozostać „cool” w oczach innych. Bez dzieci łatwo dziś budować status dzięki konsumpcji. „Zwyczajne” zarobki umożliwiają „nadzwyczajne” luksusy – a te przekładają się na punkty statusu. Z dziećmi sytuacja się odwraca: „zwyczajne” luksusy często wymagają „nadzwyczajnych” zarobków. Nianie, opiekunki, trenerzy personalni, katering dietetyczny, siłownia w domu – to wszystko ułatwia nadążanie za bezdzietnymi rówieśnikami pod względem statusu. Niestety stać na to tylko nielicznych. Alternatywą jest znalezienie kręgu przyjaciół, dla których dzieci są wartością samą w sobie – ale takie kręgi coraz trudniej znaleźć. Wpływ tej statusowej asymetrii na dzietność jest moim zdaniem znaczący. Te przypuszczenia wzmacnia przykład Gruzji, gdzie w 2007 roku patriarcha Ilia II ogłosił, że zostanie ojcem chrzestnym każdego trzeciego dziecka w rodzinie. To symboliczne wyróżnienie niosło ze sobą ogromny prestiż społeczny – i zbiegło się z wyraźnym wzrostem liczby urodzeń, szczególnie trzecich i kolejnych dzieci. To rzadki przykład, gdy nie pieniądze, ale status i uznanie społeczne przełożyły się na dzietność. Ale z jakiegoś powodu relację dzietności i statusu przyćmiewają dyskusje o cenach mieszkań, metrach kwadratowych, żłobkach itd. Czy to nie symptomatyczne, że w kulturze materializmu szukamy przyczyny kryzysu demograficznego właśnie w czynnikach materialnych? Gdy tymczasem meta przyczyna może leżeć właśnie w kulturze materializmu. Problem w dużej mierze sprowadza się do tego, że wady rodzicielstwa są łatwo widoczne i łatwe do opisania, a uroki rodzicielstwa zwykle dzieją się w sytuacjach sam na sam z dzieckiem, czego nie sposób pokazać innym i co trudno ubrać w słowa. Co więcej, wady rodzicielstwa ewidentnie godzą w status, za to uroki rodzicielstwa raczej go nie dodają. Ta asymetria sprawia, że osoby bezdzietne patrząc z zewnątrz na życie rodziców widzą wady, a nie widzą uroków. Widzą, gdzie stracą pod względem statusu, a nie widzą, gdzie mogą pod tym względem zyskać. Bo rodzicielstwo można tu porównać do przepięknej podróży, ale odbytej bez aparatu fotograficznego – cudne widoki, głębokie przeżycia i wspaniałe wspomnienia są i zostają na długo, ale tylko w głowie rodzica. Nie ma czego wrzucać na Instagram. Dla osób, które nie potrafią cieszyć się swoimi doświadczeniami bez pokazywania ich innym – w formie zdjęć z restauracji, selfies z wakacji czy stories z pilates – to może być różnica nie do przeskoczenia. Przeskoczą ją jedynie ci, którzy poczucie własnej wartości nauczyli się czerpać z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Po drugiej stronie czeka ich nagroda tak piękna, że nie sposób ją sobie wyobrazić przed skokiem.

Making everything ugly is a powerful form of social engineering
