Jaskrawy heban

42 posts

Jaskrawy heban

Jaskrawy heban

@JaskrawyH

#StopAllWars

Beigetreten Mart 2022
707 Folgt6 Follower
Jawski
Jawski@JacekStankowsk2·
@Przewodzik No tak, sorry. Co tam w Czarnobylu się dzieje obecnie, w tej strefie, to mam na myśli. Ale to już sam doszukam, dzięki za rekomendacje literackie. Bez czytania człowiek durnieje. Pozdrawiam serdecznie
Polski
7
0
1
40
Przewodzik
Przewodzik@Przewodzik·
PrzewodzikKsiążkowy (wypisy, rekomendacja) A najlepszą książką o Czarnobylu po katastrofie, przynajmniej literacko, jest według mnie reportaż białoruskiej noblistki: „Od dawna nie widziałam szczęśliwych kobiet w ciąży. Szczęśliwych mam. Dopiero co urodziła. Doszła do siebie… Woła: «Panie doktorze, proszę mi pokazać! Przynieść!». Dotyka główki, czółka, ciała. Liczy paluszki… Na nogach, na rękach… Sprawdza. Chce się upewnić: «Panie doktorze, czy moje dziecko jest normalne? Wszystko w porządku? Przynoszą jej do karmienia. Boi się. «Mieszkam niedaleko Czarnobyla… Trafiłam pod czarny deszcz…». Opowiadają sny: to że urodziła cielę z ośmioma nóżkami, to że szczeniaka z głową jeża… Takie dziwne sny. Kiedyś kobiety takich snów nie miewały. Nie słyszałam. Mam trzydzieści lat akuszerskiego stażu”. „Całe życie żyję w słowie… Ze słowem… Uczę w szkole języka rosyjskiego i literatury. To było, zdaje się, na początku czerwca, kiedy odbywały się egzaminy. Nagle dyrektor szkoły zbiera nas i ogłasza: «Jutro wszyscy mają przyjść z łopatami». Okazało się, że musimy zdjąć wierzchnią, skażoną warstwę ziemi wokół budynków szkolnych, a potem przyjdą żołnierze i położą asfalt. Pytania: «Co dostaniemy do ochrony?», «Czy przywiozą nam specjalną odzież, maski?». Odpowiedź brzmiała: «Nie. Weźmiecie państwo łopaty i będziecie kopać». Tylko dwóch młodych nauczycieli odmówiło, pozostali poszli i kopali. Przygnębienie, a równocześnie poczucie spełnionego obowiązku – to w nas żyje: być tam, gdzie jest trudno, niebezpiecznie, bronić ojczyzny. Przecież to właśnie wpajałam swoim uczniom, tylko to: iść, rzucić się w ogień, bronić, ponosić ofiary. Literatura, której uczyłam, nie mówi o życiu, tylko o wojnie. O śmierci. Szołochow, Sierafimowicz, Furmanow, Fadiejew. Boris Polewoj. Tylko dwóch młodych nauczycieli odmówiło udziału. Ale oni są już z nowego pokolenia. To już inni ludzie… Kopaliśmy ziemię od rana do wieczora. Kiedy wracaliśmy do domu, wydawało się dziwne, że w mieście sklepy są otwarte, kobiety kupują pończochy, perfumy. W nas już żyły uczucia wojenne. Dla nas było o wiele bardziej zrozumiałe to, że nagle pojawiły się kolejki po chleb, sól, zapałki. Wszyscy rzucili się do robienia sucharów. Myliśmy podłogę po pięć, sześć razy dziennie, uszczelniali okna. Cały czas słuchaliśmy radia. To zachowanie wydało mi się czymś znajomym, chociaż urodziłam się po wojnie. Starałam się analizować swoje uczucia i byłam zdumiona, jak szybko moja psychika się przestawiła, jak niepostrzeżenie zdobyłam doświadczenie wojny. Umiałam sobie wyobrazić, jak porzucę dom, jak wyjedziemy z dziećmi, jakie rzeczy zabierzemy, co napiszę mamie. Chociaż dookoła toczyło się zwykłe życie, w telewizji nadawano komedie. Pamięć nam podpowiadała. Zawsze żyliśmy w strachu, umiemy żyć w strachu, to nasze naturalne środowisko. W tym nikt naszemu narodowi nie dorówna…” „Nie byłam na wojnie. Ale to mi ją przypominało. Żołnierze wchodzili do wsi i ewakuowali ludzi. Wiejskie ulice były pełne wojskowych pojazdów: transporterów, ciężarówek z plandekami, nawet czołgów. Ludzie porzucali swoje domy w obecności żołnierzy, to było przygnębiające, zwłaszcza dla tych, którzy przeżyli wojnę. Najpierw obwiniali Rosjan – to oni winni, to ich elektrownia. Potem zaraz: „Komuniści winni…”. Serce waliło, zapanował niesamowity strach. Oszukano nas. Obiecano, że po trzech dniach wrócimy. Zostawiliśmy dom, łaźnię, rzeźbioną w drzewie studnię, stary sad. Nocą przed wyjazdem wyszłam do sadu i zobaczyłam, jak otwarły się kwiaty. A rano wszystkie opadły. Mama nie mogła znieść wysiedlenia. Po roku umarła. A mnie się ciągle śnią dwa sny. Pierwszy – widzę nasz pusty dom, a drugi – przy naszej furtce wśród georginii stoi mama. Żywa. I uśmiecha się. Cały czas porównujemy to z wojną. Ale wojnę można zrozumieć. O wojnie opowiadał ojciec, czytałam książki. A tutaj? Z naszej wsi zostały trzy cmentarze: jeden stary, na którym leżą ludzie, drugi – rozstrzelanych psów i kotów, które porzuciliśmy, i trzeci – naszych domów. Nawet nasze domy pogrzebano…” Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości", Wołowiec 2012
Przewodzik tweet media
Przewodzik@Przewodzik

PrzewodzikHistoryczny PrzewodzikKsiążkowy (wypisy) „Sobota, 26 kwietnia 1986, godzina 16.16 elektrownia jądrowa w Czarnobylu, Ukraińska SRR Starszy porucznik Aleksander Logaczew kochał promieniowanie tak, jak inni mężczyźni kochają swoje żony. Logaczew – dwudziestosześcioletni, wysoki i przystojny, ze starannie przystrzyżonymi ciemnymi włosami i oczami w kolorze lodowego błękitu – do radzieckiej armii wstąpił jeszcze jako chłopiec. Dobrze go tam przeszkolili. Instruktorzy z wojskowej akademii pod Moskwą nauczyli go, jak się obchodzić ze śmiertelnymi truciznami i jak zachowywać się w sąsiedztwie promieniowania. Odbył podróże do semejskiego poligonu w Kazachstanie i do wyludnionych terenów w górach Ural, gdzie środowisko wciąż jest skażone po katastrofie kysztymskiej. Wreszcie, w ramach szkoleń, udał się także na niedostępne wyspy Nowej Ziemi, daleko za kołem podbiegunowym, gdzie dokonano detonacji potwornej Car-Bomby – największej broni termojądrowej w historii ludzkości. Dziś, jako dowódca rekonesansu 427. Pułku Zmechanizowanego Czerwonego Sztandaru Sił Obrony Cywilnej dystryktu kijowskiego, Logaczew – mając na uwadze wytyczne z podręczników, ufając dozymetrom i, w razie potrzeby, mogąc sięgnąć po zestaw ratunkowy przygotowany na wypadek wojny nuklearnej, bakteriologicznej lub chemicznej, który był schowany w kabinie opancerzonego samochodu jednostki – wiedział, jak ochronić siebie i swoich towarzyszy przed gazami bojowymi, bronią biologiczną, promieniami gamma i promieniowaniem neutronowym. Wierzył też, że najlepszą ochronę stanowi psychika. Ci, którzy bali się radiacji, wystawiali się na największe ryzyko. Ale ci, którzy pokochali i docenili promieniowanie, zrozumieli jego kaprysy – mogli bez szwanku przetrwać nawet najintensywniejsze dawki promieni gamma. Niespodziewanie został wezwany do elektrowni jądrowej w Czarnobylu i teraz pędził peryferiami Kijowa na czele kolumny złożonej z ponad trzydziestu pojazdów. Nie miał jednak powodu odczuwać niepokoju. Wiosenne powietrze wlatujące przez uchylone okno opancerzonego pojazdu zwiadowczego niosło zapach drzew i świeżo skoszonej trawy. Jego ludzie, dzień wcześniej zebrani na placu paradnym w celu dokonania comiesięcznej inspekcji, byli dobrze przeszkoleni i gotowi. U jego stóp leżała bateria instrumentów służących do wykrywania promieniowania – w tym nowo zainstalowane urządzenie elektroniczne dwukrotnie bardziej czułe od starszych modeli – która pomrukiwała cicho, nie wykrywając niczego niecodziennego w atmosferze. Gdy jednak dotarli do elektrowni, stało się jasne, że doszło do czegoś nadzwyczajnego. Dozymetr zareagował po raz pierwszy, gdy minęli betonowe słupy, wyznaczające teren należący do elektrowni. Porucznik nakazał się zatrzymać i zanotować odczyt: 51 rentgenów na godzinę. Gdyby spędzili tu godzinę, przyjęliby maksymalną dawkę promieniowania dozwoloną dla radzieckich żołnierzy w czasie wojny. Pojechali dalej wzdłuż linii słupów wysokiego napięcia, w stronę elektrowni jądrowej. Odczyty wskazywały coraz większe wartości, póki na powrót nie spadły. Wreszcie, objechawszy betonowy brzeg kanału chłodniczego, ujrzeli zarys czwartego bloku elektrowni atomowej w Czarnobylu. Logaczew z załogą patrzyli oniemiali. Dach dwudziestopiętrowego budynku był rozdarty, a zaczernione górne piętra zapadły się na stertę gruzu. Widzieli roztrzaskane żelbetowe panele, walające się bloki grafitu i połyskujące tu i ówdzie metalowe kasety paliwowe z rdzenia reaktora. Ku jasnemu niebu wznosiła się chmura pary. Otrzymali rozkaz przeprowadzenia pełnej inspekcji elektrowni. Opancerzony wóz okrążył kompleks w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara z prędkością dziesięciu kilometrów na godzinę. Sierżant Właskin odczytywał na głos dane z nowych przyrządów, a Logaczew, za pomocą długopisu i kolorowego flamastra, zapisywał je na ręcznie naszkicowanej mapie z pergaminowego papieru: 1 rentgen na godzinę, potem 2, następnie 3. Skręcili w lewo, a odczyty skoczyły: 10, 30, 50, 100. – Dwieście pięćdziesiąt rentgenów na godzinę! – krzyknął sierżant z oczami szeroko otwartymi z niedowierzania. – Towarzyszu poruczniku… – zaczął, wskazując na radiometr. Logaczew spojrzał na cyfrowy ekran i poczuł przebiegający po karku dreszcz przerażenia: 2080 rentgenów na godzinę. Niemożliwe. Starszy porucznik z trudem zachowywał spokój, starając się przypomnieć sobie, co było napisane w podręcznikach: pokonać lęk. Ale tym razem szkolenie go zawiodło. Logaczew usłyszał własny krzyk, gdy w panice wydarł się na kierowcę, przerażony, że pojazd odmówi posłuszeństwa. – Dlaczego jedziesz w tę stronę, skurwielu?! Pojebało cię?! – wrzeszczał. – Jeśli silnik zdechnie, za kwadrans będziemy trupami!” Adam Higginbotham „O północy w Czarnobylu”, Kraków 2019

Polski
8
2
44
3.3K
Magdalena Grzyb
Magdalena Grzyb@GrzybMagdalena·
@Ariel80492037 Ostatnio miałam rozmowę o tym serialu. Tak, z perspektywy dzisiaj można powiedzieć, że okazał się proroczy 🙂
Polski
1
0
1
67
Przewodzik
Przewodzik@Przewodzik·
PrzewodzikHistoryczny PrzewodzikKsiążkowy (wypisy) Tego dnia w 1947 roku rozpoczęła się tzw. bitwa o handel, czyli próba wyeliminowania sektora prywatnego w gospodarce, a zapoczątkowało ją wystąpienie ministra przemysłu i handlu Hilarego Minca na plenum Komitetu Centralnego PPR: „ (…) Na plenum KC PPR w kwietniu 1947 roku winę za sytuację na rynku zrzucono m. in. na za dużą siłę nabywczą miasta, zbytnie wzbogacenie się chłopów, a przede wszystkim panujący w handlu „bałagan, dezorganizację, anarchię, zdziczenie, barbarzyństwo, demoralizację”. Nic też dziwnego, że to kupcy poszli na pierwszy ogień i wobec nich często ferowano najwyższą karę przewidywaną przez Komisję Specjalną − 2 lata obozu pracy. Na posiedzeniu KS 6 maja 1947 roku zapowiadano przejście na „drogę surowej represji, mającej na celu odstraszenie elementów spekulacyjnych”. Apelowano o prawo do wymierzania olbrzymich grzywien (do 5 mln zł) i zamykania sklepów spekulantów. Wszystkie te prerogatywy (i jeszcze więcej) Komisja Specjalna otrzymała na mocy Ustawy o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym, uchwalonej przez Sejm 2 czerwca 1947 roku, która razem z innymi aktami przyjętymi tego dnia stała się fundamentem „bitwy o handel”. Komisji Specjalnej wyznaczono w tej batalii miejsce priorytetowe. Władze administracyjne, do tej pory mogące karać, teraz „obowiązane są jedynie do współdziałania w ujawnianiu przestępstw, które podlegają ściganiu przez komisje specjalne do walki”. Podczas odbytego 16 czerwca 1947 roku IV Zjazdu Komisji Specjalnej nie ukrywano, że „walka ze spekulacją jest obecnie najważniejszym zagadnieniem gospodarczym w kraju. Spekulacja powojenna w Polsce stała się zjawiskiem tak masowym, iż zagraża równowadze gospodarczej Państwa”. Cała obsada Komisji (w 1947 roku 925 osób; do 1949 roku urosła do prawie 1300) została nagle oderwana od dotychczasowych zajęć i dosłownie w biegu, bez specjalnych przygotowań, wysłana do kontrolowania sklepów, przede wszystkim prywatnych, stanowiących wtedy jeszcze 90% wszystkich placówek. Do końca roku, przy pomocy ponad 70 tys. kontrolerów społecznych, sprawdzono 213 353 punkty handlowe, sporządzono ponad 45 tys. protokołów karnych, prawie 22 tys. osób otrzymało grzywny na łączną sumę ponad 531 mln zł, do obozów pracy (których regulamin drastycznie zaostrzono) wysłano ok. 1850 osób. Tempo działań utrzymano w następnym roku, kiedy przeprowadzono ponad 23 700 akcji kontrolnych, w których wzięło udział prawie 153 tys. osób. Skontrolowały one 455,4 tys. sklepów (niektóre wielokrotnie), spisując 77 744 protokoły karne. Komisja stawała się coraz wygodniejszym i coraz bardziej wyspecjalizowanym instrumentem, używanym zgodnie z doraźnym zapotrzebowaniem. Posyłano ją na coraz to nowe pola walki — z handlem hurtowym, detalicznym, obrotem artykułami rolnymi, głównie mięsem, z rzemiosłem, potem z niedobitkami prywatnego handlu i rzemiosła, pracującymi już nielegalnie. Wyraźnie widać to po ferowanych przez KS „karach obozowych”. Kiedy poważnie zabrano się do drobnego handlu, liczba osób skierowanych za spekulację do obozów wzrosła z 518 w 1947 do 621 w 1948 i 1072 w 1949 roku. Na pierwszy ogień poszły towary przemysłowe. Na tyle skutecznie, że w końcu 1948 roku informowano, iż „tylko nieliczny asortyment [artykułów przemysłowych] jest obiektem spekulacji”. Starano się pokazać pozory normalizacji przede wszystkim z powodów propagandowych, dla których też zniesiono z dniem 1 stycznia 1949 roku reglamentację. Oznaką uspokojenia miało być nakazane okólnikiem z 29 grudnia 1948 roku stosowanie przede wszystkim grzywien i ograniczenie masowych do tej pory aresztowań do „najbardziej jaskrawych spraw”. Do takich należało na przełomie 1948 i 1949 roku przede wszystkim zaopatrzenie w mięso. Kiedy we wrześniu 1948 roku rozpoczął się najgłębszy od wojny kryzys mięsny, władze przystąpiły do rozprawy z tym sektorem, nadal znajdującym się w olbrzymiej części w rękach prywatnych. Jesienią rozpętano kampanię prasową, której towarzyszyły natężone kontrole sklepów rzeźniczych. Od grudnia 1948 roku przygotowywano w tajemnicy tzw. akcję H (hodowla), oficjalnie ogłoszoną przez rząd 28 stycznia 1949 roku. Komisja znowu stanęła na wysokości zadania — gdy w 1947 roku za nielegalny ubój nikogo nie skazano na obóz, to w 1948 — 314, a 1949 — już 2119 osób. Dopóki też Komisja uderzała w wielkich spekulantów, była (w miarę) akceptowana. Kiedy jednak zaczęła coraz boleśniej grzebać w kieszeniach i garnkach (już nie mówiąc o życiorysach) zwykłych ludzi, próbujących po prostu jakoś przeżyć, stała się typową instytucją państwową, czyli wrogą. Obozy, które w założeniu miały izolować i reedukować spekulantów krzywdzących „lud”, zapełniły się jego przedstawicielami. „W obozie [Mielęcin] — donoszono w anonimie wysłanym w grudniu 1947 roku do Ministerstwa Sprawiedliwości — siedzi 80–90% proletariatu, który dostaje się do obozu z powodu ciężkiej sytuacji gospodarczej”. Jeżeli zaufanie społeczne i wiarę w skuteczność mierzyć liczbą anonimów, to delatorski zapał minął razem ze zmianą trybu działania KS — w 1946 roku odsetek prywatnych doniesień wynosił 28,3%, w 1947 — 8,8%, 1948 — 6,5% i w 1949 — 2,3%. Każda rewolucja pożera własne dzieci. Komisja Specjalna nie uniknęła takiego losu. Była dobra w trakcie zdobywania i utrwalania władzy, kiedy jednak jej struktury okrzepły, zaczęła w swojej dotychczasowej formie bardziej przeszkadzać niż pomagać. W żadnym państwie (a w totalitarnym zwłaszcza) nie mogą istnieć dwie instytucje ścigania (KS, prokuratura). Do tego konkurujące, gdyż dochodziło do sytuacji tak paradoksalnych, że poszczególne instytucje same wybierały organ zajmujący się popełnionymi w ich strukturach przestępstwami. Zazwyczaj też decydując się na Komisję, ferującą niższe wyroki niż normalne sądy. Ustawa z 20 lipca 1950 roku o Prokuraturze Rzeczypospolitej Polskiej, monopolizująca działania „w celu ugruntowania praworządności ludowej, ochrony mienia społecznego i ścigania przestępstw”, pozbawiła Komisję Specjalną funkcji śledczych i oskarżycielskich (oraz prawa przyjmowania doniesień od obywateli), pozostawiając jej rozpoznanie spraw, które przeszły przez prokuraturę, i orzeczenie kary — grzywny, przepadku mienia, obozu. Wszystkie te możliwości skrupulatnie wykorzystywano, zwłaszcza że oprócz wyrokowania za spekulację, nielegalny ubój i garbunek, niewykonywanie świadczeń obowiązkowych czy potajemne gorzelnictwo, obarczono Komisję także orzekaniem w sprawach politycznych (szeptana propaganda). Gdy od 1945 do 1950 roku KS orzekła karę obozu wobec prawie 25 tys. osób, to w latach 1951–1954 — niemal 59,5 tys”. Jerzy Kochanowski „Tylnymi drzwiami. Czarny rynek w Polsce 1944–1989”, Warszawa 2015
Przewodzik tweet media
Polski
2
4
34
3K
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@wolynianin Mimo wszystko, życzę nadziei i wszystkiego najlepszego dla Pana i Pana dziadka
Polski
0
0
1
30
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@wolynianin Z całym szacunkiem dla Pana i Pana dziadka, ale chyba Pana dziadek ma rację... Chodzi o to, że Orban zrobił tyle, żeby siebie i swoich ludzi "obsadzić" i nawet jeśli pan Magyar wygra, to będzie mu ciężko rządzić i będąc sprawnym, ale mogę się mylić - może Pan Magyar ma jakiś plan
Polski
2
0
1
132
Wołynianin
Wołynianin@wolynianin·
Pogadałem z dziadkiem (jest Polakiem obywatelem 🇭🇺). Idzie głosować wiadomo za kogo i wiadomo przeciwko komu. Ale mówi, że nie ma optymizmu i chyba nie będzie zmiany… To tylko odczucie jednej osoby. Oby było mylne.
Polski
2
1
41
1.3K
M
M@jakasnazwakonta·
Dobry tekst. Naprawdę warto się nad nim zatrzymać. Bardzo polecam też książkę Joanny Kuciel-Frydryszak "Chłopki" W poruszający sposób pokazuje codzienne życie ludzi w okresie międzywojennym pełne biedy, ciężkiej pracy i walki o przetrwanie. Moja babcia zawsze chleb całowała.
dom sztuki ludowej@siewiera_jakub

O chlebie było na moim profilu nie raz i nie dwa. Nie zaszkodzi zatem pochylić się nad tym zagadnieniem ponownie tym bardziej, że o chlebie na przednówku jeszcze chyba nigdy nie pisałem. Pamiętajmy, że jeszcze w XX-leciu międzywojennym chleb wypiekano głównie samodzielnie i najcześciej był to chleb żytni na zakwasie, który był sycący i cięższy niż obecnie. Drożdże piekarskie już funkcjonowały na rynku, ale używano ich głównie w piekarniach. Poza własnym wypiekiem chleb można było zakupić w sklepie. Kupowali go głównie małorolni i bezrolni oraz w okresie gdy zaczynało brakować ziarna i mąki do samodzielnego wypieku. Taki chleb ważył około 2 kg. Obecnie o każdej porze roku możemy cieszyć się ulubionym pieczywem, ale na przednówku skład chleba w niejednym domu ulegał zmianie. Wypiek mógł być na bazie jęczmienia. Ponadto dodawano różne składniki, aby zwiększyć objętość ciasta. Miało to oczywiście wpływ na smak chleba. Do takich wypełniaczy zaliczyć można: lebiodę, ugotowane i starte ziemniaki, brzozową korę, sproszkowane żołędzie a czasem także i plewy. Jak wspominali chłopi z tamtego okresu, czasem oszczędzano zboże na czas wiosny i cięższych robót a zimą jedzono głównie ziemniaki. Chroniczny niedostatek chleba, szczególnie wśród wiejskiej biedoty, był wpisany w wiejski pejzaż. W wielodzietnych, kilkupokoleniowych rodzinach po prostu trzeba było go stale racjonować i oszczędzać. Być może ktoś z Was widział a może nawet i pamięta kuchenne metalowe skrzynki chlebowe zamykane na kłódkę. fot: domena publiczna I tak sobie myślę, że ci chłopcy to chyba zostali poczęstowani przez ekipę dokumentalistów ciastem albo białym pieczywem.

Polski
5
6
43
2.9K
Oi!
Oi!@oidingus·
@JaskrawyH Old Time Rock & Roll by Bob Seger
English
1
0
2
1.2K
Lena
Lena@Lena211376606·
Wigilia jest dla rodziny – nawet jeśli niektórzy są z nami tylko duchem… Merry Christmas to everyone ❤️ #StayWithUkraine
Lena tweet media
Polski
43
104
777
14K
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@lana_s2022 Please remember about source of this picture. Polish magazine "Wprost" three years ago:
Jaskrawy heban tweet media
English
0
0
1
40
Roksolana
Roksolana@lana_s2022·
Joyeux Noël à tous ! Merci infiniment à ceux qui soutiennent l’Ukraine et à ceux qui défendent nos vies💙💛
Roksolana tweet media
Français
39
102
630
7.4K
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@Gerashchenko_en Please, remember about source of this picture. Polish magazine "Wprost" three years ago:
Jaskrawy heban tweet media
English
1
0
7
96
Anton Gerashchenko
Anton Gerashchenko@Gerashchenko_en·
One of the symbols of Christmas is the Christmas Star. The star announces the birth of Christ to the world. It is a symbol of Light appearing in the darkest times and showing the way - a light of Hope, Faith, and Love. For us, Ukrainians, Christmas means home, family together, a shared dinner after a difficult year. Today, this symbol is felt more strongly than ever. We know what darkness and loss are, and we deeply understand the value of light. For us, the Christmas Star is a symbol of Faith in Peace. Happy holidays, friends. We believe in the Victory of Good! 📷: Paweł Kuczyński
Anton Gerashchenko tweet media
English
106
553
2.9K
55.7K
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@SaulisVarpins Please, remember about source of this picture. Polish magazine "Wprost" three years ago:
Jaskrawy heban tweet media
English
0
0
0
36
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@NAFOvoyager Please, remember about source of this picture. Polish magazine "Wprost" three years ago:
Jaskrawy heban tweet media
English
0
0
0
17
UAVoyager🇺🇦
UAVoyager🇺🇦@NAFOvoyager·
Christmas Eve is for family — even if some are only with us in spirit...
UAVoyager🇺🇦 tweet media
English
171
3.4K
24.7K
277.9K
Jaskrawy heban
Jaskrawy heban@JaskrawyH·
@CygalKarol @sovolqa W Złotych Tarasach w stolicy jest sklep z żywnością z całego świata, można kupić więcej smaków tej czekolady. Polecam :)
Polski
0
0
2
17