
Mateusz Orlson
1.9K posts



















A na marginesie - rok temu były narzekania, że z Interem trzeba było "pragmatycznie". Bayern mógł "pragmatycznie" poczekać na dogrywkę graną 11v10. Ale poszedł po zwycięską bramkę. A jak już ją strzelił, to mógł się "pragmatycznie" cofnąć. Ale poszedł po drugą dla pewności.


Zaczął się ciekawy okres w moim życiu, ponieważ powoli moi koledzy ze szkolonych ławek lub poznani na studiach zaczynają osiągać duże sukcesy. Ale wiecie, takie naprawdę duże duże. Tak się składa, że Przemek Benken, którego poznałem ponad 15 lat temu zupełnym przypadkiem podczas pisania mojej pierwszej książki i który chyba jest mi najbliższym mentalnie kolegą naukowym, startuje na Prezesa IPN. Prezesa IPN!!! No i dostał się do drugiego etapu konkursu. Co mnie wcale nie dziwi. Od kiedy znam Przemka, był tym typem gościa, którego zawsze jest w niedoborze. Pracowity, skromny, kontaktowy, życiowy (sic!), w ogóle nie angażuje się w bzdurną politykę, no i oczywiście dużo i dobrze publikuje. Większość osób zna go zapewne ze świetnych książek o wojnie w Wietnamie, choć jego działalność znacznie przekracza te ramy. Ostatnio zrobił habilitację i nie spoczął na laurach jak większość kanapowych naukowców. Życząc Przemkowi szczęścia we wtorek podczas drugiego etapu konkursu, zastanawiam się na ile będzie w stanie pokonać systemowe bolączki naszego państwa. Nie znam innych kandydatów, więc nie będę czarował, ale czy myślicie, że Kolegium IPN będzie kierowało się kryteriami merytorycznymi? Każdy, kto mnie zna, wie, że moją największą fobią są ustawione konkursy i zmowa milczenia wokół tego tematu. Bardzo życzyłbym Przemkowi, aby nie zostało to rozstrzygnięte w znany nam dobrze polski sposób, czyli z dupy według politycznego lub nepotycznego klucza. Bo jak będzie to choć trochę sprawiedliwe, to wiem, że nawet jak Przemek ostatecznie nie wygra, to i tak wypadnie świetnie i da z siebie wszystko. :) Gambatte!





























