
Remy
1.7K posts

Remy
@remikpl
Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.























W tych dniach przypada rocznica wstrząsającej klęski wojsk polskich z okresu buntu Chmielnickiego. W pierwszych dniach czerwca 1652 roku pod Batohem, na południu I Rzeczpospolitej, na terenach dzisiejszej Ukrainy, rozegrała się bitwa, której towarzyszyła rzeź polskich jeńców. Wojska polskie w liczbie 15 tys. żołnierzy starły się z armią kozacko-tatarską liczącą 45 tys. ludzi. W wyniku złego dowodzenia i podziałów w obozie, które wykorzystał wróg, doszło do całkowitej klęski i śmierci hetmana Kalinowskiego, który poległ w boju, próbując odbić syna z rąk Tatarów. Po bitwie Kozacy wymordowali 3500 pojmanych jeńców. Jak miał powiedzieć pułkownik kozacki i szwagier Bohdana Chmielnickiego, Iwan Zołotareńko: "Zdechły pies nie kąsa”. Rzezi dokonywano następująco: związanych jeńców po kilku wyprowadzano na wyznaczony plac, na którym Kozacy i Tatarzy nogajscy podrzynali Polakom gardła lub ścinali głowy. Kaźń odbywała się w obecności pozostałych pojmanych, oczekujących z kolei na swą śmierć. Ciał ofiar nie grzebano. Kozacy zgładzili kwiat polskiego rycerstwa, żołnierzy i dowódców doświadczonych i szanowanych. Nie w bitwie, ale w okrutnej rzezi ginęli synowie bogatej szlachty, w tym ludzie, którzy mogli oddać krajowi wielkie zasługi. Między innymi zamordowany został Marek Sobieski, brat późniejszego króla Jana III. Z rzezi cudem ocalał Stefan Czarniecki, późniejszy pogromca Szwedów, którego wspominamy w naszym hymnie. Czarnieckiego od śmierci ocalił znajomy Tatar. Wykupiony z niewoli, powrócił do kraju. Z powodu masowej śmierci polskich żołnierzy i oficerów rzeź pod Batohem nazywa się sarmackim Katyniem.
















