
Panie pośle Brudziński, gdzie te obiecane faktury za remont mieszkania? Minęły dokładnie 2 lata, 3 miesiące i 18 dni odkąd Joachim Brudziński publicznie, na X, obiecał pokazać faktury dokumentujące remont swojego mieszkania w Warszawie. Dokładna data tej obietnicy: 2 października 2023 Treść tweeta (cytat dosłowny): „Jak tylko skończy się remont – wrzucę faktury. Nie ma problemu.” Od tamtego czasu, odbyły się wybory parlamentarne powstały dwa kolejne rządy, pan poseł zmienił funkcję z ważnego ministra na jeszcze ważniejszego europosła, remont według własnych słów posła, dawno się zakończył, a faktur jak nie było, tak nie ma. W tym samym czasie Joachim Brudziński, wielokrotnie atakował polityków opozycji za rzekome niejasności majątkowe, żądał przejrzystości umów od setek osób publicznych, udzielał wywiadów w roli strażnika moralnej przejrzystości życia publicznego, z oburzeniem komentował każdą niezapłaconą złotówkę podatku, każdy podejrzany kilometr służbowy, każdą paczkę papierosów kupioną za publiczne pieniądze. Tymczasem na własne podwórko patrzy… delikatnie mówiąc – wybiórczo. Pytania, które od ponad dwóch lat wiszą w powietrzu i na które pan poseł najwyraźniej nie ma ochoty odpowiadać: 1. Czy faktury za remont mieszkania w ogóle istnieją? 2. Czy były opłacone przelewem z prywatnego konta, czy może jednak pojawiły się tam jakieś „przyjazne” faktury od znajomych przedsiębiorców? 3. Jaka była ostateczna wartość remontu? (w 2023 roku mówiono o 300–400 tys. zł – kwota budząca ciekawość przy zarobkach posła/marszałka/europosła) 4. Dlaczego obietnica złożona publicznie, w tak jednoznaczny sposób, została zlekceważona? Najsmutniejsze w tej historii jest to, że nie chodzi już nawet o same faktury. Chodzi o to, jak bardzo łatwo jest niektórym politykom rzucać oskarżenia w prawo i w lewo, a jednocześnie traktować własne zobowiązania jak niewygodny żart, który można po prostu zignorować. Panie pośle Brudziński, miał Pan dwie możliwości, albo pokazać faktur, albo nie obiecywać publicznie, i zrobić z siebie oszusta. Wybrał Pan trzecią, najgorszą drogę, najpierw obiecać → potem zlekceważyć → udawać, że nic się nie stało → dalej pouczać innych o uczciwości. W normalnym świecie nazywa się to hipokryzją. W polityce ostatnich lat, niestety, nazywa się to po prostu „standardem”. Ale standard czy nie, faktury jak nie było, tak nie ma. #InstytutPrawdy






















