Maja retweetledi
Maja
623 posts

Maja retweetledi

Nie boli jak złamana ręka. Nie krwawi. Nie zostawia siniaków.
Wpełza.
Jednego dnia planujesz, śmiejesz się, jesteś siłaczem, drugiego zaczynasz znikać.
Gaśnie światło, chociaż za oknem widzisz dzień.
Wstanę i zapalę — myślisz. Ale do włącznika jest tak daleko….
Może jutro?
Jutro nadchodzi szybko i wolno. Już bez ciebie.
Nie masz tożsamości. Rzeczy, które cię definiowały, przestają mieć znaczenie. Pasja znika. Plany się rozmywają. Zostaje ciało, które tylko oddycha i to przerażające uczucie, że nie poznajesz samego siebie.
Zmęczenie. Tak głębokie, że wszystko boli. Myślenie boli. Oddychanie męczy.
Rano musisz wstać — nie chcesz prawda? Przecież to nie do udźwignięcia.
Pragnienie śmierci? Nie, to nie to. Pragnienie ulgi. Ciszy w głowie. Tej, która teraz, ciągle ci powtarza, że jesteś bez sensu. Że zawiodłeś. Że wszyscy by sobie poradzili bez ciebie.
To nie jest chaos. Myśli nie krzyczą.
Są spokojne. Chłodne. Logiczne. I przez to jeszcze bardziej przerażające.
Nie ma znaczenia kto i jak da ci ulgę. Zrobisz wszystko. Tylko… nie masz siły.
A jutro znowu będzie dzień. Taki sam. Identyczny.
A może potrafisz się jeszcze uśmiechać?
Iść do pracy. Odpowiadać „wszystko okej”. Bawić z dziećmi, kogoś kochać spotkać znajomych, snuć plany?
Wiesz, wszystko to co robią inni, tylko ty tego nie czujesz.
Tak. Ona bywa świetnie zamaskowana. Dlatego cierpisz w ciszy. Dlatego zaczynasz fantazjować o tym, żeby po prostu zniknąć. Nie obudzić się. Rozpuścić się w powietrzu. Nie zostawić po sobie bałaganu, nie sprawić nikomu kłopotu. Po prostu przestać istnieć.
Powiem ci coś prostego.
Nie jesteś sam/a.
Naprawdę. Nawet jeśli twoja głowa codziennie powtarza, że nikt by nie zauważył, gdyby cię zabrakło. To nieprawda. Depresja izoluje. Odcina. Buduje betonowe ściany. Ale po drugiej stronie tych ścian są ludzie.
Ludzie z depresją to często ci najbardziej wrażliwi. Ci, którzy czują więcej.
To nie są słabi ludzie. To ludzie, którzy przez długi czas byli silni dla wszystkich, tylko nie dla siebie.
I jest ich więcej, niż myślisz.
Każdy, kto przeszedł przez ciemność, rozpozna ją w czyichś oczach.
Każdy, kto kiedyś siedział w ciszy z myślą „nie dam rady”, wie, jak wygląda ten moment. I uwierz mi — rozumie cię więcej osób niż się spodziewasz.
Stoimy za sobą częściej, niż widać to na pierwszy rzut oka. Czasem to jedno zdanie. Jedno „też tak miałem”. Jedno „chodź, pogadam z tobą”. Nie trzeba wielkich gestów. Wystarczy obecność.
Nie musisz udowadniać, że zasługujesz na wsparcie. Nie musisz najpierw „ogarnąć się”, żeby ktoś mógł ci pomóc. Wystarczy, że jesteś. To już wystarczający powód, żeby ktoś stanął obok.
Jeśli dziś twoim największym osiągnięciem jest to, że wstajesz z łóżka, to wystarczy. Jeśli twoim sukcesem jest to, że jeszcze tu jesteś, to jest ogromna rzecz. Zajebiście wielka.
Nie jesteś ciężarem. Nie jesteś błędem. Nie jesteś problemem do usunięcia.
Jesteś człowiekiem w bólu. A ludzie w bólu zasługują na drugiego człowieka obok.
I nawet jeśli teraz w to nie wierzysz, przyjdzie moment, kiedy spojrzysz wstecz i zobaczysz, że to, co wydawało się końcem, było miejscem, w którym ktoś wyciągnął do ciebie rękę.
Może dziś ty potrzebujesz tej ręki. A kiedyś podasz ją komuś innemu.
I tak właśnie przetrwasz.

Polski
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi
Maja retweetledi























