
AL most
47 posts




























To zdjęcie (zrobione dzisiaj) to... mój codzienny widok z okna. Już prawie 2 lata mieszkam 50 km od miasta wojewódzkiego. 12 km od miasta powiatowego. W promieniu 10 min jazdy samochodem (10 km, nie ma tu korków) mam: - przedszkole z językiem angielskim - dwie podstawówki z prawie prywatnym nauczaniem (tak mało uczniów) - prywatna szkołę języka angielskiego - korty tenisowe, kilka siłowni, stadion sportowe, kilka orlików, basen itd. - 12 min jazdy samochodem w miasteczku powiatowym dostępne prawie wszystkie możliwe sklepy + usługi + restauracje (sushi jedno z lepszych jakie w życiu jadłem) - usługi około 30% tańsze niż w dużym mieści (np. za barbera combo płacę 90 zł zamiast 140 zł) - szpital powiatowy - bardzo czyste powietrze i codzienny kontakt z naturą - znacznie mniej stresu Minusy? Jeden. 1-2 razy w tygodniu dojeżdżam do pracy (hybrydowy tryb, taki preferuję). Tracę około 2.5h - w pełni wykorzystuje na słuchanie audiobooków. W perspektywie 15 lat ma powstać kolej z 45 min połączeniem z dużym miastem. Wiecie co mnie zastanawia? Dlaczego większość osób, które spotykam, mówi, że oni by się na to nie zdecydowali. Życie w betonowej klatce, z kilkaset tys kredytu, z wdychaniem smrodu jest lepsze? Uważam, że w Polsce na prowincji, można sobie naprawdę ułożyć fajne życie... i żyć, a nie przeżywać życie.





















