Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️

56.7K posts

Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ banner
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️

Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️

@glicek

Warszawa Beigetreten Eylül 2010
845 Folgt912 Follower
Młodzi Demokraci
Młodzi Demokraci@MlodziDemokraci·
Dziś urodziny obchodzi premier @donaldtusk 🥳 Polska potrzebuje dziś doświadczenia, spokoju i determinacji bardziej niż kiedykolwiek. Sto lat, Panie Premierze! 🎉🇵🇱
Młodzi Demokraci tweet media
Polski
209
143
508
7.9K
Jan Molski 🇵🇱
Jan Molski 🇵🇱@JanMolskiIII·
Co to za materiał do programu XD Już abstrahując od zachowania Adamczyka, bo raczej po prostu chodziło mu o ubiór, to akurat wielu od dawna krytykuje i wyśmiewa za to multiple XD Szczególnie w sejmie. I teraz nagle się zorientowała? Ludzie 🤦🏻‍♂️ I ten Traczyk z Wielinskim xd
Polski
28
14
112
6.3K
10milionów
10milionów@dulassos·
Z całej rozmowy Tuska z Macron'em prawactwo zrozumiało tylko Danzig. To już nie są poglądy to stan umysłu.
Polski
140
111
1.4K
13.7K
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️
@Prem_reborn Czemu wszedł bocznym wejściem? Publiczność i zwiedzający byli dobrani i wyselekcjonowani? Nie bał się jakiegoś "paprykarza" jak podczas I panowania? co to podszedł bez pozwolenia i zaczął mu zadawać pytania?
Polski
0
0
1
268
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Gabriel Maciej
Gabriel Maciej@gabriel_maciej·
Nacjonalizmy religijne i dążenie do Kościoła powszechnego. Wśród anglikanów, którzy dążą do porozumienia się ze wschodnimi Kościołami prawosławnymi, wielu powoduje się jak najszlachetniejszym uczuciem. Przyzwyczajeni od dzieciństwa ubolewać nad tym, że Kościołowi Chrystusowemu brakuje jedności, jaką ustanowił Zbawiciel, pragną przywrócić tę jedność powszechną, którą schizmy rozbiły. Intencja jest zdrowa, cel zgodny z tym, który Jezus, przy ostatniej Wieczerzy, wytknął Swoim apostołom. Przed rozstaniem się z nimi, przed śmiercią Swą za nasze zbawienie, nalegał On z gorącą miłością na konieczność utrzymania między nimi doskonałej zgody i jedności: jedności podobnej do tej, jaka łączy Trójcę Świętą, jedności myśli, Jaka łączy Słowo z Ojcem jedności w miłości, jaką widzimy w Duchu Świętym. Otóż ta jedność Kościoła była od czasów apostolskich podkopywana przez herezje i schizmy. Czytamy już w Piśmie Świętym anatemy św. Pawła i św. Jana przeciwko tym, którzy wywołują w Kościele rozłamy św. Piotr w kilku przemówieniach, swoich, streszczonych w księdze Dziejów Apostolskich, stara się nawrócić do ledności pewne grupy wiernych, które nacjonalizm żydowski albo grecki skłaniał do odszczepieństwa lub niezadowolenia. Ażeby nie zrazić żadnej z owieczek, które mu przed Swym wniebowstąpieniem powierzył bez zastrzeżeń Boski Pasterz, Piotr powstrzymywał się od głośnego wypowiadania swoich znanych przekonań, dotyczących wyrzeczenia się żydowskich zwyczajów. Tak była wielką, mówi św. Jan Złotousty, jego troska o uchronienie całej owczarni od niebezpieczeństwa rozdwojenia. To samo niebezpieczeństwo powtarzać się miało we wszystkich epokach. Muszą być sekty, mówił św. Paweł: oportet et haereses esse. Sobory, w jedności wiary ze stolicą rzymską pod jej kierownictwem, potępiły te herezje i starały się przywodzić z powrotem do jedności tych, którzy ją opuszczali. Nie ma już bezpośrednich następcow Arian i Peumatomachów, a są tylko dalecy ich naśladowcy, którzy zaprzeczają, jak oni, osobistemu bóstwu czy to Syna, czy Ducha Świętego, ale istnieją jeszcze chrześcjańskie związki, pochodzące czy to od nestorianów, czy to monofizytów, potępionych w V wieku przez Sobory w Efezie i w Chalcedonie. Jednak rozłamem najcięższym i który musi być najboleśniejszym dla każdego serca chrześcjańskiego, jest ten, który od XI wieku przeciwstawia Wschód Zachodowi. Inne powstały z niego po jednej i po drugiej stronie. Na Zachodzie w XVI wieku, wielu panujących północy powstaje przeciw Rzymowi. Aby pociągnąć swych poddanych, powołują się na aksjomat, powszechnie odrzucony teraz przez ich następców: Cujus regio, ejus religio – panujący stanowi o wyznaniu kraju. Nad tym zerwaniem katolicy ubolewali zawsze, a od blisko stu lat ubolewają coraz więcej ci bracia, którzy się od nich oddzielili. Anglikanie odczuli i wyrazili pierwsi tę tęsknotę do dawnej jedności. U nich odrodzenie katolicyzmu, tak pięknie przedstawione w dziełach p. Thureau-Dangin, zaczęło się już w pierwszej ćwierci XIX wieku. Objawia się dziś ono i w innych miejscach, albo co najmniej daje się odgadnąć; pierwiosnki jego ukazują się w kraju kalwińskim, i nawet w Genewie: miasto-kościół okrywa się żałobą po śmierci papieża Benedykta XV. W krajach luterańskich powstał podczas wojny Związek Wysokiego Kościoła (Hochkirchikhe Vereinigung) głosi w imieniu protestanckich pastorów, którzy nim kierują, tezy takie: „Reformacja może być słusznie nazwana Deformacją, albowiem jej dobre zamiary zostały w znacznej mierze źle przeprowadzone, poszła na fałszywą drogę. Protestantyzm podobny jest do syna marnotrawnego, o którym mówi przypowieść, Kościół rzymski do syna, który pozostał w domu ojca swego”. Unikajmy zarozumiałości tego wiernego starszego syna. Żałował on, iż brat nieobecny powrócił do ogniska rodzinnego, a każdy dobry katolik przeciwnie raduje się z powrotu swych braci. Pragnie, aby ten powrót był jak najprędszy i najpełniejszy; i to nie dla powodów ludzkich, a dla dusz swych braci zbłąkanych i dla chwały Chrystusa, Kościołowi którego zjednoczenie się wszystkich wiernych da wspaniałe świadectwo przed światem. Zbliżenie się zachodnich odszczepieńców zaczyna wywierać wpływ na wschodnich. Dziwnym zbiegiem okoliczności, jednych i drugich odszczepieńców zbliża, do siebie idea nacjonalistyczna, wzięta abstrakcyjnie. Wszyscy pragną jeszcze zgodnie: ażeby każda narodowość miała swój kościół, całkowicie niezależny, autonomiczny, autokefalny, jak mówią. Stąd ta mozaika Kościołów prawosławnych na wschodzie – przed wojną było 16 kościołów narodowych i autokefalnych. Jeden na każdą narodowość, albo nawet na ułamek narodowości, w Turcji i w Austrii. Jak Rosja tak samo Grecja, Serbia, Bułgaria, Rumunia otrzymały własne Kościoły, a za nimi poszły Czarnogóra, Cypr, ziemia Synaj. Od czasu wojny niektóre z tych Kościołów się zlały, jak w Jugosławii, ale pozostają inne: w Finlandii, w każdym z państw bałtyckich, w każdej z republik kaukaskich, w Albanii, w Polsce i na Ukrainie, oczywiście dla obywateli prawosławnych.... Każdy chce mieć własny Kościół. Nacjonalizm religijny prowadzi nieuchronnie do przewagi władzy cywilnej i do opanowania przez nią Kościoła. Stanowi. to groźbę śmiertelną dla wszelkiego życia duchowego. „Hierarchia, która chce być narodową, i tylko narodową, musi choćby wbrew swej intencji, uznać panującego świeckiego za, swego pana absulutnego”. Powyższa uwaga Włodzimierza Sołowiewa, tego „Newman’a rosyjskiego”, wypływa z samej istoty rzeczy; albowiem głowa państwa jest prawdziwym przedstawicieIem narodu jako takiego. Naród byłby z konieczności dwugłowym, a więc w rozterce wewnętrznej podzielonym przeciwko samemu sobie i skazanym na szybką zgubę, gdyby wewnątrz niego jednocześnie dwie władze suwerenne, całkowicie niezależne jedna od drugiej, współistniały i rościły sobie prawo do panowania nad tymi, samymi ludźmi. Chcieć w granicach jednego państwa podporządkować panującego świeckiego władzy religijnej, ze względu ną doniosłość, celów, do których dążą obie władze, byłoby narzuceniem władzy świeckiej bez pośredniego autorytetu władzy duchownej. Otóż taki klerykalizm w najgorszym tego słowa znaczeniu jest godnym potępienia, niedopuszczalnym, nieziszczalnym i nie da się pogodzić z intencjami Chrystusa. Papieże go zawsze odrzucali rozróżniając i uznając dwie władze, z których każda ma swoje, szczególne prawa: jedna jest narodową, druga powszechna we własnej dziedzinie religijnej i łatwą do rozpoznania, jako nad narodowa.
Gabriel Maciej tweet media
Polski
0
20
29
418
Kasia Drewniak 🇵🇱
🇵🇸 Palestyński kaznodzieja islamski: „Dziewice w Raju nie będą miały menstruacji, śliny, śluzu, moczu ani odchodów. Muzułmańscy mężczyźni będą mieli sprawność seksualną równą stu mężczyznom. Będziemy mieli wiele żon i niewolnic seksualnych w Raju”. 🤯🤯🤯🤯 **** #EchoHistorii #PociągPrawych #PociagPrawych #Palesti̇ne #Muslim #Islam #MasowaMigracja #RuchObronyGranic #Polska @MEMRIReports
Polski
82
50
138
10.3K
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Włodzimierz Skalik
Włodzimierz Skalik@Wlodek_Skalik·
Popierasz pomysł, by Viktor Orbán został przewodniczącym Komisji Europejskiej w miejsce Urszuli von der Leyen?
Włodzimierz Skalik tweet media
Polski
1.9K
1.3K
9.5K
94.7K
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Gabriel Maciej
Gabriel Maciej@gabriel_maciej·
Puszczę tu dziś trailer do komiksu o królu Zygmuncie III, towarzyszy mu muzyka fantastycznego zespołu Jerycho youtube.com/watch?v=XH9WOJ…
YouTube video
YouTube
Gabriel Maciej tweet media
Polski
1
22
33
327
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️
Wiktor Świetlik@WiktorSwietlik

Właśnie dowiódł, że jego dwugodzinna prezydentura kraju to było zdecyowanie enough. Obraził dużą część Polski. @trzaskowski_ idzie śladem nieszczęśliwej aktorki Szczepkowskiej i nazywa @NawrockiKn żulem. Akurat w jego przypadku to wstyd podwójny. Przegrał z Nawrockim wybory i lansował się na tego... kulturalnego kandydata. Oczywiście o ile akurat nie lansował się na dupiarza. Niestety brak kultury to tylko część i to mniejsza problemu. Problemem, i to wiodcznym, jest inna sprawa. Rafał Trzaskowski nie miał kwalifikacji na prezydenta Polski i nie ma kwalifikacji na prezydenta miasta. Sam sobie tego rodzaju wypowiedziami szkodzi. Na obronę prezydenta Warszawy można powiedzieć jedno: nie chciał, ale musiał 👇🧵

QME
0
0
3
42
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Gabriel Maciej
Gabriel Maciej@gabriel_maciej·
Diego de Valera Historia Hiszpanii drugiej połowy XV wieku, postrzegana jest w zasadzie tylko los wypędzonych z tego kraju Żydów. Jeśli spojrzeć na opis mechanizmów, która miały do owego wypędzenia doprowadzić lub rzekomo doprowadzić, sprawy mają się już gorzej. Wiadomo, że była inkwizycja, prześladowania, konfiskaty i wiele innych horrendów, których dopuścili się królowie katoliccy, by pozbyć się swoich poddanych wyznania mojżeszowego. Tyle wie dobrze uczący się, piątkowy licealista albo wybitny student pierwszego roku historii. Jeśliby jednak zagaić takiego o rolę zakonów rycerskich w jednoczeniu królestw półwyspu Iberyjskiego, albo o rolę miast w tym procesie, czy też o tak zwaną samowolę magnatów i ich wpływy na tego czy innego władcę z dynastii Trastamara, nie udzieliłby zapewne żadnej odpowiedzi. Jeszcze gorzej byłoby, gdyby ktoś za pomocą zdolnego studenta próbował by zgłębić tajniki polityki zagranicznej Francji i Anglii, która realizowała swoje cele w Iberii bezwzględnie i konsekwentnie, próbując nie dopuścić do zjednoczenia półwyspu. To są bardzo trudne sprawy i wytłumaczenie ich prostodusznymi projekcjami i bajaniami o złej inkwizycji i podstępnych królach katolickich nie wyjaśnia ich wcale. Myślę, że rzetelny wykład kursowy z historii Hiszpanii, były dla historyka w Polsce, zarówno tego, który go wygłasza i tego który słucha, prawdziwym wyzwaniem. Problemy zaś, jakie siłą rzeczy musiałby być tam ujęte, przerosłyby wielu. I teraz proszę sobie wyobrazić, że w czasach kiedy wykuwało się nowoczesne państwo hiszpańskie, kiedy w walkach jednoczyły się Kastylia i Aragonia, żył na półwyspie człowiek, który nie dość, że w lot rozumiał wszystkie niuanse lokalnej polityki, nie dość, że wyprawiał się z misjami dyplomatycznymi do dalekich krajów, wioząc ze sobą listy króla Kastylii i Leonu, to jeszcze pisał traktaty i listy adresowane do wszystkich możliwych wpływowych sił na półwyspie, w których to pismach pouczał adresatów, jak mają żyć i postępować, by osiągnąć spokój szczęście i stabilizację połączoną z prosperity. A wszystko to niejako ponad dramatami toczącymi się na ziemi. Człowiek ten nazywał się Diego de Valera, i był rycerzem pochodzącym z krwi żydowskiej, Marranem, którego rodzina wybrała konwersję na katolicyzm. Wśród wszystkich, a jest ich naprawdę dużo, prac literackich jakie wyszły spod pióra Diego, na największą uwagę nie zasługuje moim zdaniem nie traktat szermierczy, ale dzieło Espejo de verdadera nobleza, co można przetłumaczyć, jako Zwierciadło szlachty prawdziwej. Skupmy się najpierw na najbardziej powierzchownej warstwie tego traktatu. Diego próbuje w nim wyjaśnić, że stara kastylijska szlachta, roszcząca sobie prawa do tego, by wpływać na władcę, i politykę zewnętrzną królestwa, a także podporządkowywać sobie inne stany, nie ma na te roszczenia żadnej ważnej legitymacji. Zarówno bowiem jej moralność jak i lojalność wobec tronu dają się łatwo i w wielu przypadkach zakwestionować. Wyjątkowy zaś charakter nobilów krwi, także jest dyskusyjny, albowiem nie mają oni żadnych szczególnie wybitnych cech. Szlachcie krwi przeciwstawia Diego szlachectwo ducha, czyli takie, które opiera się na zdolnościach i zasługach. Ten nowy rodzaj szlachectwa otwiera drogę kariery dla wielu dynamicznych ludzi pochodzących spoza kręgu hidalgos, ludzi, którzy mając oparcie w swoich rodzinach, mogą w efektywniejszy sposób wpływać na kształtowanie polityki królestwa i na samego władcę, a co za tym idzie na zbiorowy sukces całej kastylijskiej społeczności. W opracowaniach, takich jak wydana w Oksfordzie książka Michaela F. Petersa Jr, pod tytułem Cnota, szlachetność i dobro publiczne czyli hiszpański humanizm Diego de Valery, intencje autora są zinterpretowane jasno i bardzo klarownie. Diego myślał wyłącznie o tym, by Kastylia stała się lepiej rządzonym państwem i stąd jego koncepcja, na wskroś humanistyczna i wyprzedzająca swoje czasy, która prowadzi do tego by wywyższyć jednostkę kosztem kasty i dać każdemu szansę na realizację własnych zdolności, w sferze politycznej, wojskowej i finansowej. Diego w każdej zasadzie hiszpańskiej i angielskiej książce określany jest jako prekursor humanizmu. My jednak musimy się zastanowić nad tym, czy kwestia nowej szlachty, którą forsował nasz bohater, nie sam przecież, ale przy pomocy wpływowych osób na dworze króla Juana II, podszyta była rzeczywiście dobrą intencją. To nie będzie łatwe, albowiem poziom komplikacji iberyjskiej polityki w tamtym czasie przewyższa wszystkie znane nam środkowo i wschodnioeuropejskie zawiłości. No, ale próbujmy. Tłem do tych rozważań musi być konflikt pomiędzy szlachtą, a otoczeniem króla czyli dworem, który za czasów, króla Juana II, a jemu właśnie Diego dedykował swoją pracę, przybrał na sile. Autorzy reprezentujący nurt, określany jako humanizm, uważają, że winę za ów konflikt ponosi w całości stara, kastylijska szlachta, która blokowała dostęp do urzędów ludziom nowym, w tym także Żydom. Nie jest to do końca prawda, ale żeby to wyjaśnić, musimy przyjrzeć się postaci króla Juana II. Jest on określany, jako jeden z najgorszych władców w historii Kastylii i w ogóle Hiszpanii. To ciekawe, bo Juan II był także jednym z najdłużej panujących władców. Jego rządy trwały niemal pół wieku, a dokładnie 49 lat. Król był człowiekiem kompletnie nie nadającym się do sprawowania władzy, a być może także dotkniętym jakąś dysfunkcją psychiczną. Jego rządy miały jednak pewne charakterystyczne bardzo cechy, które mogą wyjaśnić, dlaczego panował tak długo. Przede wszystkim był synem Katarzyny Lancaster, córki Jana z Gandawy, bratankiem króla Anglii, Henryka IV i wujem Henryka V, który pokonał Francuzów w bitwie pod Azincourt. To znaczy tyle, że jego osoba była objęta gwarancjami triumfującego w polityce międzynarodowej Londynu. Wobec takiej konstatacji, zarzut że stara kastylijska szlachta zgłaszała nieuzasadnione roszczenia wobec dworu wydaje się być nieco naciągany. Król nie rządził sam, co oczywiste. Miał faworyta i był nim konetabl Alvaro de Luna, który zlecił napisanie traktatu o szlachcie naszemu bohaterowi. Tym samym, uruchomił dwa procesy, pierwszym był opór hidlagos wobec polityki dworu, a drugim zwiększona presja ludzi nowych, w tym Żydów, którzy – zachęceni szeroko kolportowanym traktatem Diego – zamierzali uzyskać wpływy na dworze królewskim. Teraz pora wyjaśnić kim był Alvaro de Luna. Otóż był to nieślubny syn poprzedniego konetabla, który – w czasie regencji, trwającej do czasu kiedy Juan II uzyskał pełnoletniość – był ledwie sługą na dworze. Regentem bowiem był przyszły król Aragonii – Ferdynand, stronnik dworu francuskiego. Kiedy regentką została matka młodego króla – Katarzyna Lancaster kariera Alvara wystrzeliła niczym rakieta. W miarę, jak król dorastał jego wpływy stawały się większe, a po całym półwyspie krążyły plotki, że Alvaro jest czarownikiem, który rzucił na młodego króla urok i ma go całkowicie w swojej władzy. Tak koncepcja, choć ciekawa, nie była chyba słuszna. Alvaro, który był jednocześnie wielkim mistrzem zakonu rycerskiego Santiago, poprzez swoją pozycję, jawne oraz ukryte kontakty międzynarodowe, potrafił całkowicie podporządkować sobie życie króla, a także wmówić Juanowi, że tylko on może mu zapewnić całkowite bezpieczeństwo. Był w końcu wielkim mistrzem potężnego zakonu rycerskiego. Przeciwko temu człowiekowi właśnie występowała stara, kastylijska szlachta, która nie mogła znieść jego samowoli i rosnących wpływów na dworze. Jego pozycję wzmacniał za to Diego de Valera, który był kimś w rodzaju najbardziej wpływowego publicysty politycznego na całym półwyspie. Teraz musimy porzucić opisy współczesnych autorów i sięgnąć do nieodżałowanego profesora Heinricha Graetza i jego Historii Żydów. Manewr ten wprowadzi zapewne sporo zamieszania i zaburzy porządek pojęć wielu ludziom, zastanawiającym się nad problemami historii Hiszpanii. No, ale trudno. Nic nie jest łatwe w tej opowieści. Otóż Heinrich Graetz nazywa Alvara de Luna orędownikiem Żydów. I to wydaje się dość oczywiste, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że zamawia on propagandowe pisma u rycerza pochodzącego z rodziny konwertytów. No, ale kiedy zagłębimy się dalej w tę historię, okaże się, że okoliczności tu opisywane nabierają dziwnych barw. WHistorii Żydów bowiem przeciwnikiem Alvara i Diego, jest biskup Burgos Alfonso de Cartagena, całkowity Żyd, który zmienił wyznanie wraz z rodziną i zrobił karierę duchowną. A nie dość tego, stał się największym zwolennikiem polityki papieża Eugeniusza IV na soborze w Bazylei. Papież nazwał go rozkoszą Hiszpanii i chlubą prałatów. Oto więc z jednej strony występuje bękart piastujący urząd konetabla, rządzący królem z ramienia Londynu i zwiadujący jedną z najpotężniejszych sił w królestwie czyli zakonem Santiago, a do tego popierający Żydów i jak można domniemywać także przez nich popierany. Z drugiej zaś rodzina marrańska, w której znajdują się prałaci i kardynałowie, realizująca politykę Rzymu, całkowicie rozmijającą się w owym czasie z polityką kastylijską. Papież Eugeniusz, który toczył z soborem zażarty bój, wydał w roku 1442 brewe, wymierzone w Żydów kastylijskich i ograniczające ich przywileje. Graetz opisuje to, jako poważny cios, ale biorąc pod uwagę słabość papieża, było to zapewne konieczne posunięcie, które ograniczyło po prostu nieco wpływy bankierskich rodzin żydowskich na dwór i obsadzanie przez nich głównych stanowisk urzędniczych. Brewe papieskie także rzuca inne nieco światło na dzieło Diego de Valera o prawdziwej szlachcie. Oczywiście postawa papieża, będącego w chronicznych kłopotach to jedna kwestia, a lokalne zarządzenia kastylijskiej władzy to rzecz osobna. Alvar de Luna, wbrew biskupom i rodzinie Cartagena, Żydom przecież, zablokował praktyczne wykonanie papieskich zaleceń. Teraz ciekawostka, która w interesujący sposób oświetla relacje pomiędzy chrześcijanami i Żydami w Kastylii. Nie precyzując spraw dokładnie papież zasugerował, by chrześcijanie i Żydzi nie wchodzili ze sobą w zbyt zażyłe relacje. Tak oto o interpretacji papieskich postanowień pisze Graetz: Nie zakazują one chrześcijanom pasać trzód należących do Żydów, uprawiać ich pól i prowadzić z nimi interesów. Owo znamienne zdanie dokładnie pokazuje jak kształtowały się relacje pomiędzy obydwoma społecznościami i kto był w tej relacji panem, a kto wykonywał funkcje służebne. Zacytujmy jeszcze jeden fragment książki profesora Greatza, który wyda się wielu osobom zaskakujący. Musimy, niestety sięgać do publikacji tak starych, bo dziś w dobie autocenzury, nikt chyba nie pozwoliłby sobie na tak ciekawą ocenę opisanych niżej wypadków. Chodzi zaś o tak zwane powstanie toledańskie, które dotyczy także dzieła Diego de Valery, naszego fechmistrza.
Gabriel Maciej tweet media
Polski
1
29
44
648
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Gabriel Maciej
Gabriel Maciej@gabriel_maciej·
Pewnie wielu czytelników, nie znających jak ja, historii prawa i jego doktryn, zdziwi się słysząc, że przewaga władzy cesarza nad Kościołem była postulatem wysuniętym przez św. Augustyna. Tak pisze Harold J. Berman w pacy Prawo i rewolucja. Kształtowanie się zachodniej tradycji prawnej. Jest to lektura z wielu względów wstrząsająca. Dla mnie osobiście powody wstrząsu, są nie tyle doktrynalne ile malarskie, albowiem historia interesuje mnie od tej właśnie strony. Jest to, przyznaję, pewna ułomność, ale bywają gorsze. Najważniejszym malarskim wstrząsem jaki przeżyłem przy lekturze było stwierdzenie, że władza świecka była spleciona z duchowną, a to oznacza, że Europa pełna była władców kapłanów, z których najważniejszy był cesarz. I teraz pytanie – który cesarz, bo było przecież dwóch. Dla Bizancjum cała zachodnia Europa, z jej władcami, z Karolem wielkim, z dworami nie posiadającymi stałego miejsca pobytu, ale wędrującymi bez przerwy po kraju niczym tabor Cyganów, ciągnący za sobą wozy pełne archiwalnych pergaminów porządkujących sprawy własności na dużych obszarach, była jedną wielką uzurpacją. I tak była też traktowana, przynajmniej w tych latach kiedy Bizancjum dysponowało odpowiednią silą. W miarę jak pozycja cesarstwa wschodniego słabła, Konstantynopol skłonny był do ustępstw, ale ustępstw politycznych, a nie doktrynalnych. Sytuacja przedstawiała się więc następująco – cała Europa jest przez jedynych, uważanych za legalnych, spadkobierców Rzymu, traktowana jak legislacyjne i polityczne oszustwo. Żeby uwiarygodnić siebie samą, inaczej niż przez siłę, władcy Europy potrzebują Kościoła i jego hierarchii. W gotowej doktrynie św. Augustyna, Kościół i hierarchowie podporządkowani są władzy świeckiej. No, ale doktryna ta wyklucza z obszaru aspiracji politycznych zachodnią Europę, bo istnienie dwóch cesarzy to doktrynalny obłęd. Stąd właśnie bierze się proces narastania wielkiej schizmy, sporu doktrynalnego, który w istocie jest sporem politycznym. Epoka Ottonów, to próba pogodzenia rzeczy nie przystających do siebie wcale, próba olbrzymia w skali, ale skazana na porażkę polityczną. Połączenie dworów cesarskich i pobłogosławienie ich przez papieża, a także zbudowanie hierarchii bytów politycznych, na czele których stoi cesarz współpracujący z nieco cofniętym do tyłu papieżem, ciągle tylko jednym z wielu biskupów, jest nie do zrealizowania, ze względu na aspiracje polityczne organizacji lokalnych, tajnych, gospodarczych, a także ze względu na system zależności feudalnych – podstawę istnienia ówczesnego świata – w który wpleciona jest cała struktura Kościoła. Likwidacja koncepcji ottońskiej następuje poprzez likwidację samych Ottonów i nie miejsce tu teraz na prowadzenie śledztwa dotyczącego rzeczywistych sprawców tej likwidacji. Cesarstwo zachodnie, reprezentowane przez Niemców i ich króla musi się odłączyć i wyemancypować z układu stworzonego przez Ottonów, a papież powinien w tym cesarzowi pomóc, bo nie ma na ziemi miejsca na dwóch spadkobierców Rzymu. Ktoś musi ustąpić. Czy Kościół jako całość jest na to gotowy? Nie ma czegoś takiego jak Kościół jako całość w tamtych czasach, to znaczy wierni i hierarchia istnieją, ale Kościół jako byt polityczny nie istnieje. On dopiero się tworzy. Tworzy się poprzez reformę kluniacką i poprzez postawę takich biskupów Rzymu jak Stefan IX, Mikołaj II, Aleksander II i wreszcie Grzegorz VII. Trudno określić kiedy, i w umyśle, którego z ojców świętych po raz pierwszy dojrzała myśl, że cesarstwo nie jest bytem uniwersalnym i poprzez swoje ziemskie uwikłania, nigdy nie wzniesie się tak wysoko, by zapewnić światu pokój, w którym ten mógłby oczekiwać na ponowne przyjście Chrystusa. Faktem pozostaje, że koncepcja postawienia władzy papieskiej i władzy Kościoła nad wszelką inną władzą, dojrzewała i znalazła swój wyraz w wystąpieniu Grzegorza VII, który po prostu zdetronizował cesarza i króla Niemiec Henryka IV. Powróćmy teraz do początku – była to doktryna idąca całkowicie w poprzek doktryny św. Augustyna. Była to doktryna nie do pomyślenia dla nikogo wśród świadomych ludzi żyjących w tamtych czasach, dla nikogo z wyjątkiem wąskiego kręgu duchownych wychowanych w duchu reformy kluniackiej. Doktryna ta była szokiem przede wszystkim dla ludzi władzy, nie tylko dla cesarza, ale dla królów i władców zachodniego świata. Tym większym szokiem była im słabszy okazywał się cesarz wobec papieża. I to jest ważny moment w naszych rozważaniach na temat postawy św. Stanisława oraz króla Bolesława II zwanego Szczodrym. Pisze nam bowiem Harold J. Berman rzecz następującą: ...cesarze Franków, a w X i XI wieku również Germanów, oraz francuscy, angielscy, hiszpańscy, norwescy, duńscy, polscy, czescy i węgierscy królowie podporządkowywali sobie biskupów nawet w kwestiach doktrynalnych – tak jak to czynili cesarze bizantyjscy Ten fragment oraz poprzedzające go i następujące za nim fragmenty są także wstrząsające. Dlaczego? Otóż po pierwsze dlatego, że przed reformą papieża Grzegorza, a także i po niej, nie istnieje w świadomości ludzi władzy żadna opozycja pomiędzy cesarstwem a papiestwem. Papież z Rzymu i cesarz z Zachodu współpracują ze sobą i to ten cesarz osadza w różnych miejscach zakonników z Cluny, osadza ich także, poprzez księcia Kazimierza Odnowiciela w Tyńcu pod Krakowem. Jedyną opozycją władzy jaka jest serio brana pod uwagę przez królów i książęta, jest opozycja cesarz-cesarz. W chwili kiedy cesarz Henryk zostaje zdetronizowany przez papieża – biskupa Rzymu, naturalnym odruchem jest zwrócenie się ku drugiemu cesarzowi, temu z Konstantynopola i oczekiwanie, że stamtąd nadejdzie jakiś ratunek, który ocali prerogatywy władzy świeckiej i ocali doktrynę władców-kapłanów współpracujących z Kościołem, sieciową korporacją, podzieloną na segmenty rynkowe o wyraźnym zabarwieniu politycznym. Nic takiego się nie stało, albowiem Cesarstwo Wschodnie miało w owym czasie niezwykle poważne kłopoty. Cesarz Henryk zaś, po ukorzeniu się przed papieżem, przeszedł do kontrofensywy. Żaden zaś z władców ówczesnego świata, z wyjątkiem opłaconych ciężko ziemią i pieniądzem Normanów z Sycylii nie ujął się za papieżem Grzegorzem. Wszyscy czekali na rozwój wypadków i ani myśleli rezygnować ze swojej władzy nad klerem. Nie mógł z tej władzy zrezygnować także król Bolesław Szczodry, który otrzymał od papieża koronę najprawdopodobniej (słowo to ciągle powtarza się w opisach Bolesława II kreślonych ręką polskich historyków) dlatego, że Dania, morski sojusznik Rzymu została wyeliminowana z gry. W jaki sposób król Bolesław wykorzystał fakt swojej koronacji? No tak, jak wszyscy inni władcy świat ówczesnego, w taki sam sposób jak Wilhelm Bastard przechwalający się na tkaninie z Bayeux, że do Anglii wyruszył z błogosławieństwem Aleksandra II, a potem odmawiający złożenia hołdu Grzegorzowi VII – od wymuszenia posłuszeństwa na lokalnej hierarchii duchownej. Czy tym właśnie był spór dworu z katedrą krakowską o wieś Piotrawin, ważną przeprawę, komorę celną, a być może także inne gospodarcze jakości tam czynne? Spór, który obrósł legendą, w XIII wieku, przypisującą biskupowi Stanisławowi wskrzeszenie zmarłego rycerza Piotra. Nie wiemy tego na pewno, możemy jedynie przypuszczać. Tak jak możemy przypuszczać, że biskup Stanisław nie mógł być stronnikiem cesarskim, bo nie reprezentował władzy świeckiej. Tę uosabiał król, który – gdyby dostał koronę przed reformą Grzegorza VII i przed detronizacją Henryka mógłby uchodzić jeszcze za arcykapłana i jedynego właściciela kościelnych latyfundiów. Stało się inaczej – korona dla Polski była funkcją walki, bardzo gwałtownej, jaką Rzym prowadził o niezależność i wywyższenie nad inne, struktury kościelnej. Korona ta i intencja jej wręczenia nie spotkała się ze właściwą reakcją pomazańca, albowiem ten kazał zamordować konsekrowanego biskupa, po to, by pokazać, kto rzeczywiście dzierży w Polsce władzę. Nie mogło być inaczej, albowiem nowy porządek – nadprzyrodzony i wyjątkowy charakter Kościoła - został dopiero określony i nie okrzepł w umysłach władców o wiele od Bolesława potężniejszych. Jeśli więc dołożymy do wszystkich wcześniejszych motywacji, jakimi kierował się król, tych związanych z polityką Wenecji i Bizancjum, jeszcze tę jedną, myślę, że znajdziemy się bliżej prawdy. Tę zaś historycy próbują rozstrzygnąć interpretując w nieskończoność, z odpowiednią modulacją i intonacją, łacińskie słowo traditor, którego na określenie biskupa Stanisława użył w swojej kronice Gall Anonim. Słowo to, o czym pisano już i mówiono tysiące razy, nie oznacza zdrajcy, bo ten określony jest łacińskim wyrazem proditor, oznacza ono człowieka, który przeciwstawia się władzy. I tyle. Legalności tej władzy nikt nie kwestionuje, zakwestionowana została, czego zwolennicy króla Bolesława uporczywie nie zauważają, jedynie jej siła i sposób zastosowania. Współczesna legenda, bo tak to trzeba nazwać, legenda stworzona w Krakowie przełomu wieków XIX i XX, mówi, że król Bolesław wzmocnił państwo i znajdowało się ono w momencie śmierci biskupa Stanisława w stanie kwitnącym. Władca zaś mógł cieszyć się całkowitym poparciem….kogo? No właśnie, kogo, bo przecież nie narodu. Na jakiej strukturze opiera się władca, który bierze koronę z rąk dopiero co wyemancypowanego spod władzy cesarza biskupa Rzymu? Na strukturze Kościoła, także na innych czynnych w jego królestwie organizacjach politycznych i gospodarczych. Co możemy sądzić o lojalności tych struktur, skoro po zamordowaniu św. Stanisława natychmiast prawie wybucha bunt? Czy uznamy je za wierne królowi? Nie. Historycy za to, tacy jak Tadeusz Wojciechowski, uznają je za wierne biskupowi, z którego czynią, wraz z owymi strukturami, sługę cesarskiego. Niektórzy posuwają się nawet do tego, że wprowadzają do kraju, nie zanotowaną w żadnych źródłach obcą interwencję, niemiecką bądź czeską. To są wymysły. Król nie miał żadnego poparcia w kraju, można oczywiście snuć domysły dlaczego tak było, być może był po prostu kreaturą tych organizacji, którym na zlecenie mocarstw ówczesnych, takich jak Wenecja, wydzierżawił mennice. A skoro nie miał poparcia, a do tego wzorem cesarza, oraz króla Anglii Wilhelma Bastarda, podporządkował sobie arcybiskupa gnieźnieńskiego, to oznacza, że biskup krakowski Stanisław nie dość, że reprezentował tę część hierarchii, która wierna była Rzymowi i Grzegorzowi VII, to jeszcze reprezentował tę część hierarchii, która miała poparcie feudałów. Bez tego poparcia niemożliwe było utrzymanie jakiejkolwiek władzy. Król na pewno nie miał takiego poparcia. Nie wiadomo, czy miał je jego brat, który występuje w polskiej historiografii, jako safanduła, nie radzący sobie z własną żoną, całkowicie uległy swojemu palatynowi Sieciechowi. Poświęćmy jedno zdanie temu, tak znienawidzonemu przez historyków człowiekowi. Otóż jest to polityk, który prowadzi wyprawę na Pomorze i na krótko co prawda, ale jednak zmusza to Pomorze do złożenia hołdu Polsce. I za to właśnie jego i jego pana – Władysława Hermana – historycy określają mianem polityków uległych wobec cesarstwa. To jest bardzo wyraźna oznaka obłędu, szanowny czytelniku, albowiem nie może być uznany za stronnika Niemiec nikt, kto prowadzi wyprawę na Pomorze w jawną strefę wpływów niemieckich i duńskich. Może być za to za takiego uznany ktoś, kto do Pomorza odwraca się plecami. Wszystko co dotyczy tak wewnętrznej jak i zagranicznej polityki Władysława Hermana, łącznie z odesłaniem przez niego insygniów władzy na dwór cesarski, jest przypuszczeniem, jeśli nie kontaminacją. Możemy oczywiście posądzić Władysława Hermana i Sieciecha o intencje nieszczere i stwierdzić, że wyprawa na Pomorze motywowana była jedynie chęcią udrożnienia szlaku handlowego prowadzącego z południa ku Bałtykowi, szlaku, który byłby konkurencyjny wobec tego wiodącego przez Kijów. Nie wypływała zaś z chęci wzmocnienia i rozszerzenia wpływów i granic państwa, jak to lubią tłumaczyć historycy. No, ale jeśli ujmiemy to w ten sposób wypada od razu zadać to straszliwe pytanie – na czyje polecenie to czynili? Nie na polecenie cesarza przecież, tylko jakiejś organizacji obsługującej rynki na południu Europy. Zostawmy jednak tę kwestię teraz. Trzeba by się zastanowić dokładniej czym były tak zwane bunty możnych i kto w istocie doprowadził do ucieczki Bolesława II z kraju, a następnie, w drugiej połowie życia Władysława Hermana, zdestabilizował sytuację w kraju. To znaczy problem należy ująć tak – w jakim regionie i za czyje pieniądze werbowane były najemnicze bandy, zapewniające owym mitycznym „możnym” taktyczną, bo nie polityczną i nie doktrynalną przecież przewagę nad lokalnym władcą? Nie rozstrzygniemy tego, ale jasne jest, że mechanika buntu jest zawsze ta sama, potrzebne są pieniądze i ludzie. Kto więc wyłożył pieniądze na bunt po śmierci biskupa zamordowanego z rozkazu króla i kto zwerbował wojsko? W mojej ocenie zrobili to Wenecjanie, poirytowani niedojrzałością polityczną, gwałtownością i brakiem rozsądku nowego króla, któremu, najwyraźniej od chwilowego wywyższenia, poprzewracało się w głowie.
Gabriel Maciej tweet media
Polski
2
29
43
773
chrzanik
chrzanik@chrzanikx·
Hahahaha oni naprawdę istnieją, stary chłop zadzwonił do studia TVN i mówi, że ludzie przerzucają się na TVP Info: „Zaczyna nam się nie podobać TVN 24, Andrzej Seweryn był odznaczany a Pani Kolenda-Zaleska przerwała i wyciągnęła Wójcika z kapelusza”
Polski
121
184
1.9K
138.7K
Błażej Poboży
Błażej Poboży@pobozy·
Panie Premierze: Gdańsk a nie Danzig Wrocław a nie Breslau Szczecin a nie Stettin Poznań a nie Posen Bydgoszcz a nie Bromberg Toruń a nie Thorn Olsztyn a nie Allenstein Katowice a nie Kattowitz Elbląg a nie Elbing Opole a nie Oppeln POmóżcie premierowi. Wpisujcie miasta.
Polski
1.8K
1.7K
6.5K
174.3K
Glicek#TakDlaCPK 🇵🇱 ⛪️ ✝️ ♂️ retweetet
Borostwór
Borostwór@realBorostwor·
"(...) ciągle ktoś pyta mnie jak należy edukować młodzież – właśnie tak – poprzez wysokiej klasy produkty będące nośnikami niełatwych i wymagających samodzielnego myślenia treści"
Gabriel Maciej@gabriel_maciej

Po trzech latach zbierania materiałów ikonograficznych, rysowania i kolorowania wreszcie to mamy. Wykonany tradycyjną techniką komiks autorstwa Huberta Czajkowskiego do jego własnego scenariusza, syntetyzujący dzieje jednego z najwybitniejszych królów Rzeczpospolitej – Stefana Batorego. Dzieło ukazuje się w momencie szczególnym, opowiada bowiem o wojnie z Moskwą i usadowionymi tam Anglikami, jaką król Stefan przedsięwziął mając za sobą zasobną Rzeczpospolitą, niemieckie kredyty i węgierskich najemników. Dziś znów mamy wojnę z Moskwą, która toczy się, jak tamta daleko poza naszymi granicami, na ziemiach w XVI wieku należących do Korony Królestwa Polskiego. Sojusze zmieniły się dramatycznie, albowiem wschodnia część Korony prowadzi śmiertelny bój z Moskwą, przy wparciu Anglików, Polska we współczesnych granicach stanowi dla niej zaplecze, a Niemcy i Węgry są niejawnymi sojusznikami cara Iwana Groźnego. Dzieło to niech będzie przestrogą dla tych, którzy przywiązują się do dosłownych interpretacji i sztywnych schematów w rozumieniu historii. Kosztowało ono autora wiele pracy i wyrzeczeń. Nie może być więc tanie. Nie może być też tanie z innego powodu. Oto ciągle ktoś pyta mnie jak należy edukować młodzież – właśnie tak – poprzez wysokiej klasy produkty będące nośnikami niełatwych i wymagających samodzielnego myślenia treści.

Polski
1
10
23
246