Histeria Bez Dystansu@HisteriaDystans
Japrdl.
Dlatego właśnie nie chcę kobiet w mojej ukochanej dyscyplinie.
Wczorajszy mecz, w którym zadebiutowała (i przegrała) pierwsza kobieta w historii Bundesligi, jeszcze dobrze się nie skończył, a oficjalne konto klubowe już wyzwało jej krytyków od... inceli.
"Niestety ci wszyscy incele prawdopodobnie w ogóle nie oglądali tego meczu."
Kvrwa ludzie.
Od 30 lat oglądam mecze piłki nożnej i NIGDY nie widziałem użycia słowa incel, przegryw, lub inne tego typu określenie w stronę kibiców, krytykujących trenera lub drużynę.
Wystarczyła JEDNA baba w tej historycznie męskiej przestrzeni i już widzę te same wyrażenia, które stosują feministki.
Good job everyone.
______
Słyszeliście o badaczce Helen Andrews?
W zeszłym roku opublikowała głośny tekst: "The Great Feminization."
O tym jak zmieniają się instytucje i ogólnie dana przestrzeń, gdy pojawia się w niej coraz więcej kobiet.
Gdy w danej dziedzinie (uniwersytety, media, korporacje, prawo, HR, edukacja) kobiety stają się większością lub są bardzo silnie reprezentowane, zaczynają dominować typowo kobiece wzorce rozwiązywania konfliktów i organizacji życia społecznego.
Zamiast męskiego stylu (bezpośrednia konfrontacja idei, spór, rozstrzygnięcie i podejście „jedziemy dalej”), pojawia się styl kobiecy:
traktowanie odmiennego zdania lub krytyki jako emocjonalnej krzywdy, budowanie koalicji przeciwko „winowajcy”, plotki, ostracyzm, nacisk na consensus i „bezpieczeństwo emocjonalne”, kosztem otwartości i ryzyka.
Klasycznym przykładem są męskie przestrzenie, które po wejściu kobiet (lub pod wpływem feminizującej presji „równości”) uległy zniszczeniu lub głębokiej zmianie charakteru.
Boy Scouts to jeden z najbardziej jaskrawych przypadków.
Przez ponad sto lat organizacja tworzona specjalnie dla chłopców – ucząca męskich cnót: twardości, samodzielności, ryzyka, hierarchii opartej na osiągnięciach, przetrwania w terenie i budowania charakteru przez rywalizację i dyscyplinę.
Po decyzji o przyjmowaniu dziewczyn (2017), zmianie nazwy na „Scouting America” i wprowadzeniu inkluzywności oraz DEI, organizacja straciła swój pierwotny rdzeń.
Aktywności zostały złagodzone, by nie urazić dziewczyn, pojawił się nacisk na emocjonalne bezpieczeństwo i „inkluzywność”.
I żeby było "śmieszniej", to do dziś istnieje dziewczęca sekcja - Girl Scouts - do której chłopcy nie mają wstępu. Natomiast oni nie mogą mieć swojej sekcji bez obecności dziewczyn.
Rufność, kurfa.
Efekt? Spadek męskiej tożsamości programu, masowe odejścia chłopców i de facto zniszczenie samej organizacji.
Podobny rozpierdol miał miejsce w gamingu, wojsku, edukacji, siłowniach, polityce i masie innych miejsc, kiedyś głównie męskich.
Zresztą w sporcie było podobnie, bo przed kobietami - trenerami, były kobiety - sędziowie.
I chyba kiedyś nawet pisałem o przykładzie z NBA, gdzie sędzina podjęła kontrowersyjną decyzję, więc podbiegł do niej rozwścieczony, dwumetrowy, murzyński koszykarz z miną, jakby chciał jej przyjebać.
Stanął tuż przed nią i patrzył złowrogim spojrzeniem, coś tam na nią krzycząc. Normalna i częsta sytuacja w zawodowym sporcie. Wywieranie presji na arbitrze.
WSZYSTKIE sportowe media się zesrały po meczu o to, że "jak to tak wypada robić kobiecie"?
"Ona przez to zachowanie nie czuła się bezpiecznie", "mężczyzna próbuje zastraszyć, wywrzeć presję na kobiecie".
"TAK NIE MOŻNA!!"
Ehhhhhh.
Meni dali kobietom cały sport. Mogą kopać zawodowo piłkę, rzucać nią do kosza (i to na koszt mężczyzn, bo WNBA jest utrzymywana finansowo przez męską sekcję), mogą przebijać piłkę przez siatkę i co tylko chcą.
Mogą zawodowo sędziować te wszystkie mecze, prowadzić drużyny jako trenerki.
Za mało. Wiecznie za mało.
Koniecznie musimy mieć więcej kobiet męskim sporcie, a potem patrzeć jak te go powoli rozpierdalają, pokazując dokładnie powody, dlaczego nie powinno ich tam w ogóle być.
W przypadku piłki nożnej to dopiero początek.
Cieszmy się tym sportem, póki jeszcze możemy, bo za dekadę to będzie zupełnie inna dyscyplina.