고정된 트윗

Dobra to lecimy.
Jak wyskalowałem swoje zarobki z 4.5k PLN w 2016 roku do 75k PLN w 2025.
Sam nie mogę w to uwierzyć.
Karierę zawodową zacząłem na poważnie w 2016 roku.
Ale pierwsze podrygi miałem już wcześniej, przed napisaniem inżynierki, wykorzystałem trochę luźniejszy grafik, zobaczyłem ogłoszenie na słupie i poszedłem pracować w małym SoftwareHouse przy projekcie unijnym. Kompletnie nie wiedziałem co robię, ale to był na tamten czas fajny zastrzyk gotówki. Nigdy nie byliśmy biedni, ale też nigdy się nie przelewało (była motywacja, żeby semestr w semestr zgarniać stypendium naukowe;)), więc trzeba było zagryźć zęby i "fake it until you make it". Nie pomagał fakt, że kierunek który studiowałem miał więcej wspólnego z mechaniką niż IT. Ale że jestem uparty, sprzedałem się na tyle dobrze, że po tym jak projekt się skończył - ja dalej utrzymywałem kontakt z firmą.
Na magisterce już popuściłem lejce i olałem stypendium naukowe. Zawsze szło coś dorobić tu czy tam. Na pierwszym semestrze chyba jeszcze miałem, ale potem odpuściłem. Wiedziałem wtedy, że i tak chcę iść w IT, więc na cholerę miałem się spinać.
Fast forward, kończąc magisterkę (którą pisałem z sieci neuronowych, zanim AI było modne :D), dowiedziałem się, że firma (ta sama), szuka kogoś z pogranicza elektroniki i programowania. No to co, poszedłem i mówię: dam radę. I zacząłem projektować układy PCB i je programować. Natomiast plan był prosty, wykorzystać otoczenie i wbić się na pełnej w IT. Zajęło mi to około pół roku. Dowiozłem prototyp, po godzinach uczyłem się tego, co mi koledzy podpowiadali i po tych 6 miesiącach poprosiłem o przydzielenie do projektu IT. Na początek mniejsze rzeczy, ale timing miałem dobry, klient akurat przerabiał system dla dużej firmy konsultingowej. Było co robić. Zarabiałem wtedy chyba 4-4.5k netto na UoP + nadgodziny. Zdarzało się, że wyciągałem i 5.5k na rękę. W 2016 roku? Prosto po studiach? Bez zarywania nocek? Żyć nie umierać. W tym czasie moi koledzy trafiali do VW, P&G i innych dużych firm i zostawali korposzczurami dostępnymi na każdy telefon.
Po kilku miesiącach, razem z kumplami z pracy dowiedzieliśmy się, że duża firma outsourcingowa szuka całego zespołu. Zgłosiliśmy się w 4 i w 4 pracę zmieniliśmy. Po raz pierwszy przeszedłem na JDG. Nadal byłem juniorem. W 2017 roku, wynegocjowałem stawkę w okolicach 430-450PLN dziennie. Dawało to w okolicach 9500PLN netto na miesiąc.
Ale nie byłbym sobą (gdybym był inny;)), gdybym na tym poprzestał. Miałem chętkę na więcej. Po około 6-9 miesiącach, poszedłem na rozmowę techniczną do innego outsource w mieście. Nie chciałem tej roboty, ale chciałem się sprawdzić, w poprzedniej wszedłem w pakiecie - a co mogę zgarnąć na własną rękę?
Nowa firma nie oferowała pracy zdalnej (ale tego mój aktualny "pracodawca" nie musiał wiedzieć ;)), techniczna poszła dobrze, zaoferowali mi 850PLN dziennie. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się, aż takiej różnicy. Zarobki razy 2 po pół roku pracy? Gdzie już wcześniej przeskoczyłem (na rękę) o jakieś 70%? Twardy orzech do zgryzienia.
Poszedłem do mojego menagera i powiedziałem, jak jest: Słuchaj (niech to będzie Mariusz na potrzeby tej historii) Mariusz, fajnie jest tutaj, lubię z tobą pracować, wszystko się zgadza, ale w innej firmie w mieście oferują mi blisko x2! Co możemy zrobić, jesteś w stanie mi coś zaproponować?
Zaproponował 700PLN i następną rozmowę za pół roku. Ja pokerface, podziękowałem, powiedziałem, że się zastanowię i poszedłem się wykrzyczeć z radości.
Co ciekawe, w pewnym momencie trafiłem do projektu, gdzie klient przez 9 miesięcy płacił mi za siedzenie na 4 literach, bo nie mogli własnej polityki ogarnąć, ale tak się im spodobałem, że chcieli, żebym poczekał. Miałem czas pospać w południe, pouczyć się nowych rzeczy. Piękny okres.
Na tym etapie, zarabiałem już więcej niż moi koledzy z poprzedniej pracy? Dlaczego? Czy byłem technicznie tak świetny? Niekoniecznie. Po prostu wiedziałem, kiedy się opierdalać, a kiedy zarwać wieczór i dowieźć coś krytycznego, albo być tym, który uratuje dzień. A do tego mówiłem płynnie i pewnie po angielsku, więc klient odbierał mnie jako bardzo kompetentnego. Moi koledzy śmiali się, że jestem złotym dzieckiem IT.
Po podwyżki chodziłem średnio co pół roku. Menago szybko zczaił, że musi mnie przetestować, bo stałem się zbyt śmiały. Wysłał mnie na rozmowę do ciężkiego bankowego klienta, rozmowę techniczną przeszły 3 osoby ze wszystkich wysłanych, troszkę obsrałem zbroję, nie powiem. Ale od czego są koledzy i znajomości. Podpytałem co i jak, douczyłem się i niespodzianka - dostałem się. Wszystkie karty były po mojej stronie.
Mój dobry kolega powiedział kiedyś: Praca tylko po znajomości? I co z tego? Studiowałeś z tymi ludźmi przez 5 lat, przez 5 lat rozumiesz? I przez te 5 lat nie zrobiłeś sobie w branży znajomości? Nie postawiłeś nikomu piwa? To jesteś pizda i nic dziwnego, że nie chcą z Tobą pracować.
W sensie nie ze mną, ale był to komentarz do maruderów.
Anyway...
Dodatkowo, przez cały okres pracy, wykorzystywałem radę, którą mój menago dał mi w pierwszych miesiącach pracy: "Nigdy nie dawaj z siebie domyślnie 100%, dawaj 70. W ten sposób możesz wziąć drugi projekt równolegle, możesz mieć bufor bezpieczeństwa na sytuacje awaryjne. A jak dasz 100 - klientowi nigdy nie będzie dość"
To była złota rada, która prowadzi mnie do dziś. W praktyce, prawie przez cały okres pracy tam, robiłem więcej niż jeden projekt. I wcale nie pracowałem po 16h. Po prostu nauczyłem się być efektywny i skupiać swoją uwagę tam, gdzie mogłem najwięcej osiągnąć.
W tej firmie udało mi się dojść do zarobków w okolicy 150PLN/h, czyli 1200PLN/dzień. A że czasem dało radę zrobić z tego fakturę na 30+k - to już kwestia efektywności. Praca w większych projektach ma to do siebie, że nie jesteś w stanie robić kilku rzeczy na raz, a bardzo często zdarzają się przestoje, z którymi nic nie zrobisz, nie są Twoją winą. Musisz po prostu czekać.
Z firmy odszedłem chyba w 2020 roku. Krótko przed COVIDem, jednocześnie ubijając deala z samą firmą i klientem. Znowu - wykazałem się kilkukrotnie kompetencją, kiedy inni byli leniami, przez co klient był chętny dalej ze mną pracować - tyle że bezpośrednio, bez pośredników i już nie w PLN, a EUR.
Z tym klientem pracuje do dzisiaj, stosując podobną strategię udało mi się wyskalować swoją stawkę godzinową do 100EUR/h. Nie musiałbym już pracować pełnego etatu. Mógłbym chillować. Ale moje ambicje są inne.
Jednocześnie nawiązałem współpracę z klientem (a nawet kilkoma) amerykańskim, żonglując technologiami, a nawet zatrudniłem własnego kontraktora.
W praktyce dochody wzrosły do 75k PLN miesięcznie. I nadal nie czuję, że czas osiąść na laurach. Jest dobrze, już dłuższy czas, ale to się może zmienić w każdej chwili - to nie jest biznes na kolejne 20 lat, więc prę dalej kombinując jak się skalować dalej do stałych 100k PLN miesięcznie i więcej, a jednocześnie żyć, korzystać z tego co już wypracowałem, odcinać kupony. A to oznacza, że moje usługi, produkty mają być drogie.
Czy moja droga jest powtarzalna? W pewnym stopniu tak. Ale na pewno nie jest to droga dla każdego.
Zrozumieć Finanse@ZrozumFinanse
@your_margin @Inwestomat_eu @your_margin obiecałeś napisać jak to było u Ciebie z tym podniesieniem dochodów 💰🪙
Polski


















