
„Zdrada” a nie „gen przedsiębiorczości” czy kultura garażowych innowacji, jest przyczyną dlaczego Dolina Krzemowa powstała w słonecznej Kalifornii, a nie w przemysłowym sercu Nowego Jorku czy Bostonu!
Dolina Krzemowa to przede wszystkim triumf specyficznego otoczenia prawnego, do którego w początkowych etapach rozwoju dołożył się państwowy kapitał wysokiego ryzyka. To otoczenie prawne, które wspiera tak zwany „knowledge spill-over”, o którym niedawno pisał @michuk, czy ja sam. To własnie na ten mechanizm ekonomiczny „rozlewania się wiedzy” liczymy także w Polsce ze względu na duża koncentracje laboratoriów badawczych. W branżach high-tech duża część wiedzy ma charakter „cichy” (tacit knowledge) – rezyduje ona w głowach inżynierów (np. pod postacią konkretnych trików produkcyjnych czy niepisanych optymalizacji kodu), a nie w oficjalnej dokumentacji patentowej.
Ale zaczynając od początku. W połowie XIX wieku amerykański system prawny był chaotycznym zbiorem precedensów. Nowojorski prawnik, David Dudley Field II, chciał go uporządkować. Stworzył projekt Kodeksu Cywilnego, w którym zawarł radykalny artykuł:
„Każda umowa, która ogranicza komukolwiek wykonywanie legalnego zawodu, handlu lub biznesu, jest w tym zakresie nieważna”.
Nowy Jork, zdominowany przez konserwatywne korporacje prawnicze, odrzucił ten projekt. Ale młoda Kalifornia, szukająca stabilności po uzyskaniu statusu stanowego, przyjęła go w 1872 roku. To właśnie ta „wolność” – zakaz stosowania zakazów konkurencji (non-compete) – stała się fundamentem potęgi technologii. Na Wschodnim Wybrzeżu firma mogła zablokować inżyniera na lata. W Kalifornii? Zapisy o zakazie konkurencji są automatycznie nieważne. Co dla nas ważne w Polsce mamy też istotne zapisy Artykułu 65 Konstytucji RP, które dają wolność wyboru i wykonywania zawodu, co skutecznie ogranicza możliwość wprowadzania bezwarunkowych zakazów konkurencji.
Mimo, że to prawo w Kalifornii wprowadzono w 19 wieku kiedy jeszcze nikt nie myślał o technologii półprzewodników, to prawdziwy test tego prawa przyszedł w 1957 roku właśnie w tym kontekście. William Shockley, noblista i współwynalazca tranzystora, założył w Mountain View Shockley Semiconductor. Był genialnym fizykiem, ale fatalnym managerem – paranoicznym i apodyktycznym. Nagrywał rozmowy telefoniczne, publicznie ogłaszał zarobki pracowników, a nawet poddawał swój zespół badaniom wykrywaczem kłamstw po błahym sporze biurowym. Ośmiu jego kluczowych naukowców (m.in. Gordon Moore i Robert Noyce) postanowiło odejść. Shockley nazwał ich „Zdradziecką Ósemką” (Traitorous Eight). W Nowym Jorku prawdopodobnie pozwałby ich o złamanie zakazu konkurencji i zniszczył ich nową firmę. W Kalifornii dzięki odpowiedniemu prawu nie mógł zrobić nic. Tak powstało Fairchild Semiconductor, które stało się „przedszkolem” dla całego sektora. Inżynier mógł w piątek odejść z Fairchild, a już w poniedziałek zacząć pracę w nowej firmie. Tak powstał między innymi Intel, AMD, czy Sequoia Capital.

Polski


