
Krzysztof Brandt
1.4K posts







#KazaniePolityczne nr 34 Największy kryzys Zachodu nie polega dziś na inflacji, migracji czy wojnie. Największy kryzys Zachodu polega na tym, że skończyły się elity, które przez trzy dekady udawały, że wiedzą dokąd prowadzą świat. To nie jest już nawet kryzys „elit zachodnich”. To jest schyłek światowych elit lat dziewięćdziesiątych. Pokolenia triumfu po zimnej wojnie. Ludzi przekonanych, że historia naprawdę się skończyła, a liberalny model będzie trwał wiecznie, sam z siebie, bez wysiłku, bez doktryny, bez odwagi. I dziś widzimy efekt. W Stanach Zjednoczonych trwa polityczna degrengolada. Trump nie jest przyczyną kryzysu. Trump jest objawem rozpadu systemu, który już wcześniej zgnił od środka. Deep state, establishment, republikanie, demokraci – wszyscy funkcjonują w logice doraźności. Nie ma strategii. Nie ma idei państwa. Nie ma projektu cywilizacyjnego. Jest tylko zarządzanie kolejnym kryzysem i próba utrzymania wpływów jeszcze przez jedną kadencję. Imperium, które przez dekady eksportowało porządek, dziś eksportuje chaos. Europa wygląda podobnie. Unia Europejska próbuje jeszcze sprawiać wrażenie organizmu zdolnego do myślenia strategicznego, ale wszystko jest spóźnione, rozedrgane, reaktywne. Brakuje sprawczości. Brakuje odwagi. Brakuje elit zdolnych powiedzieć społeczeństwom prawdę: że świat po prostu się zmienił. Przez lata żyli w przekonaniu, że dobrobyt jest stanem naturalnym, a bezpieczeństwo gwarantuje amerykański parasol. Dziś okazuje się, że historia wróciła, tylko Europa kompletnie nie pamięta jak się ją uprawia. Na tym tle najbardziej konsekwentni okazują się… Chińczycy. Nie dlatego, że są moralnie lepsi. Nie są. Ale dlatego, że jako jedyni mają doktrynę. Od dekad realizują swój długi marsz. Krok po kroku. Bez emocjonalnych spazmów Zachodu. Bez ideologicznych mód zmieniających się co dwa lata. Nie muszą prowadzić wojen, bo wiedzą, że dominację można budować gospodarczo, technologicznie i cierpliwie. Oni myślą w perspektywie pokoleń. Zachód – w perspektywie sondażu do weekendu. I dlatego dziś to Pekin wygląda jak centrum strategicznego myślenia, a Waszyngton i Bruksela jak zmęczone administracje gaszące pożary. W Europie pojedynczy liderzy próbują jeszcze odzyskać podmiotowość. @EmmanuelMacron – politycznie już kiedyś skreślony – zrozumiał, że Francja może wrócić do gry tylko przez siłę. Rozruszanie gospodarki poprzez przemysł zbrojeniowy, budowanie autonomii wobec USA, próba grania własnej geopolityki – to wszystko jest przecież bardzo francuskie. Duch de Gaulle’a nadal tam krąży. @GiorgiaMeloni również pokazuje polityczny instynkt. Elastyczność. Umiejętność budowania pozycji Włoch bez ideologicznego zacietrzewienia. Wie, że dziś wygrywa nie ten, kto krzyczy najgłośniej, tylko ten, kto potrafi zachować podmiotowość. Ale obok tego mamy Niemcy kompletnie zagubione. @_FriedrichMerz , który nie potrafi podjąć najbardziej oczywistej decyzji o ponownym uruchomieniu elektrowni jądrowych. Państwo, które przez lata było gospodarczym silnikiem Europy, dziś nie potrafi podjąć strategicznej decyzji praktycznie w żadnej sprawie. Energetyka, przemysł, bezpieczeństwo, migracja – wszędzie chaos i paraliż. Skandynawia również płaci rachunek za własne złudzenia. Model społeczny, który miał być wzorem dla świata, coraz wyraźniej trzeszczy pod ciężarem błędów migracyjnych, utraty spójności i narastających kosztów utrzymania państwa dobrobytu. Okazuje się, że nawet najbogatsze społeczeństwa mają granice absorpcji chaosu. Putin? To już bardziej obraz schyłku niż siły. Człowiek, który tak bardzo chciał zachować władzę i odbudować imperium, że w efekcie zakiwał się strategicznie na śmierć. Dziś rzuca kolejne mięso na front, straszy atomówkami, bo realnych narzędzi wpływu ma coraz mniej. Rosja miała być alternatywą dla słabego Zachodu, a coraz bardziej przypomina zmilitaryzowane muzeum własnych kompleksów. I właśnie w tej próżni rosną ruchy ekstremistyczne. Często absurdalne. Często groźne. Często niemające żadnych realnych odpowiedzi. Ale kiedy stare elity nie potrafią zaproponować niczego poza administrowaniem kryzysem, ludzie zaczynają szukać czegokolwiek. Bo polityka nie znosi pustki. Nowe nie znaczy lepsze. Ale kiedy stare przestaje działać, społeczeństwa tracą cierpliwość. A wtedy nawet najbardziej ryzykowne pomysły zaczynają wyglądać jak nadzieja. I chyba właśnie to jest najważniejszy znak naszych czasów. Nie upadek jednego państwa. Nie kryzys jednej ideologii. Ale powolny rozpad całej klasy ludzi, którzy przez trzydzieści lat byli przekonani, że historia już nigdy ich nie rozliczy. Dziękuję za przeczytanie. Pozdrawiam i dobrego tygodnia.


Polacy potrafią narzekać na wszystko. Na banki lubią narzekać najczęściej. Prawda jest taka, że płacąc telefonem w warzywniaku albo wysyłając znajomemu 50 zł BLIKa w 3 sekundy, codziennie korzystamy z infrastruktury, o której pół świata może tylko pomarzyć. Konkrety? Proszę bardzo: BLIK obsłużył w 2025 roku niemal 3 miliardy transakcji. Tymczasem w USA ludzie wciąż wypisują czeki, a standardowy przelew międzybankowy (ACH) trwa 1–3 dni robocze. Niemiec wciąż wyciąga gotówkę z portfela na zakupy. W Polsce ponad 80% transakcji kartowych jest zbliżeniowych - jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Płatność zegarkiem w piekarni? To u nas norma. Logujesz się do ZUS, urzędu skarbowego, czy po e-recepty? Robisz to przez bank. Profil Zaufany zintegrowany z bankowością to rozwiązanie, którego większość krajów UE nie ma. Otwarcie konta w Polsce? 15 minut, z kanapy, z weryfikacją selfie. W Niemczech: umów się na wizytę w oddziale, przynieś Anmeldebescheinigung i czekaj tydzień. Aplikacje mobilne polskich banków (IKO, mBank, ING) regularnie zgarniają nagrody w międzynarodowych rankingach UX. Brytyjczyk, który widzi nasz natychmiastowy przelew w sobotę wieczorem, dostaje zawału. Mieszkańcy Berlina, Londynu czy Nowego Jorku przyjeżdżają tu i nie mogą uwierzyć, że w warzywniaku na rogu można zapłacić zegarkiem, a babcia w kiosku przyjmuje BLIKa. Polski sektor bankowy nie jest technologicznie "okej". Jest w światowej czołówce. Każdy z nas korzysta z niego codziennie nawet się nad tym nie zastanawiając. Czasem to docenić ;)



It all has happened for only a few years,and this period marked the rise of the possibility of external operations out of West Africa in Morocco (heavily documented) and Spain, unprecedented assault of the Islamic State on the Niger's capital's international airport in January...



WATCH IN FULL: President Donald J. Trump's interview with @BretBaier in Beijing







Karnet na sieciową siłownię w Warszawie? 140-170 zł W Dublinie? 33-41 euro (140-174 zł) Średnia pensja w Dublinie ze dwa razy wyższa. @UOKiKgovPL wcale nie mamy problemu z przejęciem rynku przez oligopol Benefit Systems i @MedicoverPL, ani trochę.





Liczba uczniow w szkołach niepublicznych w ciągu dekady zwiększyła się niemal dwukrotnie. W szkołach publicznych prywatne są za to wycieczki, stołówki, dzienniki elektroniczne itd. I korepetycje naturalnie, najczęściej z przedmiotów które są na egzaminach. Płacenie za nie deklaruje co trzeci rodzic. W dzień egzaminów ósmoklasisty przyglądamy się dziś w @portalzeropl szkole. A z nami np. @RSzarfenberg. I nie jest to refleksja wesoła. zero.pl/news/prywatne-…





