Kafir@Kafir_PL
AGENTURA WPŁYWU PO POLSKU: FARMY TROLLI, POLITYCY I „PATRIOCI”, KTÓRYCH NIKT NIGDY NIE WIDZIAŁ
Zamierzam wam pokazywać, jak naprawdę wygląda świat systemu, bo znam ten syf od środka, robiłem w tym biznesie, widziałem mechanizmy, ludzi, metody, brudne układy i te wszystkie eleganckie mordy, które publicznie mówią o państwie, bezpieczeństwie, wartościach i demokracji, a za kulisami traktują człowieka jak przedmiot użytkowy, jak mięso do przepchnięcia przez cudzą maszynkę. Dla nich nie jesteś obywatelem, tylko emocją do odpalenia, głosem do kupienia, portfelem do wydojenia, zasięgiem do sprzedania i narzędziem do wykorzystania, a jak przestajesz być wygodny, to nagle jesteś problemem, oszołomem, ekstremistą, wariatem, zdrajcą albo człowiekiem, którego trzeba zniszczyć papierem, prokuratorem, nagonką, ciszą albo śmiechem salonu. Ja to przerabiałem. Byłem wyklęty przez system, ciągany przez prokuratorów, opluwany przez takich, którzy o służbie wiedzą tyle, ile im doradca wpisał w briefing, więc nie będę wam tu robił akademickiej pogadanki z miękkim kocykiem na kolanach. Będę pisał po ludzku i po swojemu o tym, jak robią was w chuja politycy, służby, obce ośrodki wpływu, korporacje, media, fundacje, płatni youtuberzy i influencerzy wciskający wam szajs z miną zbawców narodu, bo ktoś im zapłacił, podsunął narrację albo pogłaskał ego. Agentura wpływu przez ostatnie 35 lat nie musiała chodzić w płaszczu, brać kopert pod latarnią i mówić z ruskim akcentem. Mogła działać taniej i skuteczniej przez media, politykę, pożytecznych idiotów, fałszywe autorytety, farmy trolli, anonimowe profile, szemrane portale, grupy na Facebooku, memy, łańcuszki i znane twarze wykorzystywane jak młotek w cudzej ręce, czasem nawet bez świadomości, że właśnie robią komuś robotę. Najmocniej mogła walić tam, gdzie Polska ma stare rany i świeże kompleksy: w internet i media, czyli fabrykę chaosu, botów i profili udających zwykłych obywateli; w politykę i wybory, gdzie z przeciwnika robi się nie rywala, tylko zdrajcę, agenta, faszystę, lewaka, ruskiego, niemieckiego albo brukselskiego pachołka; w gospodarkę i strategiczne inwestycje, gdzie wystarczy rozhuśtać strach, lobbing, koszty i krótką pamięć państwa; w energetykę, czyli gaz, atom, węgiel, OZE i klimat, żeby Polska kręciła się jak pijany na rondzie; w wojsko i służby, żeby podważać sens modernizacji armii, NATO, wydatków obronnych, wywiadu, kontrwywiadu, policji i Straży Granicznej; w Ukrainę, gdzie gra się Wołyniem, zbożem, socjalem, zmęczeniem wojną i strachem; w granicę i migrację, gdzie rozrywa się ludzi między litością a bezpieczeństwem; w historię, pamięć, PRL, WSI, lustrację, Smoleńsk, Kościół i każde stare polskie pęknięcie, w które można wsadzić brudny palec i kręcić, aż rana zacznie ropieć.Największe pole sukcesu to internet i media społecznościowe, bo tam już nie trzeba nawet wchodzić drzwiami. Wystarczy założyć konto na Facebooku, wrzucić profilowe z twarzą wygenerowaną, ukradzioną albo nijaką, dorzucić flagę, orła, husarię, różaniec, żołnierza, dziecko, psa albo zdjęcie z lasu i udawać zatroskanego obywatela. Wchodzisz na taki profil i coś śmierdzi od pierwszego kliknięcia: niby pięć tysięcy obserwujących, niby codziennie troska o Polskę, dzieci, emerytów, rolników, żołnierzy, przedsiębiorców i zwykłych ludzi, ale jak patrzysz dokładniej, to nikt tego gościa nie zna, nie ma rodziny, pracy, normalnych zdjęć z życia, historii, kolegów z jednostki, szkoły, osiedla, firmy czy wsi, a znajomi są zlepieni z przypadkowych profili z całej Polski, jakby ktoś wysypał worek kont na podłogę i powiedział: udawajcie społeczeństwo. Nikt go nigdy nie widział, nikt nie wie, skąd jest, ale profil codziennie napierdala dezinformacją, oczywiście zawsze w trosce o dobro ogółu, bo trzeba pytać, bo media milczą, bo oni nam tego nie powiedzą. Do tego dochodzą farmy trolli, boty i sterowane grupy kont, które mają rozkręcić temat, napompować komentarze, zrobić sztuczny tłum, udawać gniew narodu, przepchnąć hasztag, opluć przeciwnika, zastraszyć rozsądnych i podsunąć gotowe zdanie leniwym. Sto kont napisze to samo innymi słowami, tysiąc poda dalej, dziesięć tysięcy zobaczy, a potem prawdziwi ludzie wykonują robotę za darmo, bo w polski internet wystarczy wrzucić zatrutą kiełbasę, a psy same zaczynają się gryźć. W tę robotę wciągano też ludzi znanych, z nazwiskiem, zasięgiem i autorytetem, czasem świadomie, czasem przez próżność, głupotę, obrażone ego albo partyjny interes. Polityk nie musi mieć koperty od obcej służby, żeby robić robotę obcej propagandzie. Wystarczy, że powtarza hasła osłabiające zaufanie do państwa, armii, sojuszy, wyborów, granicy, Ukrainy, NATO, służb albo własnych instytucji, a temat podsunięty przez farmę trolli wnosi na mównicę sejmową, do telewizji, na X, Facebooka albo TikToka, bo zgadza się z linią partyjną. Wtedy troll z piwnicy już nie musi krzyczeć, bo za niego krzyczy poseł, senator, minister, były minister, kandydat, europoseł, radny albo polityczny celebryta z oczami przyklejonymi do słupków, a zatruta narracja dostaje garnitur, mikrofon, studio telewizyjne i pieczątkę debaty publicznej. Największym sukcesem agentury wpływu w Polsce nie było to, że zrobiła z nas naród prorosyjski, bo Polacy generalnie wiedzą, czym jest Rosja, tylko rozjebanie zaufania do państwa, instytucji, ekspertów, wojska, służb, mediów, sądów, polityki, nauki, sąsiada i samej idei wspólnoty. Dlatego zanim podasz coś dalej, sprawdź, czy nie robisz za darmowego tragarza cudzej propagandy. Sprawdź konto, twarz, historię, znajomych, źródło, datę, zdjęcie, cytat i to, czy ten sam tekst nie lata po pięćdziesięciu profilach z lekko zmienionymi słowami. Agentura wpływu nie potrzebuje, żebyś kochał Rosję, Białoruś albo jakiekolwiek obce centrum. Ona potrzebuje, żebyś przestał myśleć, zaczął nienawidzić na komendę i sam roznosił jej syf z przekonaniem, że bronisz Polski. A jeśli doczytałeś do końca, to znaczy, że TikTok nie zrobił ci jeszcze z mózgu papki od przewijanego gówna. Dzięki. To dziś naprawdę więcej, niż system zakładał.