Kamil Całus@KamilCaus
🇵🇱🇲🇩Polska w centrum skandalu eurowizyjnego w Mołdawii.
Nie tylko w naszym kraju tegorocznemu konkursowi piosenki Eurowizja towarzyszyły kontrowersje. W 🇲🇩 Mołdawii były one na tyle poważne, że doprowadziły właśnie do dymisji szefa tamtejszej KKRiT - Vlada Țurcanu.
O ile jednak w Polsce powszechne zaskoczenie i oburzenie wzbudził wynik uzyskany w sobotę przez 🇮🇱 Izrael (ewentualnie głosy Ukraińców), to między Prutem a Dniestrem skandal wywołał rezultat... 🇵🇱 Polski.
A raczej 🇵🇱 Polski i 🇷🇴 Rumunii.
Co się stało?
Zacząć trzeba od tego, że Mołdawia tradycyjnie utrzymuje bardzo bliskie relacje z Rumunią. Obydwa kraje łączy wspólnota języka, historii, a nawet doświadczenie wspólnej państwowości. Zresztą - wielu Mołdawian oraz zdecydowana większość Rumunów uważa, że Mołdawianie i Rumuni to po prostu jeden naród, rozdzielony sztucznie przez pakt Ribbentrop-Mołotow. W efekcie Mołdawianie tradycyjnie i masowo głosują w trakcie Eurowizji na swoich zachodnich sąsiadów, zaś Rumuni na "braci zza Prutu".
Tym razem było podobnie. Wykonująca piosenkę "Choke me" rumuńska piosenkarka Alexandra Căpitănescu zgarnęła od mołdawskiej publiki okrągłe 12 punktów - maksimum, jakie było do uzyskania.
Innego zdania na temat utworu było jednak wyłonione przez KKRiT jury, które oceniło wykonawczynię znacznie niżej, plasując ją ostatecznie dopiero na 8. miejscu. Dużo lepiej od niej wypadły m. in. 🇮🇱 Izrael (miejsce 2), 🇬🇷 Grecja (3) czy 🇧🇬 Bułgaria (4). Więcej punktów otrzymały także 🇳🇴 Norwegia (5), 🇨🇿 Czechy (6) czy 🇦🇺 Australia (7).
Najwięcej punktów — a właściwie "najmniej", bo jurorzy wystawiają za każdą piosenkę ocenę od 1 do 24, gdzie "1" to wynik najwyższy — zdobyła zaś w Mołdawii... 🇵🇱 Polska.🔥🔥
Trzech z siedmiorga członków komisji konkursowej przyznało nam po jednym punkcie, dwóch kolejnych po trzy, a dwóch ostatnich odpowiednio dwa oraz siedem.
Decyzję jurorów natychmiast skrytykowali nie tylko sami Mołdawianie, ale też przedstawiciele politycznych elit kraju. I to masowo.
Minister kultury Mołdawii oświadczył, że ocena komisji był „niezrozumiała” i zażądał wyjaśnień od KRRiT.
Marcel Spătari, deputowany rządzącej partii PAS i były minister pracy stwierdził zaś że „to jury nas nie reprezentuje” i zwrócił uwagę, że najlepiej oceniona przez sędziów mołdawskich Polska nie dostała właściwie punktów od mołdawskich widzów.
Inny poseł należący do klubu parlamentarnego PAS, Dinu Plîngău zasugerował, że komisja mogła zostać skorumpowana, zażądał dymisji kierownictwa KRRiT i zagroził, że jeśli do niej dojdzie to podejmie próbę odwołania władz instytucji na drodze oficjalnej. Pozaparlamentarna Partia Liberalna - kierowana przez byłego premiera Mihaia Ghimpu w oficjalnym komunikacie także zażądała dymisji kierownictwa rady.
W podobnym tonie wypowiedzieli się także liczni dziennikarze i komentatorzy. I tak np. Daniel Vodă, były rzecznik rządu mołdawskiego (z ramienia partii PAS) zarzucił jury, że nie zrozumiało "geopolitycznego wymiaru Eurowizji".
Reprezentujący Mołdawię piosenkarz Satoshi próbował natomiast łagodzić sytuację. Z jednej strony wezwał on do nieutożsamiania decyzji jurorów z opinią mieszkańców kraju, którzy dali braciom z zachodu maksymalną liczbę głosów, ale zarazem zwrócił się z apelem by "nie podsycać nienawiści".
"Nasze kraje były i będą przyjaciółmi" - oświadczył piosenkarz.
W efekcie całego tego zamieszania szef KKRiT podał się właśnie do dymisji. 🔥🔥
Mówiłem - Eurowizja w Mołdawii to nie przelewki.