Essa
340 posts



I bardzo dobrze, że dzięki Unii Europejskiej tego nie będziemy mieć - magnetyczne złącza wyglądają ładnie i na tym się kończą ich zalety. Nie nadają się do przesyłania dużych plików. Wystarczy lekkie potrącenie kabla, by przerwać połączenie. Port USB-C w nowych iPhone'ach pozwala na nagrywanie wideo ProRes bezpośrednio na zewnętrzne dyski SSD. Magnetyczne złącze by temu nie podołało ze względu na zbyt niską przepustowość i ryzyko fizycznego odłączenia w ruchu. A, no i port USB-C jest bardziej schowany w obudowie i nie posiada silnego magnesu na zewnątrz, co drastycznie zmniejsza ryzyko zebrania "śmieci" mogących wywołać zwarcie.



💬 @marcin_przydacz o blokadzie cieśniny Ormuz: Zachodni sojusznicy z odpowiednią flotą powinni wesprzeć Amerykanów w imię nie tylko własnego interestu, ale i solidarności euroatlantyckiej. #PolitycznyWF 🎙 @PiotrWitwicki @marcinfijolek polsatnews.pl/wiadomosc/2026…


Koszty życia rodziny 2+2. Podsumowanie finansów za marzec 2026. 💰Dochód: 32 776 zł 🛍️Koszty: 18 778 zł Pozwoliło nam to oszczędzić ✅ 13 998 zł Stopa oszczędności wyniosła 43% 🔥 Podsumowanie i nieco więcej szczegółów niżej👇 #oszczędzanie #finanseosobiste





















Wiedźmin jest jedynym znaczącym oryginalnym dziełem polskiej kultury po 1981 roku. Cała reszta, oprócz paru ekranizacji typu "Pan Tadeusz" to antykultura. 45 lat, prawie 40 mln naród i nic. To jest miara tego jak nas niszczą. Nic dziwnego, że teraz jeszcze do tego wymieramy.



Trump i Iran - między wojną a pokojem Minął miesiąc od rozpoczęcia wojny z Iranem. Dzisiaj o godzinie 21:00 czasu waszyngtońskiego (3:00 czasu polskiego), Trump ma wygłosić specjalne przemówienie dotyczące Iranu. Wiele osób oczekuje, że Trump ogłosi koniec operacji "Epic Fury". Choć ten optymizm może być przedwczesny, warto pochylić się nad oceną obecnej fazy wojny z Iranem oraz kierunkiem w jakim ta wojna może zmierzać. Wojna weszła w fazę strategicznego impasu. Wbrew nadziejom USA i Izraela, nic nie wskazuje, aby Islamska Republika Iranu chyliła się ku upadkowi. Amerykańsko-izraelska kampania doprowadziła co prawda do znaczących strat materialnych po stronie Iranu oraz ograniczenia irańskich zdolności militarnych, ale cieśnina Ormuz nadal pozostaje zablokowana, a Iran nadal jest w stanie prowadzić ataki odwetowe, uderzając w kraje arabskie po drugiej stronie Zatoki, jak i Izrael Jasne jest, że Trump nie narzuci Iranowi swojej woli przy pomocy dotychczasowych działań. Żeby myśleć o zwycięstwie Trump musi wejść na wyższy szczebel słynnej "drabiny eskalacyjnej". Pod tym "wyższym szczeblem" kryje się kilka różnych opcji, ja podam kilka przykładowych: Opcja A: Intensyfikacja kampanii lotniczej poprzez ataki na irańskie elektrownie i stacje odsalania wody Ryzyko: Iran odpowiada atakami na arabską i izraelską sieć energetyczną oraz stacje odsalania wody, doprowadzając do regionalnego kryzysu humanitarnego. Opcja B: Operacja lądowa (nawet ograniczona) i zajęcie fragmentu irańskiego wybrzeża lub którejś z irańskich wysp (Chark, Larak, Keszm, Abu Musa) Ryzyko: nawet ograniczona operacja lądowa doprowadzi do szybkiego wzrostu ofiar wśród żołnierzy USA. Amerykańskie siły skoncentrowane na małych wyspach będą ponadto obiektem intensywnych irańskich ataków, co będzie zmuszało USA do rozszerzenia inwazji na "kontynent". Opcja C: Blokada irańskiego eksportu ropy poprzez polowanie na irańskie tankowce. Ryzyko: Iran eksportuje obecnie ok. 1,5 mln baryłek ropy dziennie. Zabranie takiego wolumenu z rynku jeszcze bardziej podbije ceny ropy, co stanowi czuły punkt administracji Trumpa. Dodatkowo Iran z pewnością odpowiedziałby na taką blokadę intensyfikacją ataków na infrastrukturę naftową krajów arabskich, dalej windując ceny ropy. Jesteśmy zatem na takim etapie wojny, że USA nie osiągnęło swoich celów, ale nadal dysponuje opcjami eskalacyjnymi. Każda z tych opcji spowoduje jednak odwet Iranu i doprowadzi do zwielokrotnienia dotychczasowych kosztów wojny, jednocześnie nie dając USA pewności co do zwycięstwa w wojnie. Widok z Teheranu Po drugiej stronie barykady, mamy zaś Irańczyków, którzy pokazali w tej wojnie ogromną determinację i że traktują obecne starcie jako "wojnę egzystencjalną", która zdecyduje o przetrwaniu Islamskiej Republiki. Irańczycy zdają sobie sprawę z tego, że w bezpośrednim starciu ich możliwości zwycięstwa byłyby ograniczone, dlatego wykorzystują każdą możliwą sytuację do podbijania kosztów amerykańsko-izraelskiej agresji. Temu celowi służy zarówno blokada Ormuzu, jak i uderzenia na arabskie instalacje naftowe i gazowe, wszystko to winduje bowiem ceny światowych surowców energetycznych. Strategia Teheranu przynosi efekty. Irańskie groźby dotyczące uderzeń na arabską energetykę i stacje odsalania wody, skutecznie zmusiły Trumpa do kilkukrotnego przesuwania jego 48-godzinnego ultimatum i braku realizacji gróźb Trumpa co do ataku na irańskie elektrownie. Choć, w tym asymetrycznym starciu, Iran odniósł szereg sukcesów, to jednak - na ten moment - nie wystarczyły one, aby narzucić Trumpowi irańskie warunki zakończenia wojny. Co prawda Trumpa przedstawił Irańczykom propozycję pokojową (15 punktów), jednak okazała się ona dalece niesatysfakcjonująca dla Teheranu. Jednak piłka nadal pozostaje w grze, a Irańczycy mają nadzieję, że przedłużająca się blokada cieśniny Ormuz finalnie zmusi Trumpa do akceptacji irańskich warunków, na które składają się m. in zniesienie sankcji oraz zabezpieczenie pro-irańskich frakcji wchodzących w skład Osi Oporu (zwłaszcza Hezbollahu) przed kolejnymi aktami agresji ze strony Izraela. Aby irańska strategia zadziałała "konflikt kinetyczny" musi trwać przez kolejne miesiące, a to wcale nie jest takie pewne... Istnieje bowiem możliwość, że Trump porzuci wojnę z Iranem, bez wypracowania jakiegokolwiek rozstrzygnięcia (czy to militarnego, czy dyplomatycznego). Szukając wyjścia Od połowy marca Trump szuka sposobu na zakończenie wojny z Iranem. Wycofał się ze swojego 48-godzinnego ultimatum, próbował kreować narrację że prowadzi bardzo owocne rozmowy z Teheranem, a za pośrednictwem Pakistanu, udało mu się nawet przedstawić Irańczykom propozycję pokoju (15-punktów). Wszystkie te działania Trumpa zakończył się jednak fiaskiem. Iran jest gotów do rozmów, ale wyłączne na swoich warunkach, próbując uzyskać szerokie porozumienie a nie tylko taktyczne zawieszenie broni - co dla Trumpa jest nieakceptowalne. Przedłużanie się obecnego impasu prowadzi do rosnącej frustracji po stronie Trumpa. Środki militarne, bez znaczącej eskalacji, nie zapewnią mu zwycięstwa. Środki dyplomatyczne, bez istotnych ustępstw na rzecz Iranu, też nie pomogą. W związku z tym Biały Dom rozważa opcję, która może wydawać się całkowicie irracjonalna: jednostronne zakończenie wojny z Iranem bez odblokowywania cieśniny Ormuz. Grunt pod taką opcję jest już de facto tworzony. Trump krytykuje NATO, które nie chce mu pomóc w konflikcie z Iranem i odblokowaniu Ormuzu, rzuca pomysły dotyczące tego, że to kraje arabskie powinny zapłacić za wojnę z Iranem itd. Generalnie chodzi o stworzenie narracji o tym, że operacja "Epic Fury" zakończyła się pełnym sukcesem (Ameryka osiągnęła to co chciała), a kwestia Ormuzu jest dla Ameryki nieistotna (bo USA są net eksporterem ropy i gazu), irańska blokada Ormuzu to zaś problem "niewdzięczników", którzy nie pomogli USA w agresji na Iran. Teraz ci "niewdzięcznicy" powinni sami dogadać się z Iranem w kwestii przeprawy swoich statków przez cieśninę Ormuz. To oczywiście wywołało by wiele problemów, nie tylko w relacji USA-Izrael, ale przede wszystkim USA-kraje arabskie, które z pewnością poczułyby się jak ofiara rzucona na pożarcie Irańczykom (tym bardziej, że wojnę wywołali Amerykanie a nie Arabowie). Taki scenariusz byłby dużym zwycięstwem dla Iranu, i to nie tylko wizerunkowo. Jednostronne wycofanie się Trumpa, usankcjonowałoby bowiem proceder, który od początku wojny kwitnie w cieśninie Ormuz - tj. Irańczycy pobierają opłaty od statków, które chcą przekroczyć cieśninę. Czy jednostronny odwrót Trumpa byłby jednak pełnym zwycięstwem Iranu? Nie. Iran wychodziłby z wojny jako kraj zrujnowany gospodarczo. Opłaty pobierane za ruch statków przez cieśninę Ormuz, nie wystarczyłyby do obudowy kraju - tym bardziej, że w takim scenariuszu Iran nadal pozostawałby pod sankcjami. Ponadto nad Iranem nadal wisiałaby groźba powrotu Trumpa i amerykańskiej armady. Cieśnina Ormuz stałaby się co prawda długoterminowo "zakładnikiem" Iranu, a jej okresowe blokady czy samo zmniejszenie liczby tankowców przechodzących przez Ormuz, mogłoby być swoistym środkiem nacisku w rękach Iranu. Jednak samo to nie rozwiązałoby problemów gospodarczych Teheranu. W związku z tym Iran niekoniecznie musi zaakceptować jednostronne wyjście USA z wojny. Nawet w takim przypadku część decydentów z Teheranu może szukać opcji kontynuowania wojny, tak żeby zmusić Trumpa do formalnego porozumienia na irańskich warunkach (nic tak nie zabezpieczy długoterminowej stabilizacji Islamskiej Republiki jak zniesienie sankcji). Jedną z opcji na kontynuowanie wojny są dalsze irańskie ataki na amerykańskie bazy wojskowe w krajach arabskich. Nie można również zapominać o jeszcze jednym graczu, który może skomplikować jeszcze bardziej całą sytuację - chodzi mianowicie o Izrael. Zakładając nawet, że Trump ogłosiłyby jednostronne wycofanie się z wojny, a Iran zaakceptowałby taką sytuację i nie kontynuował ataków, to Izrael mógłby podrzeć to "nieformalne zawieszenie broni". W jaki sposób? Izrael mógłby rozszerzyć swoje działania, już teraz prowadzone w południowym Libanie, w pełnoskalową inwazję, której celem byłoby dojście do rzeki Litani. Iran już raz, w 2024 r., zrobił błąd, że nie odpowiedział dostatecznie mocno na izraelskie działania wobec Hezbollahu, co doprowadziło do eliminacji dużej części dowództwa organizacji, wraz z samym Hassanem Nasrallahem. Wątpliwe, aby Iran znowu przyglądał się z boku temu jak IDF będzie równało z ziemią matecznik Hezbollahu. W powietrzu wisiałaby zatem kolejna runda walk Izrael-Iran, w której Teheran prawdopodobnie wykorzystałby cieśninę Ormuz jako środek nacisku. To mogłoby zmusić Trumpa do wznowienia działań wojennych. Dziwna wojna, a "pokój" - jeśli w ogóle możliwy - może okazać się jeszcze dziwniejszy.











