Ziemowit Szczerek@ZiemowitSzcze11
Uczciwie opowiedziana historia Polski
Już na początku, przy chrzcie, skasowano nam praktycznie całą tradycyjną kulturę poza językiem i zaimplementowano łacińsko-germańską, z rzymskim katolicyzmem i magdeburskim prawem w miastach, jesteśmy więc do dziś narodem hybrydowym, cywilizacyjnie związanym z niemiecki kręgiem cywilizacyjnym z odchyleniami w stronę południa (Włochy) i dalszego zachodu (Francja). Wpływy rosyjskie w bylej Kongresówce się nie liczą: sama Rosja byla wtedy pod wpływem Niemiec i Francji a to, co było w niej wtedy oryginalne to terror, opresja, korupcja i bylejakość, które, faktycznie, w pewnych częściach Polski się niestety przyjęły.
Ta skasowana nam kultura nie była zresztą jakoś specjalnie zaawansowana, bowiem jej nosiciele wyszli z Polesia, najbardziej odciętego od świata i cywilizacyjnie zapóźnionego zakątka Europy, w którym ludzie mogli przeżyć całą historię aż po koniec I wojny światowej i mieć tylko jakieś mgliste pojęcie o tym, że gdzieś tam się dzieje historia. Była to natomiast kultura skuteczna, survivalowa. Byliśmy Bearami Gryllsami Europy, i dlatego słowiańskośc tak szybko się w Europie, ktors przechodzila przez porzymski upadek cywilizacyjny i okres wieloletniego ochlodzenia temperatury.
Na początku rozwijaliśmy się jak każde inne średniowieczne państwo: szybko i w zgodzie ze wszystkimi zachodnimi nurtami, od kultury dworskiej po miejską.
Później jednak, po Jagiellonach, państwo zniknęło i ma rację Jan Sowa pisząc, że przez kilka wieków polska, a raczej rzeczpospolitańska szlachta doświadczała zbiorowej iluzji posiadania państwa. W rzeczywostości przydarzył się sen libertarian: państwa nie była i zniknęła wysoka cywilizacja, nie bylo dróg, mostów, działającego prawa i niczego, co wiąże się z władzą centralną, były natomiast dominia magnatów, prawa silniejszego i zbiewolenie własnych pobratymców przez innych. Biorąc pod uwagę, że już Mieszko I, trochę Kurtz z "Jądra ciemności" handlował własnymi poddanymi sprzedając ich w niewolę do krajów islamu świadczy o tym, że niesprawiedliwość i nielojalnoąć wobec własnego ludu jest częscią polaakiej tradycji politycznej.
I Rzeczpoapolita (w przeciwieńtwie do Polsk piastowskiej k jegiellońskiej) była tworem tak nieudanym (choć posiadała ciekawą kulturę), że dobrze byłoby ją skasować i stworzyć od nowa, i rzeczywiatość dała nam taką szansę. Podzielono tej kraj na trzy części. O rosyjskiej już pisałem, austriacka i niemiecka natomiast pogłębiła jeszcze związki naszego kraju z kulturą cywilizacji niemieckiej i nałożyła nakładki trwające do dzisiaj.
Urodziłem się w pokongresówkowym Radomiu, ale moja relacja z tym miastem jest specyficzna: nie czuję, by to było do końca moje miasto. O wiele głębszą więź czuję z poludniem Polski, skąd pochodzą moi rodzice, a domem jest mi Kraków, w którym mieszkam już większą część życia. Gdy próbowałem mieszkać w Warszawie, mieście skądinąc ciekawym, wszystko we mnie wyło z bólu: ja nie byłem stąd, wszystko było tu obce, zimne, brakowało mi ciepła starej Europy, a już najbardziej - Europy Środowej, z którą czuję się najbardziej związany.
To to samo państwo, ale dla mnie - inna kraina.
To spadek po Habsburgii, ale o wiele bardziej jest mi bliska Subotica niż Łomża i Maribor niż, powiedzmy, Kobyłka pod Warszawą. Gdy słucham piosenki o tym jak "Zabili Janicka w Segedynie, dali go pochować przy Budzimie, dzwony mu dzwoniły w Namiestowie, frajerka płakała w Bardejowie" to słucham słów o swojej mentalnej ojczyźnie. A gdy słucham podlaskiech piosenek to spoko - fajne, ale mam z tym tyle wspólnego co z innymi okolicami, które lubię, ale które nie są moje, jak Ukraina na wschód od Zbrucza czy Bretania.
Potem Polska, przeniesiona właśnie przez tę kulturę, powstała ponownie i próbowała nie powtarzać swoich błędów, ale nie wystrzegla się wielu innych. Znów upadła.
Do tego straciliśmy większą część żydowskich wspołmieszkańcow naszych terenów, którzy stanowili dużą część wąskiej wówczas klasy średniej, z którymi nie udało nam się do końca zbudować wspólnej tożsamości (choć częściowo sie to udało). A biorąc pod uwagę skuteczność kultury żydowskiej w świecie zachodnim, można mniemać, że to bardzo stracona szansa na powiększenie siły naszego państwa.
Później przyszedł PRL, który dał nam wspaniała kulturę, i z początku też niezłą cywilizację, ale ta się zawaliła w końcu. Z kulturą było zdecydowanie lepiej.
III RP przyniosła sprostaczenie kultury, ale również modernizację i cywilizacyjny sprint w stronę europejskkego Centrum.
Dziś twimy już w kulturze globalnej internetowej wioski, bo tak się dzieje na całym świecie, a państwo coraz bardziej nam się rozwija, czego nie można powiedzieć o scenie polifycznej, która, jak na całym świecir przechodzi przez okres kryzysu demokracji, który nie wiadomo jeszcze czym się skończy. Ale wyjść wielu nie ma: albo uzdrowieniem demokracji, albo dyktaturą. I lepiej, żeby była to, jeśli musi już być, dyktatura oświecona, czyli lewicowa, a nie obskurancka dyktatura konserwatywno-religijna. Ale niestety na tę pierwszą się nie zanosi, a na drugą - bardzo. Dlatego lepiej jednak stawiać na uzdrawianie demokracji. Ale to inna sprawa.
Kim więc jesteśmy? Hybrydą. Ludem o słowiańskiej mowie i jakichś szczątkach z trudem odtworzonych obyczajów, niemiecko-lacińskiej podbudowie cywilizacyjnej, coraz bardziej wchodzącej w europejski mainstream. Ciekawym świata i ruchliwym narodem ze zbiorowym PTSD, bo cała historia przetoczyła nam się po głowach kilka razy. Powstałym kilka razy z martwych twardzielem, który ma historię patologicznego znęcania się nad samym sobą i okresowego sprymitywnienia, co np objawia się brakiem kulturowych i wyrafinowanych efektów długiego trwania. Ale która rozwija się w takim tempie, że zarówno stereotyp jak i antystereotym za tym tempem nie nadążają. I zmieniają się wolniej, niż naszs rzeczywistość.
Słowem: mogło być lepiej, moglo być gorzej, jest jak jest. Bardzo wielu innych ma gorzej. Róbmy tak, by było jeszcze lepiej. Bo co nam zostało.