Nikola
80.7K posts

Nikola
@MIINAJAA
Projektuję identyfikacje wizualne 👩🏼💻 Góry to moja definicja wolności 🏔️ Bycie offline to luksus, na który coraz częściej sobie pozwalam.🧘🏼♀️









Żyjemy w czasach największego prosperity w dziejach ludzkości. Zwykły Kowalski ma standard życia, o jakim jego dziadkowie i w sporej części nawet rodzice mogli co najwyżej pomarzyć (pokolenie naszych rodziców często wychowywało się bez dostępu do łazienki czy nawet prądu w czasach szkolnych). Niektórzy nadal trwają w przeświadczeniu, że problemy demografii wynikają z czynników takich, jak niskie płace, za długi czas pracy, brak perspektyw, mieszkań czy ochrony kobiet w miejscu pracy czy w pracy domowej. Ten festiwal urojeń trzeba w końcu zatrzymać. Jestem w stanie zrozumieć, że część społeczeństwa, szczególnie ta żyjąca w dużych miastach i zarabiających minimalną ma ciężko. Tyle, że pensję minimalną w Polsce w grupie do 40 roku życia zarabia kilkanaście procent wszystkich pracujących. Gdzie jest więc ta większość, która zarabia więcej i nie ma dzieci? Jaka jest przyczyna w ich przypadku? Za długi czas pracy? Dobre sobie, bo gros z tych osób nie bierze jakiejś horrendalnej liczby nadgodzin, które zresztą przynoszą dodatkowe środki, a to te podobno są przyczyną niskiej dzietności. Brak perspektyw? Jeśli za punkt wyjścia uznaje się osiągnięcie w kilka lat takiego statusu, jaki osiągnęli rodzice po kilkunastu, a czasami kilkudziesięciu latach pracy, to oczywiście można to ubrać w histeryczny argument "braku perspektyw", ale tak naprawdę mamy do czynienia z problemem braku zrozumienia, że proces dorabiania się jest rozłożony w czasie i nie jest to nic niezwykłego w dziejach człowieka. Brak mieszkań? Tak, ceny mieszkań wystrzeliły i są w wielu miejscach odrealnione. Przy czym prawdą jest również, że mieszkanie w Łodzi na rynku wtórnym 25 lat temu kosztowało około 70 tysięcy złotych przy pensji minimalnej wynoszącej 760 złotych brutto. Obecnie dla podobnego mieszkania jest to nieco ponad 400 tysięcy złotych przy pensji minimalnej 4800 brutto. A jednak 25 lat temu dzietność była wyższa, choć również obserwowaliśmy trend spadkowy. Już ten sygnał powinien dać do myślenia, że przyczyna leży w innym miejscu. Ochronę kobiet w miejscu pracy pominę milczeniem, bo jest to trwanie w narracji, która była modna (bo nie do końca aktualna) 20 lat temu i nikt o zdrowych zmysłach nie kupuje już feministycznych andronów. Przyczyna niskiej dzietności jest przede wszystkim kulturowa i wynika z mentalności liberalnej, z całym jej zapleczem w postaci indywidualizmu, konsumpcjonizmu oraz transakcyjności. Zarówno dziecko jak i trwały związek są traktowane jako ograniczenie puli możliwości. Drugi człowiek nie jest celem samym w sobie, jest tylko środkiem do arbitralnie obranego celu. Szukanie przyczyn w finansach czy żłobkach dobitnie pokazało, że chyba się w diagnozach. Pojawiły się dodatki socjalne, demografia pikuje. W 5 lat liczba miejsc w żłobkach zwiększyła się o 80 tysięcy, demografia pikuje. Mogą sobie nasi domorośli demografowie szukać teraz przyczyny po mieszkaniach, czasie pracy i innych, ale zwyczajnie będą chybiali, a demografia będzie nadal pikowała. Toczy się walka o mentalność i brutalna weryfikacja normotypów. Przetrwa ten normotyp, który transferuje właściwe wzorce, a jednym z tych wzorców jest umożliwienie przetrwania.






These would heal me









