Kafir@Kafir_PL
"KACERZ" fragment:
Nieślubna córka Putina mieszka w Paryżu. TAK W PARYŻU.
Nie w Moskwie, nie w Petersburgu, tylko w epicentrum tego „zgniłego Zachodu”, na który tatuś pluje w każdym telewizyjnym bełkocie. Siedzi sobie w apartamencie za kilka milionów euro, popija latte, studiuje na uczelni, na której przeciętny Rosjanin mógłby co najwyżej sprzątać korytarze. I jakoś jej nie przeszkadza, że Zachód jest „upadły moralnie”. Bo wie, że to jest jedyne miejsce, gdzie można żyć jak człowiek, a nie jak mięso armatnie Putina.Tak działa rosyjska elita, Zachód ma gnić dla motłochu.
Ich dzieci mają żyć jak królowe. Hipokryzja w wersji premium. I dokładnie tą samą logiką jedzie część polskiej prawicy, tylko w tańszej, bardziej żałosnej wersji takiej pańszczyźnianej jak chłop w ostatniej chałupie na Podlasiu. Krzyczą, że Unia to diabeł, że Zachód to grzęzawisko, że trzeba z niego wyjść bo to bagno., ale pierwsze, co robią, to:
– wysyłają dzieci na zagraniczne uczelnie,
– kupują wille w Hiszpanii,
– biorą diety w Europarlamencie,
– zamawiają garnitury z Londynu,
– a na wakacje lecą do Toskanii, nie do Groznego.
A Polakom przez dwadzieścia cztery godziny na dobę pieprzą:
„Unia nas niszczy!”
Może jak tak jest źle w tej Unii to nich Braun, Korwin, Menzten czy inne prawicowe szczekaczki niech się wyprowadzą do.
Do Mińska.
Do Moskwy. A nawet za Ural
Tam czeka na was ta „prawdziwa cywilizacja”, w której jedynym wynalazkiem jest kaganiec i ustawa o tym, kiedy wolno oddychać.
A dzieci prawicowych polityków ?
Oczywiście angielski od trzeciego roku życia. Bo przecież „trzeba być przygotowanym na świat”.
A wiecie, co jest zabawne?
Że ci sami ludzie mogliby uczyć swoje dzieci łaciny – skoro tak się podniecają Kościołem – albo rosyjskiego, skoro Rosja im tak nie śmierdzi.
Tylko że NIKT z nich tego nie robi.
Bo nawet najbardziej oszukujący sam siebie człowiek wie, że przyszłość nie jest na Wschodzie. Wschód to kierunek, w którym idzie cywilizacja tylko wtedy, kiedy zostaje porwana. I zostaje nasze swojskie polskie piekiełko:
ciemnogród, zawiść, frustracja, paranoja i ten wieczny jad wobec wszystkiego, co lepsze, wygodniejsze, bardziej ludzkie.
Nienawiść do Zachodu połączona z uzależnieniem od jego wynalazków.
Typowa schizofrenia polityczna, a może nie schizofrenia tylko zaplanowane działanie nastawione na zbijanie kasy i dorwanie się do władzy za wszelką cenę choćby po trupach.
Bo jak trzeba pieprzyć o moralności – to Zachód jest zły.
Ale jak trzeba kupić samochód, telefon, garnitur, krem, książkę, bilet lotniczy – to Zachód jest dobry. Rosyjska hipokryzja, polska wersja DEMO.
I tak żyjemy między ich świętym oburzeniem a ich pełnymi walizkami euro.
Między ich żałosnym patriotyzmem na pokaz a ich życiową praktyką, która śmierdzi jak mokra piwnica po powodzi. Między ich krzykami o zdradzie a ich własnym bieganiem po europejskich salonach jak koty po rozgrzanym dachu.
I kto tu jest zgniły?
Ich ulubiona śpiewka?
Moralność, 10 przykazań, rodzina, tradycja, „wartości”.
To ich Złoty Graal. Oni tym machają jak pałką, żeby zagonić ludzi do szeregu. Prawda jednak bije w mordę tych prawicowych szczekaczy lepiej niż zawodowy bokser i jest brutalna: co drugi polityk tej prawicy ma za sobą rozwód czasem nie jeden. A ci, co najgłośniej krzyczą o nierozerwalności małżeństwa, sami zmieniają partnerki częściej niż garnitury.
Aborcja?
Oficjalnie „zbrodnia”, „morderstwo”, „grzech ciężki”. Ale wystarczy, że ich kochanka zajdzie w ciążę, a nagle moralność znika szybciej niż pieniądze z konta po wyborach.
Wtedy już mają inne zasady: że „to wyjątkowa sytuacja”, że „rodzina musi być chroniona”, że „to sprawa prywatna”, albo że „Bóg zrozumie”.
W ich logice każdy grzech jest niewybaczalny, ale tylko u zwykłego wyborcy. U siebie to zawsze „konieczność”, „błąd młodości” albo „atak polityczny”. To nie jest moralność.
To teatr tanich prostytutek które straciły już pracę w burdelu i dorabiają przy drodze..
Jedna wielka szopka dla mas, dla naiwnych, dla tych, którym można wmówić, że „patriotyzm to cierpienie”, a „wartości rodzinne” są ważniejsze niż zdrowy rozsądek.
Oni mają tylko jedną zasadę:
„Róbcie, co każemy. Nie patrzcie, co robimy.”
I tym są w istocie: nie prorokami wartości, nie strażnikami moralności, tylko zwykłymi cwaniakami ubranymi w garnitury i pobożne miny.
Kurwy, nie ludzie — w sensie mentalnym.
Sprzedadzą wszystko: moralność, zasady, nauki Kościoła, własne słowa z wczoraj, jeśli tylko dzięki temu utrzymają stołek, kasę i wpływy. Zaprzedani we własne kłamstwa, rozdający ludziom dekalog, którego sami nigdy nie zamierzali przestrzegać.
Bo prawdziwa moralność nie potrzebuje pompy, konferencji i kazań. A oni bez tej pompy są nikim, tylko pustymi skorupami, których jedynym paliwem jest cudza wiara i cudza łatwowierność.