Nemo007 🇺🇳🏳️🌈🇪🇺⚛️🛸 🌌
14.3K posts

Nemo007 🇺🇳🏳️🌈🇪🇺⚛️🛸 🌌
@Nemo00714
Kosmita, internacjonalista, racjonalista, ateista i jeszcze kilka istów :) Staram się pisać bez bluzgów argumentując wypowiedzi :)

























#PrzewodzikFilmowy (minirecenzja) „Czerwone maki”, reż. Krzysztof Łukaszewicz (2024). Dziś odpocznijmy już od turystyki (jutro będzie finał, mam nadzieję całkiem ciekawy) i na chwilę zajmijmy się filmem, który pojawił się w końcu na VOD, a że w kinie nie widziałem, to nadrobiłem. Przemknęło mi kilka opinii na X, bardzo negatywnych, ale pomyślałem, że nie może być aż tak źle, no przecież to za duży temat, żeby tak położyć całkowicie. I teraz nie bardzo wiem co napisać, bo to jest po prostu bardzo słaby film. I to niemal w każdym elemencie. Bo ja już nie chcę się powtarzać, bo piszę właściwie ciągle to za każdym razem, gdy omawiam nowe polskie kino historyczne – przede wszystkim bardzo słaby scenariusz, drewniane dialogi, marne „czucie epoki” (jak zawsze problemy z uchwyceniem słowa i gestu), a tu jeszcze dochodzi nad wyraz przeciętne aktorstwo, że nazwę to delikatnie. No nic tu się nie klei, nic nie interesuje, nic nie każe podążać za bohaterami, kibicować im i choć to dotyczy tak ważnego wydarzenia historycznego właściwie nic nas ta historia opowiedziana w filmie nie obchodzi. Coś takiego zrobić legendzie Monte Cassino to jednak okropna sprawa. Film nie tyle jest nieudany, co raczej od początku do końca źle pomyślany – być może na papierze perspektywa bitwy i tego co się działo przed nią i po niej widziana oczami młodego chłopca wyglądała nieźle, ale na ekranie nie sprawdziła się zupełnie. A już skandalicznie poprowadzony jest wątek romansowy i nie, nie dlatego, że się pojawił (choć nie musiał rzecz jasna), ale dlatego, że jest po prostu okropny i całkowicie niewiarygodny. Dawno nie widziałem historii miłosnej pokazanej tak nieatrakcyjnie, tak bez wdzięku, a jednocześnie tak przewidywalnie. Nie pomagają młodzi aktorzy, choć po pierwszy scenach wydało się, że Nicolas Przygoda potrafi coś pokazać, to szybko okazał się że tylko bieganie i skoki. Potem jest bardzo słabo i w zasadzie można napisać, że młody aktor położył rolę po całości. Grająca jego miłość Magdalena Żak wypadła równie słabo, powiedzmy jednak że to może kwestia młodości, ale problem jest w tym, że tu w zasadzie nie ma żadnej dobrej roli – nic, zero, null. Lasota jako redaktor (wiadomo, że Wańkowicz), Żurawski jako Anders, Topa jako Sulik i właściwie cała reszta obsady są doskonale nijacy w swoich rolach i momentami wyglądało to trochę jak fabularyzowany dokument i to z tej niższej półki. Film nie ma dobre tempa, nie pojawia się ani przez moment nawet nie napięcie, ale choćby coś w rodzaju oczekiwania czy obietnicy lepszego fragmentu czy sceny. Prze dwie godziny na ekranie panuje absolutne rozmemłanie, o ile w pierwszymi drugim akcie jeszcze jest jakaś próba budowania postaci i ogólnej sytuacji (to wciąż jest na słabym poziomie), to w trzecim mamy już tylko takie wleczenie narracyjnego trupa, żeby tylko ten film jako tako dokończyć. Przyznaję, że momentami trochę przewijałem, bo jednak cenię swój czas. To film o bitwie, ale chyba nie zdziwię nikogo, że nie jest to jakiś spektakularny obraz pod tym względem i niewiele pozytywnego nie da się powiedzieć o batalistyce, szczególnie, że długimi fragmentami w ogóle niewiele jest widać. Jest to oczywiście sposób, można powiedzieć nawet artystyczny, na ukrycie braków i „low budget”. Po prostu nie pojmuje jak można w tak nieciekawy sposób przedstawić TAKĄ bitwę i nie jest to zmarnowana szansa - to szansa całkowicie pogrzebana. Jedyny plus to chyba tylko za kilka plenerów i poprawne zdjęcia, choć tu też szału nie ma. Dajmy sobie spokój z takim kinem, nie potrafimy zupełnie w te klocki, to jest całkowicie zmarnowana kasa. To nie znaczy, że powinniśmy porzucić kino historyczne, nie, róbmy takie filmy jak „Filip”, który pokazał, że można opowiadać o XX wieku w sposób zajmujący i bez kompleksów. Opowiadajmy o ludziach bardziej niż wydarzeniach, w małej historii też jest sporo do odkrycia, bierzmy przykład ze Stanisława Różewicza chociażby, który był w tym znakomity. A jak zobaczę zapowiedź kolejnej polskiej „superprodukcji historycznej” to będą jak ten Kościuszko patrzący na nas z nieba z wierszyka Gałczyńskiego… Ocena: 2,5/10







BOOM 💥 — In a stunning 6-3 decision, the U.S. Supreme Court ruled parents are allowed to opt their children out of being indoctrinated with LGBTQ+ propaganda!











