Jarosław Królewski@jarokrolewski
Umówmy się – jaki profesjonalny zawodnik, mając do wyboru nawet 50 tys. euro rocznie więcej, chciałby grać w Płocku, Lubinie czy Wrocławiu? W klubach, których istnienie często sprowadza się do drenowania środków mieszkańców tych miast, zamiast budowania realnej wartości sportowej, biznesowej czy społecznej. Trudno oczekiwać, że samymi pieniędzmi da się wygrać z ambicją, prestiżem i wizją rozwoju.
To jest rak polskie piłki. Krótkoterminowo atrakcyjny sukces, jak każda prostytucja. Długoterminowo zwykła intelektualna patologia.