Łukasz Schreiber@LukaszSchreiber
Pozwólcie, że powiem więcej niż kilka słów o Stowarzyszeniu Rozwój Plus, o przyszłości PiS oraz o mitycznym, a jednak bardzo realnym „centrum”.
Najbardziej frustrujące pytanie, które zadaje sobie dziś prawie każdy wyborca prawicy, brzmi: dlaczego mimo katastrofalnej sytuacji gospodarczej i społecznej za rządów Donalda Tuska oraz zwycięstwa Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich poparcie dla PiS nie tylko nie rośnie, ale wyraźnie pikuje w dół?
Odpowiedzi w naszym obozie są różne. Wielu prominentnych polityków, w tym Patryk Jaki, powtarza mniej więcej to samo: tracimy głosy na rzecz Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, a „centrum” albo nie istnieje, albo jest tak marginalne, że nie warto o nim mówić. Wystarczy większa konsolidacja, zjednoczenie wokół kandydata na premiera i zwycięstwo będzie pewne.
W tym miejscu pojawia się jednak fundamentalny problem, który podważa tę tezę. Gdyby była prawdziwa, suma poparcia poparcia obozu patriotycznego (w skrócie: wyborcy PKN z drugiej tury) powinna oscylować w okolicach 51%. Tymczasem jest ona co najmniej o 5–7 punktów procentowych niższa, a różnica zasila przede wszystkim obóz niezdecydowanych. Obok migracji głosów na rzecz Konfederacji mamy więc poważne zjawisko demobilizacji i głębokiego zniechęcenia.
Osobiście nie lubię określenia „centrum”, bo jest mylące. Nie chodzi o ludzi ideologicznie centrowych. W polskim wydaniu to przede wszystkim umiarkowani konserwatyści – wierzący, przywiązani do tradycji, ale zmęczeni radykalizmem i ostrą retoryką obu stron. To właśnie oni decydują o wyniku wyborów: odebrali PiS władzę w 2007, dali zwycięstwo Andrzejowi Dudzie w 2015, uwierzyli Hołowni w 2023 i ostatecznie przechylili szalę na rzecz Karola Nawrockiego w 2025.
Dlatego nie działają tu proste schematy. W polskiej rzeczywistości wielopartyjnej i proporcjonalnej ordynacji nie wystarczy powtarzać, że „tamci są gorsi”. Wielu wyborców obozu patriotycznego jest dziś na tyle dojrzałych i wymagających, że realną opcją dla nich staje się „nie idę na wybory”.
W dużym uproszczeniu elektorat obozu patriotycznego dzieli się na dwie największe grupy. Pierwsza – to zdecydowani przeciwnicy Tuska, kierujący się emocjami i sprawami światopoglądowymi. Jest liczna i zdyscyplinowana. Druga – to „milcząca większość”: ludzie, którzy nie lubią rządów Tuska, ale dla których najważniejsze są gospodarka, portfel, ich małe ojczyzny, rozwój kraju i normalność. To często dobrze wykształceni, zapracowani Polacy, którzy mają dość infantylizacji polityki.
I właśnie do tej drugiej grupy zwraca się Stowarzyszenie Rozwój Plus.
Nie chcemy rozbijać, podważać ani walczyć o stołki. Chcemy mówić językiem tych, o których zbyt często się zapomina. Chcemy dać im konkretną, merytoryczną ofertę – od gospodarki i podatków, przez infrastrukturę, po ambitną wizję rozwoju Polski. Bo tylko Prawo i Sprawiedliwość ma wystarczającą siłę i doświadczenie, żeby taką ofertę realnie zbudować.
Mateusz Morawiecki przez ostatnie dwa i pół roku pokazał, że chce i potrafi tę rękawicę podjąć. Nie odpuszczając pierwszej grupy, musimy jednak z wielką determinacją wrócić do tych, którzy zwątpili.
Jest dla mnie jeszcze jedna istotna kwestia, która powinna przekonać Was o autentyczności słów i działań Mateusza Morawieckiego. Chodzi o jego decyzję o rezygnacji ze startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Mógł przecież wybrać bezpieczną, prestiżową ścieżkę – budować relacje międzynarodowe, wyciszyć działalność w kraju i spokojnie czekać na dogodny moment. Zamiast tego postawił wszystko na jedną kartę i rzucił się w najcięższą możliwą pracę: setki spotkań w terenie, trudne debaty, codzienną walkę z fatalnym rządem Tuska oraz nieustanną batalię o merytoryczny kształt oferty programowej prawicy. Nawet w sytuacjach, które musiały być dla niego wyjątkowo przykre, nie obraził się, nie odszedł i nie odpuścił. Zachował się jak prawdziwy lider.
Dlatego jestem członkiem Stowarzyszenia Rozwój Plus.
Czy te działania podważają przywództwo w PiS albo pozycję kandydata na premiera, prof. Przemysława Czarnka? Absolutnie nie. Pomyślcie sami: w sobotę organizowałem konferencję programową PiS poświęconą nauce z udziałem Prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Przemysława Czarnka, a we wtorek miałbym rozbijać partię? To po prostu absurd.
Jestem w stowarzyszeniu, bo wierzę, że prawica musi robić dwie rzeczy jednocześnie: konsekwentnie bronić swojego dorobku i suwerenności państwa, ale jednocześnie nie może ulegać chwilowym trendom, modom i emocjonalnym pokusom.
Potrzebujemy trwałej, merytorycznej oferty, która wychodzi poza codzienną walkę i buduje długoterminową wizję rozwoju Polski – taką, która przekonuje nie tylko najbardziej zmobilizowanych, ale też tych rozsądnych, zapracowanych Polaków, którzy dziś milczą lub są zniechęceni.Chcemy prawicy dumnej ze swojej historii, ale patrzącej odważnie w przyszłość. Bo Polska zasługuje nie tylko na to, żeby nie być rządzona przez Tuska.
Polska zasługuje na to, żeby znowu dynamicznie rosnąć, być silna gospodarczo i patrzeć w przyszłość z wiarą i podniesioną głową.