
Obowiązkowa „edukacja zdrowotna”? Nie oszukujmy się, to kolejna próba przepchnięcia lewicowej ideologii pod przykrywką troski o dzieci. Na szczęście są jeszcze szkoły, które potrafią myśleć samodzielnie. Tak jak wcześniej ignorowały absurdalne zakazy prac domowych, tak teraz coraz częściej nie zamierzają bezrefleksyjnie wykonywać poleceń Ministerstwa Edukacji, które zamiast uczyć, próbuje wychowywać dzieci według jednej, narzuconej wizji świata. Bo to nie jest żadna „edukacja”. To jest próba wejścia z butami w wychowanie naszych dzieci. I powiem wprost: rodzice mają do tego pełne prawo, żeby się temu sprzeciwić. To nie urzędnik z Warszawy, nie minister i nie politycy będą decydować o tym, jakie wartości przekazujemy naszym dzieciom 🙂 Najciekawsze jest jednak co innego. Wystarczy porozmawiać z rodzicami, z nauczycielami i z dyrekcją. Nagle okazuje się, że ogromna większość myśli dokładnie tak samo. Nawet jeśli rozmawiasz z rodzicami będącymi wyborcami Koalicji Obywatelskiej (ale nie mówcie nikomu) 😁 Tylko przez lata wielu bało się powiedzieć to głośno. Ten strach się kończy ❤️ Od: @KlaudiaDomagala























