
Polski polityk to dziś ktoś, kto potrafi wyprzeć się absolutnie wszystkiego.
To ktoś, kto może obrażać ludzi bez konsekwencji, zmieniać zdanie jak kameleon, a gdy zrobi się gorąco — udawać, że nigdy nie należał do żadnej partii. Przykładów nie brakuje.
Polski polityk nie ma przekonań. Ma jedynie kalendarz wyborczy.
Gdy zbliża się kampania, nagle zmienia barwy, poglądy, sojusze.
A przecież prawda jest banalna:
polityk w Polsce to pracownik Narodu.
Pensję dostaje z naszych podatków.
Powinien dziękować na każdym kroku, że społeczeństwo zatrudniło go do reprezentowania jego interesów. Powinien działać dla wyborców, a nie dla partyjnych pryncypałów.
A teraz spójrzcie na tę „elitę”, która od trzydziestu lat siedzi przy korycie.
Czy widzicie tam ludzi wolnych?
Czy widzicie mężów stanu?
Czy widzicie kogokolwiek, kto nie ma nad sobą partyjnego właściciela?
Czy naprawdę tak miała wyglądać wolna Polska?
Chcielibyście to zmienić.
Chcielibyście to naprawić.
Chcielibyście, żeby wreszcie było normalnie.
To pytanie nie jest retoryczne.
To pytanie jest o przyszłość.

Polski











