ppłk rez. Maciej Korowaj@Maciej_Korowaj
GRA CIENI - Żelazna kurtyna dla elit.
Ucieczka Denisa Bucajewa odsłania pęknięcia w systemie Putina
Były wiceminister i pełniący obowiązki gubernatora obwodu biełgorodzkiego Denis Bucajew znika z Rosji trasą przez Białoruś i Turcję, prawdopodobnie do Stanów Zjednoczonych.
Dla Kremla to nie tylko zdrada wysokiego urzędnika, ale sygnał, że własny aparat zaczyna szukać dróg ewakuacji z tonącego systemu.
Kim jest Denis Bucajew
Denis Bucajew nie jest celebrytą rosyjskiej polityki. To człowiek z samego środka systemu, były wiceminister zasobów naturalnych Federacji Rosyjskiej, współtwórca tak zwanej „reformy śmieciowej”, były pełniący obowiązki gubernatora obwodu biełgorodzkiego i szef państwowego operatora odpowiedzialnego za gospodarkę odpadami. To elita technokratyczna na styku pieniędzy, regionów i służb. Ja go klasyfikowałem na druga linie ale ważne ogniowo na tylu celebrytów kremlowskich i ludzi do roboty przy trybach Imperium.
Ucieczka z samego środka systemu
Właśnie z tego poziomu systemu nastąpił wyciek. Bucajew zostaje zdymisjonowany 22 kwietnia. Niedługo potem znika z rosyjskiej przestrzeni, korzystając z klasycznego szlaku prowadzącego przez Białoruś i Turcję.
Dodam, że jego rodzina od dawna mieszka w Stanach Zjednoczonych, w rejonie Miami. Trasa jest logiczna, a cel wydaje się oczywisty. Z perspektywy Kremla to zdrada w czasie wojny, z perspektywy Zachodu oraz służby cenny prezent z człowiekiem posiadającym wiedzę z wnętrza systemu - to nazywam okazją, którą żaden szanujący się wywiad nie może przepuścić.
Od tego momentu zaczyna się Gra Cieni, w której przeplatają się różne możliwe scenariusze.
Scenariusz pierwszy – ucieczka oportunisty
Pierwszy scenariusz przedstawia Bucajewa jako oportunistę uciekającego przed czystkami. Widzi, że wokół „reformy śmieciowej” narasta presja i że w rosyjskim systemie nie trzeba być winnym, wystarczy, że ktoś wpływowy potrzebuje ofiary.
Szuka wyjścia awaryjnego, sięga po prywatne kontakty, korzysta z luk w kontroli granicznej i pomocy ludzi, którzy za odpowiednią korzyść finansową przymkną oko na jego wyjazd. Kiedy znajduje się już poza zasięgiem rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości, dopiero wtedy zgłasza się do przedstawicieli Stanów Zjednoczonych.
W takim ujęciu zachodnie służby nie organizują spektakularnej ewakuacji z Moskwy, lecz przyjmują człowieka, który sam wydostał się z systemu.
Scenariusz drugi – wewnętrzna siatka ratunkowa elit
Drugi scenariusz zakłada istnienie wewnętrznego kanału ewakuacyjnego dla przedstawicieli elit. W rosyjskim aparacie władzy od lat działają nieformalne sieci bezpieczeństwa dla ludzi „swoich”, powiązania pozwalające w razie potrzeby wyprowadzić zagrożonego urzędnika z kraju zanim dotrą do niego funkcjonariusze służb.
Ktoś w strukturach bezpieczeństwa lub administracji ma wgląd w plany zatrzymań. Uprzedza Bucajewa, zapewnia mu czasowy brak kontroli, wskazuje odpowiedni termin wyjazdu i bezpieczne przejścia.
Bucajew ma zostać przeniesiony do państwa trzeciego, które zapewnia względny spokój. Na końcu takiego kanału zawsze pojawia się jednak odbiorca z zewnątrz, który oferuje trwałą ochronę polityczną i prawną.
Scenariusz trzeci – operacja służb specjalnych
Trzeci scenariusz jest najbardziej widowiskowy i jednocześnie najmniej możliwy do zweryfikowania. Zakłada, że Bucajew był od pewnego czasu źródłem informacji dla Zachodu, jeszcze jako urzędnik i jako gubernator regionu przyfrontowego.
W pewnym momencie jego opiekunowie dochodzą do wniosku, że jego czas w systemie dobiega końca, a czystki zbliżają się niebezpiecznie blisko. Wtedy pojawia się osoba ulokowana w rosyjskich strukturach, która zapewnia „okno” na wyjazd oraz ograniczenie kontroli.
Przelot przez Białoruś i Turcję wygląda jak prywatna podróż, ale kolejne etapy pobytu za granicą są już zsynchronizowane i nadzorowane. Na obecnym etapie brak jednak jawnych dowodów, które pozwalałyby w odpowiedzialny sposób stwierdzić, że właśnie tak wyglądał przebieg wydarzeń.
Dziurawy system Putina i strach przed kolejnymi ucieczkami
W każdym z tych wariantów wspólny element pozostaje niezmienny. Bucajew nie był w stanie zorganizować wyjazdu wyłącznie własnymi siłami, bez pomocy z wnętrza aparatu.
Ktoś go uprzedził, ktoś w odpowiednim momencie stworzył możliwość wyjazdu, ktoś zadbał o to, aby część mechanizmów kontrolnych nie zadziałała.
Tą osobą mógł być skorumpowany generał, przedstawiciel frakcji w służbie bezpieczeństwa, urzędnik z Administracji Prezydenta grający przeciwko rywalom albo uczestnik nieformalnej siatki powiązanej z zachodnim wywiadem.
Z punktu widzenia Kremla nie ma znaczenia, kto dokładnie pomógł. Liczy się fakt, że system, który miał być szczelny, okazał się dziurawy. Stąd tak gwałtowna reakcja władz.
Pojawia się żądanie odnalezienia „zdrajcy” w strukturach bezpieczeństwa, pojawiają się propozycje dalszego ograniczenia wyjazdów urzędników, nawet do formalnie sojuszniczych państw, a także narracja o zdradzie stanu w warunkach szczególnego zagrożenia.
Nie jest to odpowiedź na pojedynczy przypadek, ale próba zastraszenia całej warstwy ludzi posiadających paszporty, wpływ na budżety i wiedzę na temat funkcjonowania państwa, którzy w każdej chwili mogą stać się obiektem zainteresowania służb obcych państw.
W takim ujęciu Denis Bucajew przestaje być bohaterem sensacyjnej ucieczki, a staje się wskaźnikiem stanu systemu.
Jeżeli urzędnik tego szczebla jest w stanie opuścić kraj, oznacza to, że rosyjska elita coraz poważniej szuka dróg wyjścia awaryjnego.
Im ciaśniej Kreml będzie domykał „żelazną kurtynę” dla swoich urzędników, tym więcej będzie znaczył każdy kolejny, któremu uda się przez nią przedostać.
Pozdrawiam i dziękuję.