
Ectuspolonus
27.3K posts

Ectuspolonus
@ectuspolonus
Belfer. Polonista. Choruję na chroniczne literówki, za które przepraszam. Czytam o książkach, czasem piszę, ponoć coś wiem o szkole.


A za 18 dni mundial









🚨Marek Papszun: To był ostatni mecz, więc krótkie podsumowanie. Myślę, że za nami bardzo udana runda. Osiem zwycięstw, sześć remisów, dwie porażki. Średnia punktowa 1,9 – przy całym sezonie na pewno dałoby wiadomo co. Poprzednia runda była słaba, dźwignęliśmy się z tego i to największa wartość – oprócz tego, że udało nam się wprowadzić standardy pracy i fundamenty pod kolejny sezon, jeśli chodzi o zespół, sztab. Sądzę, że to owocny czas, oprócz wyników. Wprowadziliśmy też trzech młodych zawodników do gry, co – w trudnej rundzie – to duża sprawa. Trzy debiutu z akademii to rzadkość. ℹ️ @LegiaNet



#PrzewodzikKsiążkowy (wypisy) #PrzewodzikSportowy Tego dnia w 2006 roku zmarł Kazimierz Górski, piłkarz i trener piłkarski (a ja tylko chciałbym zwrócić uwagę, że to już druga dziś książka Mirosława Wlekłego, którą cytuję) „Maria umiera w wieku osiemdziesięciu siedmiu lat, trzy miesiące po operacji męża. Kazimierz z początku milczy, nie wspomina o żonie. Kiedy w Święto Zmarłych rodzina zabiera go na cmentarz, prosi syna, by odwiedził grób dalszych krewnych. Zostaje sam i przez pół godziny wpatruje się w grób Marii. Dariusz Górski: – Dziesięć lat walki. Kiedy mama umarła, przestał walczyć od razu. Nie wiedziałem, jak mu to powiedzieć. Ktoś musiał: „Tato, mama odeszła”. „Chyba żartujesz”. Momentalnie zgasły mu oczy. Lekarz mówi, że i dla Kazimierza nie ma już ratunku, trzeba tylko zadbać o komfort reszty życia. Kazimierz komfortu nie czuje. – Nie będę brał żadnych pastyl – protestuje. Proszkami rzuca pod sufit. Koniec z przypalonymi pierogami. Je krupnik, buraczki, banany. Jak nie chce jeść, macha ręką, rozlewa zupę. Żołądek coraz mniej przyswaja. Siemienia lnianego Górski nie cierpi. – Eluniu, zabierz to ode mnie – błaga. Dariusz przyrządza tatara, daje ojcu spróbować, organizm nie przyjmuje. Urszula przysyła z Grecji wspaniałą fetę, Berenika przyrządza awanturkę – dziadek też nie da rady. Wnuczka nie może sobie wybaczyć, że nie zaproponowała mu jej tydzień wcześniej; może wtedy by jeszcze zjadł? Michał Listkiewicz przywozi ze Lwowa piwo, Kazimierzowi uśmiechają się oczy. Wypija pół szklanki. – Tato, co ty robisz? – Dariusz próbuje go powstrzymać. Ojciec odpowiada, że to już ostatnie. I ostatnie wspomnienie Lwowa. Mimo wszystko szykuje się na mundial w Niemczech. Ma zaproszenie od Beckenbauera na mecz Polski z Niemcami. Niewiele wcześniej z domu krótko komentował mecze dla telewizji. – Mówił same komunały, z trudnością wyrażał myśli – wspomina Dariusz Górski. W swoje osiemdziesiąte piąte urodziny Kazimierz nie rusza się już o własnych siłach. Prezydent Lech Kaczyński wręcza mu Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Ceremonia odbywa się trzeciego marca 2006 roku, dzień po urodzinach. Przybywają piłkarze różnych pokoleń, których szkolił Górski: Gmoch, Strejlau, Piechniczek, Domarski, Ćmikiewicz, Musiał, Tomaszewski, Lato, Żmuda. Michał Listkiewicz: – Uroczystość była tak kapitalna, że pierwszy raz widziałem pana Kazia wzruszonego. A on nie był skłonny do wzruszeń. Stało się coś, czego nigdy wcześniej nie widziano. Kazio, siedząc na wózku, płakał. A przecież on nawet po wielkich zwycięstwach nie płakał. Kiedy na urodziny starszego brata przychodzi Jan, widzi, jak źle Kazimierz wygląda. Kiedy później zobaczy go w szpitalu, będzie przerażony. Od tamtych dni stan Górskiego szybko się pogarsza. – Zobacz, Eluniu, zamiast lepiej, to jest gorzej, musimy coś z tym zrobić – mówi do synowej. Elżbieta Górska: – Zgraną parą byliśmy. – Eluniu, załatw to, przynieś tamto – prosi Kazimierz. Wie, że na synową może liczyć. Elżbieta opiekuje się nim już od dziesięciu lat. Dwudziestego ósmego kwietnia Kazimierza zabiera pogotowie. Nie wróci już do domu. Prawie nie ma siły mówić. W szpitalu przy Wołoskiej lekarz nie owija w bawełnę: – Ma pan dwa lata, dwa miesiące lub dwa tygodnie. Lesław Ćmikiewicz: – Jak on się wtedy już męczył! Wszystko go już bolało. Jakby od Boga dostał jakąś karę, nie wiadomo za co. Nie zasłużył sobie na to. Dzięki pomocy PZPN ma komfortowe warunki: jest sam w pokoju, nie wszyscy są do niego wpuszczani. Związek wynajmuje nawet ochroniarzy. Siedzą w szpitalu na zmianę i pilnują, by Górskiego nie fotografowali paparazzi, nie zaglądali do niego gapie. Najwięcej dyżurów bierze Robert. Na piłce nożnej się nie zna, ledwie wie, kto to Górski. Praca jest dobrze płatna, chce dorobić. Nie spodziewa się, że okazji do zarobków będzie więcej. Jeden z fotoreporterów proponuje mu dwadzieścia tysięcy. Ma wpuścić go na minutę. Robert bierze plik banknotów, rozrzuca po korytarzu. Fotoreporter zbiera dobrych kilka minut. Kiedy przychodzi Berenika, Robert staje jej na drodze. Nie wpuści jej do chorego, zanim dobrze nie sprawdzi, kim jest. Kiedy Kazimierz zacznie wyć z bólu, Robert jest przy nim i trzyma go za rękę, a jednocześnie dzwoni po Berenikę. (Wkrótce Berenika i Robert zwiążą się, swojemu pierwszemu synowi dadzą na imię Kazimierz). – Lesiu, ja chcę już umrzeć – zwierza się Górski Ćmikiewiczowi. Prosi, aby zawołać Józia Baryłę. Berenika Górska: – Kiedy umierał, mówił tylko o babci. Że takich dziewczyn już nie ma. Dwudziestego trzeciego maja Elżbieta z Bereniką krótko po północy wracają ze szpitala. O siódmej odbierają stamtąd telefon z informacją o zgonie. Kazimierz umiera rok, miesiąc i jeden dzień po Marii. To synowa słyszy ostatnie słowa „trenera tysiąclecia”: – Eluniu, chcę na trawę”. Mirosław Wlekły „Górski. Wygramy my albo oni”, Kraków 2021



























