rofl
1.6K posts




Ukraina uruchamia seryjną produkcję pierwszego pocisku balistycznego „Sapsan” — poinformował dyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem, Walentyn Badrak. Badrak niedawno przekazał informacje o udanych testach przeprowadzonych w maju tego roku. Według jego relacji rakieta trafiła w cel oddalony o 300 kilometrów. — Szczerze mówiąc, sukces był możliwy dzięki właściwemu zarządzaniu programem rakietowym. Od lipca 2024 roku za jego koordynację odpowiada nowy wiceminister obrony, Anatolij Kłoczko. To właśnie wtedy ciężar odpowiedzialności przeszedł z Ministerstwa Przemysłu Strategicznego do Ministerstwa Obrony. I to logiczne — resort obrony jest przecież bezpośrednim zamawiającym i realizuje wszystkie programy z zakresu współpracy wojskowo-technicznej — powiedział Badrak w rozmowie z LIGA.net. Rakieta „Sapsan” wchodzi teraz do seryjnej produkcji. Jest zdolna do przenoszenia głowicy bojowej o masie 480 kilogramów — niemal dwukrotnie więcej niż amerykańska ATACMS, której wersja odłamkowo-burząca waży 227 kilogramów. Jak podkreśla Badrak, istotną cechą pocisków balistycznych jest ich ogromna prędkość i siła rażenia. W testach „Sapsan” osiągnął prędkość 5,2 Macha (około 6370 km/h). Dla porównania, amerykańska rakieta ATACMS rozwija prędkość do 3 Macha, a rosyjski „Iskander-M” — około 6 Macha. Jedną z kluczowych zalet „Sapsana” jest jego paraboloidalna trajektoria lotu, która znacznie utrudnia przechwycenie pocisku przez konwencjonalne systemy obrony powietrznej. Badrak przypomniał, że nawet starsze amerykańskie rakiety ATACMS, poruszające się podobnym torem, w warunkach bojowych nie zostały przechwycone przez przeciwnika.


Zadaj sobie jedno pytanie: dlaczego irańskie rakiety przeleciały nad przestrzenią powietrzną Arabii Saudyjskiej, zanim uderzyły w cele w Izraelu? To nie była pomyłka, błąd nawigacyjny ani techniczna konieczność. To była wiadomość – wielowarstwowy sygnał skierowany do trzech adresatów: Rijadu, Tel Awiwu i Waszyngtonu. W świecie geopolityki trajektoria lotu rakiety bywa równie wymowna jak miejsce jej uderzenia. Wybór trasy przez saudyjską przestrzeń powietrzną oznaczał jedno: Iran chciał sprawdzić, czy Arabia Saudyjska wciąż jest lojalna wobec amerykańskiego układu bezpieczeństwa – czy też przesunęła się już do nowego obozu wielobiegunowego, gdzie lojalność jest wyłącznie transakcyjna. W przeszłości ataki Iranu lub jego sojuszników w regionie omijały saudyjskie terytorium. Tym razem nie. Rakiety mogły polecieć przez Irak lub Syrię – jak to bywało wcześniej – ale zamiast tego przeleciały przez przestrzeń powietrzną państwa, które od dekad stanowiło filar amerykańskiej architektury bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Brak reakcji ze strony Arabii Saudyjskiej – mimo rozbudowanego systemu radarowego i koordynacji z siłami USA – był być może bardziej znaczący niż sam atak. W analizie OSINT-owej czasem to, czego nie zrobiono, mówi więcej niż to, co się wydarzyło. Mało kto dziś pamięta, że za pierwszej prezydentury Donalda Trumpa, premier Netanjahu regularnie – dosłownie co dwa tygodnie – zabiegał o pozwolenie na zbombardowanie Iranu. Trump konsekwentnie odmawiał. Doskonale rozumiał, że pełnoskalowy konflikt z Iranem pociągnąłby za sobą destabilizację regionu, eksplozję cen ropy i głębokie zaangażowanie militarne USA. Choć uchodził za twardego gracza, to wiedział, kiedy należy powiedzieć „nie”. Dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej. Trump powrócił do Białego Domu, a jego administracja – mimo retoryki o unikaniu wojen – udzieliła zgody na izraelskie operacje ofensywne wobec Iranu. Zgoda ta obejmowała nie tylko ogólne przyzwolenie, ale według przecieków – także współudział w wyznaczaniu celów. To czyni Waszyngton współodpowiedzialnym za eskalację i czyni z obecnej administracji współsprawcę izraelskich ataków. Zmiana ta nie dokonała się z dnia na dzień. Była sygnalizowana od dawna – zarówno przez dane typu OSINT, jak i zmieniające się wzorce w relacjach dyplomatycznych. Już w 2023 roku – po chińskim pośrednictwie w porozumieniu Teheran–Rijad – Arabia Saudyjska zaczęła wyraźnie dystansować się od izraelskiej strategii „maksymalnego nacisku”. Saudyjczycy przestali być bezwarunkowym sojusznikiem Waszyngtonu i Tel Awiwu – zaczęli grać własną grę. Iran to zauważył i postanowił to przetestować – nie siłą, ale ruchem symbolicznym. Chodziło o sprawdzenie, czy Rijad będzie bronić Izraela własnym terytorium. Odpowiedź już znamy. To tylko jedna z wielu oznak głębszej zmiany: rozpadu jednobiegunowego układu bezpieczeństwa i powstawania nowych, elastycznych bloków interesów. Iran coraz śmielej testuje czerwone linie. Arabia Saudyjska gra na wielu fortepianach jednocześnie – rozmawia z Chinami, Iranem, USA i Rosją. Izrael przyspiesza działania, mając świadomość, że regionalna dominacja może nie potrwać wiecznie. To wszystko było widoczne – w danych, zdjęciach satelitarnych, przemilczeniach, ruchach flot, przeciekach dyplomatycznych. Sourcing i OSINT – jeśli są stosowane systemowo – potrafią pokazać takie przesunięcia wcześniej niż główne media. Wystarczyło spojrzeć na trajektorie, harmonogramy spotkań, zmieniające się wzorce milczenia i aktywności. Dlatego dziś, w czerwcu 2025, geopolityka to nie tylko pytanie „kto kogo zaatakował”. To pytanie o to, komu pozwolono lecieć nad swoim niebem – i kto odwrócił wzrok. #Geopolityka #OSINT #Sourcing #Iran #Izrael #ArabiaSaudyjska #USA #Trump #BliskiWschód #Bezpieczeństwo #DataDriven #Wielobiegunowość #NarrativeIntelligence #Strategia #AltAnalysis #AnalizaDanych #Geostrategia

Za to, co dzieje się w kraju - odpowiada rząd. Czy premier odniósł się do masakry w Toruniu?! Czy zapowiedział wyprowadzenie emigrantów z kraju?! Czy czeka na to, aż sprawa przycichnie?! nowosci.com.pl/wenezuelczyk-u…













