
Wiktorio, wybacz nam.
Koniecznie przeczytajcie o śmierci Wiktorii Roszczyny — dziennikarki, która całe swoje życie poświęciła, by świat zobaczył prawdę o rosyjskiej agresji.
Została zakatowana w rosyjskim łagrze (dosłownie — łagrze, a nie w kolonii karnej, którą w Polsce czasem nazywają „łagrem”) 19 września 2024 roku w Kizelu, w Kraju Permskim. Nie jako żołnierz, nie jako przestępca — ale jako cywilna zakładniczka.
Rosjanie porwali ją, torturowali, głodzili. Kiedy przewozili ją z Taganrogu, świadkowie mówili, że wyglądała już jak „człowiek-szkielet”.
W więzieniu w Kizelu przeżyła piekło.
Ludzi tam bito do nieprzytomności. Kobiety też. Golono im głowy, a krzyk i płacz niósł się po korytarzach. To były tortury, zadawane systematycznie, bez końca.
Jej ciało, gdy wróciło do Ukrainy, było w takim stanie, że nawet medycy nie mogli przeprowadzić pełnych badań. Zostały tylko domysły i świadectwa innych więźniów.
W październiku 2024 roku ojciec Wiktorii otrzymał list z rosyjskiego Ministerstwa Obrony, że jego córka zmarła. Nie było w nim żadnych szczegółów — ani jak, ani gdzie to się stało.
8 sierpnia 2025 roku dziennikarka Wiktoria Roszczyna została pochowana w Kijowie. Waga jej ciała wynosiła mniej niż 30 kg.
Wiktoria ryzykowała wszystkim, żeby prawda o wojnie dotarła do ludzi. Zapłaciła za to najwyższą cenę.
Nie wolno nam o niej zapomnieć. Jej imię powinno być wołaniem o sprawiedliwość. Bo jeśli świat zamilknie, to takich Wiktorii będzie więcej.
Spoczywaj w pokoju, Wiktorio. Вічна памʼять 🖤

Polski
