Kamil Całus@KamilCaus
Nie wchodząc w detale, bo nie mam na to przestrzeni i sił chciałbym tylko krótko nawiązać do krążących w ostatnich dniach po naszej infosferze postów dotyczących 🇷🇴⚔️🇪🇺rumuńskiego SAFE i próbującego (wedle doniesień medianych) wyciągnąć od Bukaresztu więcej pieniędzy Rheinmetallu.
Czuję się po prostu wywołany przez temat.
🧐Sprawa jest dużo bardziej złożona niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie jest to prosta - i jakże chwytliwa publicystycznie - opowieść o “chciwej korporacji” (do tego niemieckiej) i biednym, wykorzystywanym rumuńskim rządzie i podatniku.
To raczej dłuższa saga, w której - poza wspomnianym aktorem z nad Renu (grającym na siebie, co chyba nie może dziwić) - niebagatelną i negatywną dla rumuńskiego interesu i budżetu rolę odegrały władze w Bukareszcie. Rumuni w dużej mierze sami się “zakiwali” ustawiając się w pozycji, która aż prosiła się o wykorzystanie…
Trzeba Wam wiedzieć, że Rheinmetall od początku miał w Karpatach pozycję szczególną. Pisałem o tym swego czasu w dłuższym poście poświęconym rumuńskim wydatkom w ramach SAFE - wklejam niżej w komentarzu). Dość przypomnieć ,że rząd Bolojana jesienią 2025 roku zaprosił CEO tej korporacji na konferencję prasową do Pałacu Victorii (siedziby premiera), a to przywilej zarezerwowany zwykle dla
wysokiej rangi zagranicznych dostojników. Reńskim konsekwentne i od lat wysyłano sygnał, że są oni głównym partnerem dla władz.
👉Kiedy dana firma wie, że jest jedynym realnym kandydatem do sporego kontraktu, a do tego widzi, że to nabywca jest “na musiku” bo deadline (koniec maja) na podpisanie umowy tyka — to po prostu używa tej wiedzy.
Rumuni w efekcie po prostu sami pozbawili się dźwigni negocjacyjnej (spektakularny błąd, szczególnie dla narodu o silnych, postosmańskich tradycjach kupieckich). Ba, część potencjalnych konkurentów o SAFE-owe umowy z góry wykluczono.
Paradoks polega na tym, że minister Miruță (ps. jego nazwisko wymawia się Mirtuca, przez “c” i miękkie “a”, co pozostawiam uwadze pewnych dziennikarzy) — który teraz grzmi o “spekulantach” i krytykuje “niespodziewane” podwyżki wartości kontraktów sam jako minister gospodarki był w listopadzie 2025 przy podpisaniu spółki joint venture z Rheinmetallem (chodzi o fabrykę prochu i amunicji Victoria, o czym szerzej nieco później) i ogłaszał tę współpracę jako wielki sukces.
👉‼️Polityk twierdzący dziś, że “nie będzie negocjował ze związanymi z tyłu rękami” sam sobie w praktyce te ręce (w sensie metaforycznym) zawiązał.
Żeby było zabawniej, gdy później konfrontowano go z zarzutami o niesymetryczne negocjacje z preferowanym dostawcą ten twierdził, że „to nie MON decydował, do kogo wysyłano zapytania ofertowe", zapominając chyba o tym czym zajmował się na poprzednim stanowisku ministerialnym.
Ale fatalny modus negocjacyjny to jedno. Jest jeszcze problem z wiarygodnością Rumunii jako partnera w kontraktach zbrojeniowych. A tu bywa… różnie.
Pamiętacie wspomnie już listopadowe rozpoczęcie inwestycji w fabrykę prochu (Zakłady Victoria). Joint venture miało być finansowane przez Rheinmetall i Rumunów. Niemcy byli głównym źródłem finansowania dla wartego ponad pół miliarda euro projektu. Rumuni dać mieli ok. 20%.
Później, mimo że Bukareszt zdołał dzięki (w uproszczeniu) renegocjacjom i refinansowaniu zmniejszyć rozmiar swojego wkładu własnego do mniej więcej połowy tej kwoty (czyli do ok. 50 mln euro) to… nie wywiązał się z płatności. 💶🚫
Powyższa historia to tylko jeden z wielu przykładów na to jak trudna bywa współpraca obronna z Rumunami (polecam sagę o programie budowy / zakupu korwet, ho ho…). Tego typu doświadczenia skłaniają kontrahentów do tego by ryzyko transakcyjne kompensować albo wyższymi cenami.
No i tak…
‼️Na koniec raz jeszcze podkreślę. Nie chodzi mi o obronę Rheinmetallu czy innej spółki, która na finiszu negocjacji podnosi ceny sprzętu. Zależy mi jednak na pełnym obrazie i zwróceniu uwagi na to jak ważna jest w całym procesie rola i zręczność władz.