

Przemysław Winiarski - lekarz, radny miasta Piotrków Trybunalski. Dochód z prywatnej praktyki lekarskiej - 1,065,886.06 PLN #konowałposting
Alexander Kruk
541 posts



Przemysław Winiarski - lekarz, radny miasta Piotrków Trybunalski. Dochód z prywatnej praktyki lekarskiej - 1,065,886.06 PLN #konowałposting


Na grupie Porozumienie Rezydentów OZZL ponure nastroje...

W temacie #konowałposting chciałem zwrócić uwagę na absurd ekonomiczny, który od lat wyjątkowo mnie wkurwia. Niedawno słyszeliśmy, że po rekordowych naborach na medycynę Ministerstwo Zdrowia (oraz środowisko lekarskie - z powietrza w MZ ten pomysł się nie wziął) uważa, że nie ma potrzeby dalszego zwiększania limitów przyjęć, bo trzeba „racjonalnie wydawać środki publiczne” i zapewnić przyszłym lekarzom możliwości zatrudnienia oraz rozwoju zawodowego. I to jest właśnie ten sposób myślenia, który mnie rozwala… Wyobraźcie sobie identyczną dyskusję o inżynierach, ekonomistach, socjologach, programistach czy biologach molekularnych. „Nie zwiększajmy liczby absolwentów, bo mogliby mieć problem ze znalezieniem pracy”. No każdy zdrowy na umyśle człowiek pukałby się w głowę. A tymczasem w przypadku jaśniepaństwa lekarzy nagle uznajemy za normalne, że to państwo (pod dyktando samego środowiska) powinno centralnie zaplanować podaż pracowników i decydować, ilu ludzi w ogóle może wejść do zawodu. Ekonomiczne skutki są oczywiste. Jeżeli administracyjnie ogranicza się liczbę osób mogących zostać lekarzami, to zmniejsza się podaż pracy, zwiększa siłę negocjacyjną obecnych lekarzy, podnosi koszt ich pracy i utrudnia dostęp pacjentów do świadczeń. A potem wszyscy robią pikachuface.jpg i zaskoczeni wysokimi stawkami, brakiem specjalistów i kolejkami. Inna sprawa, że w ogóle samo to założenie stojące za takim podejściem, a odmieniane przez wszystkie przypadki, jest bardzo wątpliwe. Teza „Mniej miejsc = lepsi lekarze” jest nie do obrony ani z punktu widzenia ekonomii, ani wiedzy o procesach edukacji. Mniej miejsc oznacza jedno: silniejszą selekcję na wejściu. Nie ma powodu zakładać, że osoba, która nie dostała się na medycynę przy limicie 10 tys. miejsc, byłaby gorszym lekarzem od osoby przyjętej przy limicie 8 tys. Od DEKAD próbujemy leczyć skutki polityki ograniczania podaży lekarzy, zamiast raz na zawsze usunąć jej przyczynę: otworzyć dostęp do zawodu, zwiększyć podaż lekarzy (do takiej jakiej chcą sami ludzie, a nie państwo) i umożliwić konkurencję.







fajnie że Pan rzecznik się przyznał ile dostaje konował zaraz po studiach. 11k na rękę, ciekawe jaki inny zawód może liczyć na takie zarobki na start xD wgl jaki zawód ma takie zarobki po 20 latach stażu???? obrzydliwa kasta, zaorać to wszystko w cholerę


