Jeremi Kwas
8.8K posts



Nawiązując do ostatniego wpisu o meblach: zamontowałem w kuchni ostatnie LEDy i dalej nie mogę zrozumieć jak za przeciętną kuchnię, przeciętnej wielkości moi znajomi dostawali wyceny po 35 000 - 40 000zł. Tutaj nic tyle nie kosztuje! Całość mojej przeciętnej kuchni ze sprzętem to koszt około 10 000zł. Szafki z lakierowanymi frontami jakieś 4000zł Piekarnik i płyta indykcyjna 1600zł Zmywarka 1300zł Blat laminowany 3,8cm 800zł (z cięciem) Zlew 300zł Wychodzi marża na kuchniach prawie jak u Deweloperów :D






Wpadam w pewien specyficzny stan ducha, gdy ludzie piszą mi, że walczę z kierowcami. Zwłaszcza, gdy robią to osoby uzurpujące sobie prawo do reprezentowania wszystkich kierowców. Bo przecież sam jestem kierowcą. I to takim, który naprawdę lubi samochody.





ILOŚĆ ROBOTY W DOMU Byłem ostatnio na piwie z dobrym kolegą. Mamy dość podobną sytuację życiową: pierwsza żona, jedno dziecko, praca w korpo. On pracuje jako ekspert, kasa circa 20k brutto. Mieszkanie rodzinne (4 pokoje) w kredycie, ale już niewiele zostało do spłaty. Samochód spłacony. Okazało się, że po macierzyńskim żona nie ma do czego wracać zasadniczo, witamy w januszexowej Polsce Anno Domini 2026. Ku jego zaskoczeniu żona powiedziała, że nie będzie szukać pracy i idzie na wychowawczy. Zgodził się. Minął rok. Żona była na wychowawczym zajmowała się jednym, zdrowym, fajnym dzieckiem. Sprzątaniem zajmowała się sprzątaczka. W opiece nad dzieckiem z doskoku pomagała niania. Żona zażądała teraz prawdziwej gosposi, czyli kogoś, kto oprócz sprzątania będzie także gotował. No i pana szlag trafił, bo taka gosposia to już bierze konkretny hajs. Gdyby się zdecydowali, wydają tyle samo kasy ile zarabiają. Żadnych nowych oszczędności, a idą ciężkie czasy. Kumpel przyszedł skonsultować to ze mną, czy faktycznie jest tyle roboty z 1 dzieckiem i ogarnięciem mieszkania, bo jemu się wydaje, że absolutnie nie. Kolega ogólnie jest mocno rozczarowany, bo hajtnął się z ładną, tradycyjną dziewczyną z wielodzietnej rodziny z Podlasia. Żona odmawia powrotu do pracy, bo uważa, ze dziecko potrzebuje cały czas matki, gdy ma 2.5- 3 lata. A obowiązki domowe ją przytłaczają. Co byście mu doradzili? To tak a propos dobrych związków z wczorajszej rozmowy: @tiszantul @tomo9000p



ILOŚĆ ROBOTY W DOMU Byłem ostatnio na piwie z dobrym kolegą. Mamy dość podobną sytuację życiową: pierwsza żona, jedno dziecko, praca w korpo. On pracuje jako ekspert, kasa circa 20k brutto. Mieszkanie rodzinne (4 pokoje) w kredycie, ale już niewiele zostało do spłaty. Samochód spłacony. Okazało się, że po macierzyńskim żona nie ma do czego wracać zasadniczo, witamy w januszexowej Polsce Anno Domini 2026. Ku jego zaskoczeniu żona powiedziała, że nie będzie szukać pracy i idzie na wychowawczy. Zgodził się. Minął rok. Żona była na wychowawczym zajmowała się jednym, zdrowym, fajnym dzieckiem. Sprzątaniem zajmowała się sprzątaczka. W opiece nad dzieckiem z doskoku pomagała niania. Żona zażądała teraz prawdziwej gosposi, czyli kogoś, kto oprócz sprzątania będzie także gotował. No i pana szlag trafił, bo taka gosposia to już bierze konkretny hajs. Gdyby się zdecydowali, wydają tyle samo kasy ile zarabiają. Żadnych nowych oszczędności, a idą ciężkie czasy. Kumpel przyszedł skonsultować to ze mną, czy faktycznie jest tyle roboty z 1 dzieckiem i ogarnięciem mieszkania, bo jemu się wydaje, że absolutnie nie. Kolega ogólnie jest mocno rozczarowany, bo hajtnął się z ładną, tradycyjną dziewczyną z wielodzietnej rodziny z Podlasia. Żona odmawia powrotu do pracy, bo uważa, ze dziecko potrzebuje cały czas matki, gdy ma 2.5- 3 lata. A obowiązki domowe ją przytłaczają. Co byście mu doradzili? To tak a propos dobrych związków z wczorajszej rozmowy: @tiszantul @tomo9000p




Niesamowite, że na tym świecie są ludzie, którzy z czystego egoizmu skazują dziecko na wadę genetyczną :] przecież adopcja nie istnieje. Po co się martwię, czy moja córka będzie zdrowa, skoro ludzie od tak, mając pełną świadomość, że partner/partnerka ma wadę genetyczną decydują się na potomstwo. Uwaga, ich córka również ma achondroplazję.










Kupowanie używanego fotelika to nie jest "sprytne rodzicielstwo". To czysty hazard, w którym stawką jest życie własnego dziecka. fotelik, który brał udział w wypadku nawet przy małej prędkości wizualnie może wyglądać jak nowy. Wewnątrz skorupy dochodzi jednak do mikropęknięć i odkształceń materiałów energochłonnych, które przy kolejnej kolizji, pękają jak skorupka jajka. Pewnie nawet nie wiecie, że fotelik ma swój termin ważności, byleby zaoszczędzić i cwaniaczyć w necie, że używki chodzą po 200 zł. Tyle właśnie jest warte dla was życie i zdrowie dziecka. Przestańmy traktować fotelik jak mebel, bo to sprzęt ratunkowy, który zapewnia Twojemu dziecku zdrowie i życie.






















