Michał

3.1K posts

Michał

Michał

@MLebioda26

Katılım Şubat 2022
230 Takip Edilen30 Takipçiler
Michał
Michał@MLebioda26·
@Lalalila67 @xxxxx23340 Carsona i McCaina w sumie dobrze byłoby dla OKC sprzedać, bo duża szansa, że ktoś ich podkupi po przyszłym sezonie i odejdą za darmo.
Polski
0
0
0
9
łałałiła
łałałiła@Lalalila67·
@xxxxx23340 ...przedłużenia które w sumie będą poniżej 18M żeby nie wchodzić juz od razu w 2nd apron. Brak Dorta osobiście uważam za wzmocnienie ;) ale Hartenstein wydaje sie jednym z kluczowym zawodników (nawet jeśli w serii że Spurs Wemby wyrzuca go z boiska na ławkę).
Polski
1
0
2
71
Niedźwiadek
Niedźwiadek@xxxxx23340·
Ten wybitny mecz przede wszystkim pokazuje, w jakich tarapatach jest reszta ligi. Żeby marzyć o pierścieniu, trzeba wspiąć się na poziom OKC i Spurs, a nawet trochę ten poziom przeskoczyć. Ponadto obie te drużyny wciąż mogą być jeszcze lepsze (zwłaszcza SAS). Dzisiaj prawdopodobnie nikt zarządzający pozostałymi organizacjami nie chce sobie odpowiadać na pytanie, czy są w stanie zbudować tak konkurencyjne ekipy.
Polski
13
0
94
4.7K
Przewodzik
Przewodzik@Przewodzik·
@marian_baczal Panie Marianie, dojrzałem do tego i może dobrym pomysłem były ranking, powiedzmy, 50 najgorszych polskich filmów, hm? Dobry pomysł? Myślę, że zabawy będzie sporo, choć to zrobiłbym za niedługo jednak, bo trzeba zebrać te wszystkie gnioty i gniotki.
Polski
15
1
102
1.7K
Przewodzik
Przewodzik@Przewodzik·
PrzewodzikHistoryczny PrzewodzikFilmowy Tego dnia w 1944 roku 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa zdobył Monte Cassino, a ja mam w związku z tym taką uwagę tylko załączając recenzje filmu "Czerwone maki", że my kompletnie nie potrafimy opowiedzieć światu o naszej historii i sprzedać jej jako coś atrakcyjnego i ważnego. Choćby ten film - kompletnie zmarnowany potencjał, a przecież bitwa o Monte Cassino to znakomita okazja do pokazania nie tylko polskiego heroizmu, ale też polskiej tragedii. Czy w tym wieku powstał choć jeden polski film historyczny, który ktoś w Dublinie, Atenach, Seulu czy Montevideo chciałby obejrzeć i poznać dzięki niemu naszą opowieść i nasz punkt widzenia? Zresztą pal licho obcokrajowców - czy my mam taki film dla siebie? Może "Miasto 44"...
Przewodzik@Przewodzik

#PrzewodzikFilmowy (minirecenzja) „Czerwone maki”, reż. Krzysztof Łukaszewicz (2024). Dziś odpocznijmy już od turystyki (jutro będzie finał, mam nadzieję całkiem ciekawy) i na chwilę zajmijmy się filmem, który pojawił się w końcu na VOD, a że w kinie nie widziałem, to nadrobiłem. Przemknęło mi kilka opinii na X, bardzo negatywnych, ale pomyślałem, że nie może być aż tak źle, no przecież to za duży temat, żeby tak położyć całkowicie. I teraz nie bardzo wiem co napisać, bo to jest po prostu bardzo słaby film. I to niemal w każdym elemencie. Bo ja już nie chcę się powtarzać, bo piszę właściwie ciągle to za każdym razem, gdy omawiam nowe polskie kino historyczne – przede wszystkim bardzo słaby scenariusz, drewniane dialogi, marne „czucie epoki” (jak zawsze problemy z uchwyceniem słowa i gestu), a tu jeszcze dochodzi nad wyraz przeciętne aktorstwo, że nazwę to delikatnie. No nic tu się nie klei, nic nie interesuje, nic nie każe podążać za bohaterami, kibicować im i choć to dotyczy tak ważnego wydarzenia historycznego właściwie nic nas ta historia opowiedziana w filmie nie obchodzi. Coś takiego zrobić legendzie Monte Cassino to jednak okropna sprawa. Film nie tyle jest nieudany, co raczej od początku do końca źle pomyślany – być może na papierze perspektywa bitwy i tego co się działo przed nią i po niej widziana oczami młodego chłopca wyglądała nieźle, ale na ekranie nie sprawdziła się zupełnie. A już skandalicznie poprowadzony jest wątek romansowy i nie, nie dlatego, że się pojawił (choć nie musiał rzecz jasna), ale dlatego, że jest po prostu okropny i całkowicie niewiarygodny. Dawno nie widziałem historii miłosnej pokazanej tak nieatrakcyjnie, tak bez wdzięku, a jednocześnie tak przewidywalnie. Nie pomagają młodzi aktorzy, choć po pierwszy scenach wydało się, że Nicolas Przygoda potrafi coś pokazać, to szybko okazał się że tylko bieganie i skoki. Potem jest bardzo słabo i w zasadzie można napisać, że młody aktor położył rolę po całości. Grająca jego miłość Magdalena Żak wypadła równie słabo, powiedzmy jednak że to może kwestia młodości, ale problem jest w tym, że tu w zasadzie nie ma żadnej dobrej roli – nic, zero, null. Lasota jako redaktor (wiadomo, że Wańkowicz), Żurawski jako Anders, Topa jako Sulik i właściwie cała reszta obsady są doskonale nijacy w swoich rolach i momentami wyglądało to trochę jak fabularyzowany dokument i to z tej niższej półki. Film nie ma dobre tempa, nie pojawia się ani przez moment nawet nie napięcie, ale choćby coś w rodzaju oczekiwania czy obietnicy lepszego fragmentu czy sceny. Prze dwie godziny na ekranie panuje absolutne rozmemłanie, o ile w pierwszymi drugim akcie jeszcze jest jakaś próba budowania postaci i ogólnej sytuacji (to wciąż jest na słabym poziomie), to w trzecim mamy już tylko takie wleczenie narracyjnego trupa, żeby tylko ten film jako tako dokończyć. Przyznaję, że momentami trochę przewijałem, bo jednak cenię swój czas. To film o bitwie, ale chyba nie zdziwię nikogo, że nie jest to jakiś spektakularny obraz pod tym względem i niewiele pozytywnego nie da się powiedzieć o batalistyce, szczególnie, że długimi fragmentami w ogóle niewiele jest widać. Jest to oczywiście sposób, można powiedzieć nawet artystyczny, na ukrycie braków i „low budget”. Po prostu nie pojmuje jak można w tak nieciekawy sposób przedstawić TAKĄ bitwę i nie jest to zmarnowana szansa - to szansa całkowicie pogrzebana. Jedyny plus to chyba tylko za kilka plenerów i poprawne zdjęcia, choć tu też szału nie ma. Dajmy sobie spokój z takim kinem, nie potrafimy zupełnie w te klocki, to jest całkowicie zmarnowana kasa. To nie znaczy, że powinniśmy porzucić kino historyczne, nie, róbmy takie filmy jak „Filip”, który pokazał, że można opowiadać o XX wieku w sposób zajmujący i bez kompleksów. Opowiadajmy o ludziach bardziej niż wydarzeniach, w małej historii też jest sporo do odkrycia, bierzmy przykład ze Stanisława Różewicza chociażby, który był w tym znakomity. A jak zobaczę zapowiedź kolejnej polskiej „superprodukcji historycznej” to będą jak ten Kościuszko patrzący na nas z nieba z wierszyka Gałczyńskiego… Ocena: 2,5/10

Polski
20
3
73
16.1K
Michał
Michał@MLebioda26·
@matbabiarz Wybór odrobinę kontrowersyjny, ale umówmy się, z takim front office to nawet Pops, Phil i Pat niewiele by poradzili.
Polski
0
0
0
142
KonstruktorRudenicz
KonstruktorRudenicz@Rudenicz·
Poniedziałkowy reminder: git-ludzie każdemu dadzą radę!
KonstruktorRudenicz tweet media
Polski
13
2
116
3.1K
Mateusz Babiarz
Mateusz Babiarz@matbabiarz·
🇬🇷 Grek 🇬🇷 Grek 🇷🇸 Serb 🇷🇸 Serb 🇨🇲 Kameruńczyk 🇷🇸 Serb 🇨🇦 Kanadyjczyk 🇨🇦 Kanadyjczyk Już ósmy z rzędu MVP NBA pochodzi spoza USA.
Polski
18
3
673
29.6K
Maciek
Maciek@maciekczalej·
@th30wlm4n Piżmak, szczurem wodnym zwany. Albo nutria. Z pierwszych pozyskiwaliśmy, nomen omen, piżmo. Z drugich słynne i pożądane kiedyś futra.
Polski
1
0
1
1.3K
Michał
Michał@MLebioda26·
@marian_baczal Critical drinker i Nerdrotic to guilty pleasure, książęta malkontentów
Polski
0
0
0
159
Marian Baczal 🇵🇱🇱🇦
Marian Baczal 🇵🇱🇱🇦@marian_baczal·
Nie oglądam filmów ani seriali ale subuję Drwala Rębajło i Critical Drinkera więc wiem że wszystko co teraz powstaje to straszne gówno. Dzięki temu mogę z sukcesami prowadzić dyskusje kulturalne na spotkaniach towarzyskich.
Polski
14
1
160
7K
Strider aka Obieżyświat ⚔️
Strider aka Obieżyświat ⚔️@Pielgrzym2025·
@OwackiPiot85338 @Przewodzik @MLebioda26 Na kobiety czasem działało „kwitnąca gałązko jabłoni”, udawały że kumają. Ale jak na dyskotece wyleciałem do pięknej barmanki „Nie wiem, czyliś jest bóstwem, czy panną śmiertelną, Lecz jeśliś jest mieszkanką ziemskiego padołu, Błogosławiony ojciec z matką twą” i mnie wyśmiały 😂
Polski
1
0
0
22
Przewodzik
Przewodzik@Przewodzik·
PrzewodzikFilmowy (minirecenzja) „Zamach na papieża”, reż. Władysław Pasikowski (2025). Panie Władysławie, ja za dobrze znam Pana chwyty, my naprawdę po raz kolejny marnujemy czas. I właśnie o ten czas mam najwięcej pretensji, bo oglądanie najnowszego filmu twórcy „Psów” to jest niebywałe wręcz marnotrawstwo. Choć w zasadzie nie do końca, bo jednak trochę oszukiwałem przy oglądaniu - robiłem sobie herbatę, byłem w toalecie, obciąłem paznokcie, a to wszystko bez klikania w przycisk pauzy. Nie było takiej potrzeby – jaki ten film będzie, wiedziałem niemal od początku. Choć znów – nie do końca, bo on mnie jednak zaskoczył. Przede wszystkim tym, że okazał się jeszcze głupszy niż myślałem. Bo tu zdecydowanie najgorszym elementem układanki filmowej jest zupełnie kretyński scenariusz. Ja wszystko rozumiem, można sobie mieszać fakty z fantazją i to nawet fajnie wychodzi, ale niechże to ma jakiś sens i cel. Tu nie ma – bo ta opowieść o polskim Szakalu, Brudnym Harrym i Foreście Gumpie, których wrzucono do niemłodego już ciała Bogusława Lindy razi scenariuszowymi dziurami, naiwnościami, nieścisłościami i ogólnym poczuciem żenady narracyjnej. Nic się nie zgadza w tej opowieści, ale jest sporo trupów, mnóstwo bluzgów, bon motów z odzysku i żartów piątej świeżości, więc „dzieje się sporo”. Bez sensu, ale sporo. Swoją drogą postać Bruna, którego gra Linda, to taka stara marynarka, która ma nie tylko łaty na łokciach, ale też w każdym innym miejscu i ten wygląd patchworkowej narzuty może budzić tylko politowanie. Bo czego tu nie ma – no wszystko jest: a to zadźganie molestującego księdza w wieku 11 lat, a to zabicie Bieruta w Moskwie, a to ślub z Żydówka i jej emigracja w 1968 rok, a to rekord w długości celnego strzału, a to udział w wojnie sześciodniowej i wiele innych przygód wylosowanych z kalendarium Polski Ludowej, a brakowało chyba tylko grania z Wałęsą w ping-ponga w Arłamowie. Wiarygodność tej postaci, także przez kabotyńskie nawyki Lindy, jest zerowa, w dodatku cały czas reżyser pozbawia nas chęci do życzliwszego spojrzenia na tego emerytowanego żołnierza, bo wkłada mu w usta pretensjonalne linijki, które tłumaczą nam jego „skomplikowany świat dwuznacznej moralności”. Linda w sweterku i M65 jest już tylko karykaturą nie tylko swoich dawnych postaci, ale też tych legendarnych, do których mamy te ewidentne nawiązania – Stachura, De Niro z Taksówkarza czy choćby wspomnianych wyżej Szakala czy Brudnego Harry’ego, bo Gumpa dodałem rzecz jasna złośliwie. Zresztą w tym filmie żadna postać nie jest wiarygodna, no może ten wojskowy grany przez Czopa coś tam w sobie odrobinę ma, ale czy to Gruszka jako prostytutka, czy Zamachowski jako lokalny milicjant czy Woronowicz jako powiatowy partyjny kacyk to role bardzo słabe, ocierające się o autopastisz. W sumie, sam już nie wiem czy cały ten film to nie jest właśnie jakaś gruba, przewrotna autoparodia, bo już choćby wstęp, gdzie Franz, znaczy Bruno, jest w komisji, gdzie przesłuchuje kandydata, który chce zdobyć kartę wędkarską i daje mu pytanie dotyczące sezonu ochronnego na leszcza– może to nawiązanie d sceny w „Psach” oraz filmu samego Lindy „Sezon na leszcza”, to jest puszczenie oka i powiedzenie – słuchajcie, my się tu tylko bawimy, tu nic nie jest na poważnie… No i byłoby to nawet fajne, ale są dwa problemy – widz nie bawi się w ogóle, a do tego przez większość część filmu wcale nie miałem wrażenia, że mamy tu do czynienia z jajami, wręcz przeciwnie, Pasikowski swoim zwyczajem, musi oczywiście uderzać w moralne ton i pouczać z wyższością, a pokazując powszechne zakłamanie robi to oczywiście w prymitywny sposób. Bo o ile jeszcze w scenach akcji czy planowania zamachu widać, że to coś, co lubi i jakoś tam rozumie, to już zakreślanie tła społecznego czy relacji międzyludzkich to kompletna pomyłka (ba, on tu wrzuca nawet motyw dybuka, bo czemu nie – w tym barszczu może przecież pływać wszystko, nie tylko grzyby). W dodatku rzecz cała dzieje się niby to w PRL-u, ale to oczywiście nieprawda – dzieje się w wymyślonym nigdzie, w jakimś tandetnym skansenie, bo odwzorowanie realiów Polski Ludowej, a przede wszystkim sposobu zachowania i mówienia ówczesnych ludzi jest na bardzo niskim poziomie i każdy kto choć przez chwilę żył w latach 80, nie da się zwieźć nyskami, mundurem milicjantów i odrapaną lamperią w szpitalu – nie ma tam w ogóle czucia czasów i jego ducha. A, bo o tym muszę napisać – jazz. Noż kurczę blade, dlaczego Pasikowski wciąż uważa, że jest jakimś polskim wcieleniem francuskiej nowej fali, dlaczego on wciąż wrzuca do swoich filmów te jazzowe smęty, które od razu kojarzą się z Mallem, Godardem czy Melvillem. To jest niewyobrażalnie pretensjonalne i zupełnie nie pasujące do tego co widzimy na ekranie. Nie, te wysublimowane kawałki nie zrobią z „Zamachu na papieża” dzieła wiekopomnego czy kultowego, nic tego nie zrobi, bo to bardzo słaby film . Film kompletnie niepotrzebny, źle napisany, słabo zagrany i w zasadzie jest to poziom tylko o jedno oczko powyżej zupełnie koszmarnego „Gierka”, ale tylko dlatego, że widać w nim momentami, nawet w zalewie złych scen, jednak rękę zawodowego reżysera. Reżysera, która coś tam kiedyś nawet pokazał, ale tym filmem po raz kolejny udowodnił, że było to dawno i być może nieprawda. Ocena: 3/10
Przewodzik tweet media
Polski
97
31
397
64.6K
Grzegorz B.
Grzegorz B.@GrzegorzB75·
@meehoo_x @mickpll A gdzie wady? Rentierzy byli opluwani już przez Adama Smitha w jego ksiażce "Bogactwo narodów", to piękna i długa tradycja. Sztafeta pokoleń nawet.
Polski
1
1
4
58
mickpl
mickpl@mickpll·
Od kwietnia 2025, czyli już od ponad roku, mediana cen transakcyjnych w Warszawie jest w ujemnej dynamice. Oznacza to, że od ponad roku sprzedaż jest po coraz niższej cenie. Taka sytuacja ostatni raz była... 12 lat temu, w okolicach 2014 roku. Wiemy to na pewno, bo mamy RCN.
mickpl tweet media
Polski
15
20
306
8.5K
Michał
Michał@MLebioda26·
@drsajgon Atak z zaskoczenia nabiera nowego znaczenia. Swoją drogą, ciekawe jak daleko i wysoko skakał.
Polski
1
0
1
12
Sajgon
Sajgon@drsajgon·
Prototyp. W 1937 pomysł, w 1938 wykonano to cusie :) Założenie było takie, by czołg mógł pokonywać rowy przeciwczołgowe itp. Jak? Skacząc! :) Przy prędkości 25-30 km/h kierowca uruchamiał te "mimośrody" i czołg skakał. Pomysł okazał się.. destrukcyjny, dla czołgu i załogi :) ?
Sajgon tweet media
Polski
7
9
118
3.2K
Marian Baczal 🇵🇱🇱🇦
Marian Baczal 🇵🇱🇱🇦@marian_baczal·
Pomysł na animu - Japończycy dają w opór kasy Piłsudskiemu i w 1905 wybucha wielkie powstanie w Kongresówce. Japończycy wysyłają też steampunkowe mechy, w których zasiadają Piłsudski, Dmowski, Paderewski i Lenin (potem obraża się na Dmowskiego i chce zniszczyć Polskę)
Polski
10
0
129
3.8K
Michał
Michał@MLebioda26·
@matbabiarz @igorwitkowski Następny Boozer w Utah to byłaby fajna historia. Niby PF mają mocno obsadzone, ale myślę że i na JJJ i Markkanena jest rynek, mogliby pójść drogo. Celtics już szykują pewnie ofertę
Polski
0
0
0
20
Mateusz Babiarz
Mateusz Babiarz@matbabiarz·
@igorwitkowski Nie śledzę NCAA by się wypowiadać, ale pewnie Dybantsa do Wizards, a Peterson do Jazz.
Polski
1
0
18
4.6K
Mateusz Babiarz
Mateusz Babiarz@matbabiarz·
Wyniki loterii draftu 2026: 14. Charlotte Hornets 13. Miami Heat 12. Oklahoma City Thunder Thunder 11. Golden State Warriors 10. Milwaukee Bucks 9. Dallas Mavericks 8. Atlanta Hawks 7. Sacramento Kings 6. Brooklyn Nets 5. LA Clippers 4. Chicago Bulls 3. Memphis Grizzlies 2. Utah Jazz 1. Washington Wizards
English
37
1
273
39K
Michał
Michał@MLebioda26·
@wooden13 Mało sensowne w ogóle było pójście po pick z końca loterii, pachniało desperacją. @burakcankoc/what-are-the-odds-to-become-an-all-star-for-each-draft-pick-2d113d6b82e5" target="_blank" rel="nofollow noopener">medium.com/@burakcankoc/w…
Michał tweet media
Polski
0
0
0
356
Maciek Wooden
Maciek Wooden@wooden13·
Dobra, to jest mocne. W trakcie draftu 2025 New Orleans Pelicans oddali 23. pick draftu 2025 i prawo do lepszego z picków swojego lub Milwaukee Bucks 2026 za pick 13, z którym wybrali Derika Queena. Wcześniej pozyskali od Pacers pick 23. draftu 2025 za pick Pacers 2026. W konsekwencji oddali za 13. wybór draftu 2025, Derika Queena picki 2026 oryginalnie należące do Indiana Pacers i New Orleans Pelicans. Tegoroczny pick Pacers skończył po loterii draftu na 5. miejscu. Tegoroczny pick Pelicans skończył po loterii draftu na 8. miejscu. Czyli: GM New Orleans Pelicans, Troy Weaver oddał za 13. wybór 2025, 5. i 8. pick 2026. 5+8 daje 13. Logiczne.
Maciek Wooden tweet media
Polski
5
0
131
14.8K
Michał
Michał@MLebioda26·
@ZaklinaczLosiow To nie wybór specjalizacji tylko kolejne etapy 😮‍💨
Polski
0
0
3
147
Michał
Michał@MLebioda26·
@Timi_093 Z ciężkim sercem, bez oddania Derricka nie będzie poważnego wzmocnienia. I dobry moment żeby Quetę drogo sprzedać.
Polski
0
0
0
254
Tomek Kordylewski
Tomek Kordylewski@Timi_093·
Dość brutalny koniec miał ten sezon dla Boston Celtics. (Uwaga, długi tekst – jest trochę podsumowania sezonu, trochę o finansach i tym, co przed nami, więc zapraszam do czytania wszystkich fanów #nbapl, a nie tylko kibiców bostońskiej ekipy!) 56 zwycięstw w fazie zasadniczej, 3-1 po pięciu meczach pierwszej rundy. No nic nie wskazywało na to, że Celtowie zaraz pojadą na ryby, przegrywając u siebie Game 7 bez Jaysona Tatuma, który nie zagrał ze względu na przeciążenie lewej nogi (tej zdrowej). Celtics po raz pierwszy w historii klubu wypuścili z rąk prowadzenie 3-1 w serii. Przegrali też serię przeciwko 76ers po raz pierwszy od ponad 40 lat. I po raz pierwszy od 2021 roku pożegnali się z rywalizacją w fazie play-off tak szybko. Chyba mało kto spodziewał się jednak takiego sezonu, gdy Brad Stevens latem ubiegłego roku robił kolejne transfery i żegnał kolejnych zawodników z mistrzowskiej drużyny 2023-24. To miał być sezon przejściowy. I był, tylko że w stylu Boston Celtics. Rok temu Celtics po zakończeniu sezonu nie mieli Jaysona Tatuma, który dopiero co zerwał Achillesa, ale za to mieli rekordowe przewidywania wydatków na następne rozgrywki. To mogło być łącznie grubo ponad pół miliarda dolarów w kontraktach i podatku. A to oznaczało też drugi kolejny sezon nad drugim progiem apron. Z klubem pożegnali się więc Jrue Holiday, Kristaps Porzingis, Al Horford czy Luke Kornet, co dało ogromne oszczędności. Potem już w trakcie sezonu – jeszcze przed zamknięciem okienka – udało się Celtom zrobić kolejne kroki i zejść już nie tylko pod drugi, a potem pierwszy próg apron, ale też pod próg podatkowy, w czym posłużyła przede wszystkim wymiana Anfernee Simonsa na Vucevicia. Brad Stevens zaoszczędził jakieś 350 milionów dolarów i zrobił finansowy reset, a mimo to Celtics pod wodzą Joe Mazzulli i rozgrywającego najlepszy w karierze sezon Jaylena Browna utrzymali drugie miejsce w tabeli Wschodu, wygrywając tylko pięć meczów mniej niż w poprzednich rozgrywkach. To jest właśnie przejściowy sezon w stylu Boston Celtics. Nie dotknęli dna, nie będzie ich w niedzielnej loterii draftu NBA, więc nie będą mieli wysokiego wyboru w drafcie. Zamiast tego jest sezon progresu, czego nie wyklucza nawet frustrująca porażka w pierwszej rundzie. Bo gdy z biegiem sezonu – gdy widzieliśmy jak ten zespół gra i jak postępy robią kolejni zawodnicy, a wracający do gry Tatum szybko wszedł na wysokim poziom – oczekiwania urosły, to oczywiste jest, że przegrana w takim stylu i z 76ers zabolała tym bardziej. Wymaga też ona oczywiście zadania sobie kilku pytań. Dlaczego tak często Celtics przegrywają u siebie w fazie play-off? Dlaczego nie potrafili zamknąć tej serii? Dlaczego tak często nie radzą sobie w roli faworytów? Czy można było lepiej zarządzać minutami Jaysona Tatuma? Co się stało z rzutem Derricka White'a? Czy Neemias Queta jest rozwiązaniem, któremu można zaufać? Czy Joe Mazzulla to trener, który sufit podnosi tylko w fazie zasadniczej? Tak naprawdę nie ma jednoznacznych odpowiedzi. I także dlatego ten przejściowy sezon to taki rzadki przypadek, gdy szklanka jest do połowy pełna i do połowy pusta. Da się obronić ten sezon: chwalić za 59 wygranych meczów (56+3, a między tymi zwycięstwami po trzy porażki z rzędu na początek i koniec sezonu; dwie jedyne takie serie porażek w całych rozgrywkach), docenić postęp, nawet zrozumieć dlaczego Jaylen Brown – mistrz i MVP finałów – mówi, że to jego ulubiony rok. To jednak nie wyklucza poczucia frustracji i złości, nawet wezwania do większych czy mniejszych zmian. A one będą. Większe lub mniejsze, ale będą. Tak można wywnioskować z konferencji prasowej Brada Stevensa, który chyba nie miał jeszcze takiego wystąpienia, w którym aż tak dałoby się wyczuć frustrację i u niego. Oczywiście nie kipiał złością – to nie ten typ człowieka – ale mimo wszystko widać było, że jest wkurzony. Sam to zresztą przyznał. – Wolałbym dziś grać z Knicks – oznajmił w pewnym momencie. – Nie ma wątpliwości, że choć zrobiliśmy sporo dobrych rzeczy, to przegraliśmy w pierwszej rundzie, a do tego mieliśmy bilans 3-11 z najlepszymi zespołami obu konferencji. Więc musimy stać się lepsi – dodał menedżer C's. Mówił też o tym, że od jakiegoś czasu (de facto w trzech ostatnich seriach play-off – z Magic i Knicks rok temu oraz z 76ers w tym roku) jego zespół ma problem ze stwarzaniem sobie dobrych pozycji do rzutu. Że jako zespół potrzebuje większej siły rażenia przy obręczy. I że żeby to mieć, to pewnie trzeba będzie kogoś do składu dodać. Bo w Bostonie każdy wolałby wsad, a nie trójkę, ale o wsady jest jednak dużo ciężej. Stevens pochwalił też sztab szkoleniowy z Mazzullą na czele za pracę w ciągu roku, przyznając przy tym, że w serii z 76ers każdy – zawodnicy, trenerzy – mogli zrobić więcej. Raczej nie należy spodziewać się, że "Psycho Joe" wyląduje na gorącym krześle. Zresztą sam Stevens przyznał, że trener musi działać z tym, co ma do dyspozycji. Stworzyć styl pod zawodników. I to się ogólnie w tym sezonie udało. Tutaj pytanie do Stevensa, czy on stworzył odpowiednio mocny skład. Pewnie nie, bo jednak w tym sezonie chodziło też w Bostonie o pewien finansowy reset, a niekoniecznie o walkę o mistrzostwo, dlatego trzeba było dokonać pewnych wyborów, które dały więcej pod kątem finansowym, a nie kadrowym. I jeśli kibice Celtics będą o tym pamiętać, to rzeczywiście ten poziom frustracji po porażce w pierwszej rundzie może nieco opaść. Jak zwykle jednak po zakończeniu rozgrywek pojawia się jeszcze jedno pytanie. Najważniejsze. Co dalej? Celtics mają pod kontraktem na przyszły sezon 14 zawodników, przy czym sześciu ma opcje zespołu (czas na ich wykorzystanie jest do 29 czerwca). Jedynym graczem, któremu z końcem czerwca skończy się umowa i który wejdzie na rynek wolnych zawodników, jest Nikola Vucević. Zaraz będą konkretne liczby, natomiast warto zaznaczyć, że Celtics za przyszły sezon tylko trójce Tatum-Brown-White zapłacą 145 milionów dolarów. Na ten moment nikt inny w składzie nie zarobi w kolejnych rozgrywkach więcej niż 11 milionów. Kontrakt Pritcharda nadal pozostaje jednym z najlepszych w lidze (w związku z czym nie ma chyba większego sensu go transferować; bardziej prawdopodobne jest chyba nowe przedłużenie kontraktu w październiku), a małe umowy Gonzaleza czy Scheiermana są dziś na wagę złota. ROZKŁAD PŁACOWY CELTICS NA SEZON 2026-27: Jayson Tatum – 58,5 mln (35,4% całego salary cap) Jaylen Brown – 57 mln (34,6%) Derrick White – 30,3 mln (18,4%) Sam Hauser – 10,8 mln (6,6%) Payton Pritchard – 7,7 mln (4,7%) Hugo Gonzalez – 2,9 mln (1,8%) Luka Garza – 2,8 mln (1,7%) Dalano Banton – 2,8 mln (1,7%) | opcja zespołu Baylor Scheierman – 2,7 mln (1,7%) Neemias Queta – 2,6 mln (1,6%) | opcja zespołu Ron Harper Jr. – 2,5 mln (1,6%) | opcja zespołu Jordan Walsh – 2,4 mln (1,5%) | opcja zespołu Amari Williams – 2,1 mln (1,3%) | opcja zespołu Max Shulga – 2,1 mln (1,3%) | opcja zespołu ŁĄCZNIE W KONTRAKTACH – 187,7 mln PROGNOZOWANY PRÓG SALARY CAP – 165 mln PROGNOZOWANY PRÓG PODATKOWY – 201 mln PROGNOZOWANY PIERWSZY PRÓG APRON – 209 mln PROGNOZOWANY DRUGI PRÓG APRON – 222 mln Celtics wejdą więc w offseason z przestrzenią około 13 milionów pod progiem podatkowym. Ten sezon zakończyli pod progiem, więc jeśli chcą rzeczywiście zrobić reset podatkowy – i na nowo zacząć okres liczenia recydywy podatkowej (w skrócie: im dłużej jesteś nad progiem podatkowym, tym potem co roku musisz płacić coraz więcej i więcej podatku w przeliczeniu na jednego dolara nad progiem) – to przyszły sezon też musieliby zakończyć pod progiem. Zakończyć, czyli mieliby czas na zejście pod próg aż do lutego 2027 (do zamknięcia okienka transferowego). Celtowie mają też sporo przestrzeni do obu progów apron. Dla przypomnienia: te progi zostały wprowadzone po to, by utrudnić życie tym, którzy wydają w NBA najwięcej. Bycie nad pierwszym progiem to dodatkowe obostrzenia w budowaniu zespołu, a bycie nad drugim progiem to wersja hardcore. Boston uciekł więc z tego drugiego progu w ubiegłym sezonie (bo im dłużej jest się nad tym progiem, tym te obostrzenia są coraz mocniejsze), ale że byli nad nim po zakończeniu rozgrywek 2024-25, to liga zamroziła ich wybór w drafcie w 2032 roku (czyli nie mogą nim teraz handlować, dopóki nie będą pod drugim progiem apron w trzech z czterech ostatnich sezonów). Celtics jako drużna nad progiem salary cap nie będą mieli wolnych środków (cap space), żeby zaszaleć na rynku FA i np. zaproponować komuś maksymalny kontrakt, ale będą mogli polować na graczy nieco mniejszego kalibru, co umożliwi im dostęp do wyjątków: pełnego mid-level (15 milionów) oraz dwurocznego (5,4 miliona). Szczególnie wyjątek mid-level (MLE) może okazać się przydatny, tym bardziej że można go rozbić na kilku zawodników. Warto przy tym pamiętać, że wykorzystanie tego wyjątku w kwocie 6,1 miliona lub więcej sprawia, że potem już do końca sezonu Celtics nie mogą przekroczyć pierwszego progu apron (czyli mają nałożony tzw. hard cap na swoje wydatki na poziomie 209 mln). To samo (hard cap na poziomie pierwszego progu apron) dzieje się, gdy Celtics skorzystają z któregoś ze swoich trade exceptions (TPE). W ubiegłym sezonie udało się Celtom wytworzyć kilka takich wyjątków podczas transferów, przy czym największą wartość mają te trzy: 1) TPE z wymiany Simonsa (27,7 mln – ważne do 5.02.2027), 2) TPE z transferu Georgesa Nianga (8,2 mln – ważne do 06.08.2026), 3) TPE z transferu Jrue Holidaya (4,7 mln – ważne do 07.07.2026). Szczególnie to największe może okazać się bardzo przydatne w ewentualnych ruchach transferowych, bo pozwala przyjąć zawodnika bez konieczności wysyłania w zamian kontraktów. TPE po Simonsie to zresztą w tej chwili drugi największy taki wyjątek w całej lidze. Jak każde TPE ma datę ważności – rok od momentu wytworzenia, czyli w tym przypadku 5 lutego 2027. Celtics mają więc całkiem sporo czasu, żeby coś z tym zrobić. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że TPE w wymianach nie można łączyć – ani ze sobą, ani z kontraktami zawodników. Tego lata trzeba też podjąć kilka decyzji co do umów tych graczy, którzy mają na przyszły sezon wpisane opcje zespołu. To między innymi Neemias Queta i Jordan Walsh. Możliwości jest tutaj kilka. Można te opcje po prostu wykorzystać, a o przedłużeniach pomyśleć za rok, ale wtedy taki gracz będzie mógł też wejść na rynek wolnych zawodników, więc tracimy pełną kontrolę. Można też te opcje wykorzystać teraz i w zasadzie od razu negocjować przedłużenie kontraktu, które weszłoby w życie od sezonu 2027-28. Albo można te opcje odrzucić i się pożegnać lub zaproponować nową umowę począwszy od sezonu 2026-27. Wydaje się, że w przypadku Quety czy Walsha można pomyśleć nad opcją numer dwa – wykorzystać opcję zespołu i od razu negocjować przedłużenie. Czyli w przyszłym sezonie nadal zagrają za "frytki", co pozwoli nam zachować jeszcze całkiem niezłą elastyczność finansową, ale już od rozgrywek 2027-28 dostaną podwyżkę. Jak dużą? To już kwestia dogadania się z nimi i tego, ile jeden czy drugi jest wart według Stevensa. Warto przy tym pamiętać, że na ten moment na sezon 2027-28 gwarantowane kontrakty w Bostonie mają już tylko Tatum, Brown, White (ostatni rok umowy przed opcją zawodnika), Hauser oraz Pritchard (ostatni rok umowy) + Gonzalez i Scheierman (opcje zespołu). A co z wyborami w drafcie? Celtics w tegorocznym naborze mają na ten moment dwa numerki: 27. w pierwszej rundzie (to ich własny wybór) oraz 40. w drugiej rundzie (od Bucks). Dodatkowo bostońska ekipa posiada też wszystkie swoje wybory w pierwszej rundzie draftu w kolejnych latach, oprócz w 2029 roku – bo ten wybór oddany został do Portland w wymianie Jrue Holidaya. Należy też wspomnieć, że wybór w 2028 to możliwa zamiana z San Antonio Spurs (z zastrzeżeniem "jedynki" w drafcie; to efekt wymiany po Derricka White'a), a wybór w 2032 jest zamrożony. To wszystko oznacza, że Celtics mogą w tej chwili handlować trzema swoimi wyborami w pierwszej rundzie draftu w kolejnych latach: w 2027, 2031 i 2033 roku. Do tego do dyspozycji mają też cztery wybory w drugiej rundzie. Czyli podsumowując: lato będzie (jak zwykle) ciekawe. W tym roku – w przeciwieństwie do poprzedniego lata – już nie muszą zrzucać kontraktów ani szukać na rynku wolnych zawodników wśród graczy na minimum. Oczywiście pytanie brzmi, czego konkretnie Celtics będą szukać. Wzmocnienia pod koszem? To raczej pewne. Ale jak dużego wzmocnienia? Czy może jednak powalczą o grubą rybę (typu Giannis)? To by z automatu oznaczało, że paczkę transferową trzeba budować wokół White'a lub Browna. Pomóc mogłoby także TPE. Ale to też zależy, czy i jak dużo są w stanie zapłacić właściciele. Czy wrócą nad próg podatkowy? To też się dopiero okaże. Ja odpowiedzi na te pytania nie znam i nie wiem, czy Brad Stevens już je zna. Ale jako kibic Celtics wiem jedno: Brad, ufam Tobie. P.S. Dzięki za przeczytanie, w razie pytań czy niejasności jestem do dyspozycji. Za ewentualne błędy, jeśli się pojawiły – przepraszam. Starałem się jak najmocniej. Jutro na @bostoncelticspl jak co niedzielę pojawi się też Tygodnik (wydanie numer 532), tym razem w całości poświęcony Celtics i obecnej sytuacji ORAZ najprawdopodobniej również kolejny odcinek podcastu @PL_Garden, którego miałem przyjemność być gościem. I tam też sporo o Celtach. 😉
Tomek Kordylewski tweet media
Polski
3
6
60
9.5K
Rsł
Rsł@Pan_Dubon·
@donald_PL_ @yrizona_ Henryk Mann "Czarodziejską górę", Tomasz Mann "Profesora Unrata", Aleksy Tołstoj "Wojnę i pokój", Lew Tołstoj "Drogę przez mękę".
Polski
1
0
4
171
donald.pl
donald.pl@donald_PL_·
Muzycy nagrywają covery, czyli swoje wersje istniejących już piosenek. Gdyby to samo robili pisarze, to jaki autor powinien napisać swoją wersję jakiej książki?
donald.pl tweet media
Polski
19
6
74
8.1K