Michał 🇵🇱
5.1K posts


Europejskie media, komentując polsko-ukraiński spór o nadanie centrum operacji specjalnych imienia „Bohaterów UPA”, piszą, że decyzja prezydenta Zełenskiego jest niezgodna z europejskimi wartościami i oddala Ukrainę od UE. Jacques Schuster w artykule opublikowanym w piątek w „Die Welt” pisze, że „Ukraina oddala się od Europy” i jednocześnie nazywa Stepana Banderę „rzeźnikiem”. „Bandera i jego żołnierze podczas II wojny światowej nie tylko rozstrzelali dziesiątki tysięcy polskich cywilów, lecz także pomagali Niemcom w mordowaniu Żydów” – pisze Schuster, dodając, że „Polska jest oburzona z powodu decyzji Zełenskiego i ma rację”. „Ta sytuacja pokazuje, że Kijów nie jest jeszcze gotowy do stania się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej” – ocenia niemiecki dziennikarz. Reinhard Veser z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przypomniał z kolei, że „ukraińscy nacjonaliści kolaborowali podczas II wojny światowej z nazistowskimi Niemcami i bezpośrednio uczestniczyli w zbrodniach nazistów”. Francuski dziennik „Le Parisien” ocenił, że decyzja Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu jednostki wojskowej nazwą „Bohaterów UPA” wywołała poważny kryzys w relacjach z Polską. Artykuł zatytułowano: „Kijów zamyka sobie drzwi do UE. Wołodymyr Zełenski dopadnięty przez nacjonalistyczną przeszłość Ukrainy”, sugerując, że gloryfikowanie formacji odpowiedzialnej za masakry polskiej ludności może utrudnić Ukrainie drogę do europejskiej integracji.





Ciekawe rozważania lidera ukraińskiej lewicy i tym, że nie udała się budowa narodu ukraińskiego. Przyczynę tego widzi w próbie narzucenia wszystkim Ukraińcom galicyjskiej tożsamości. "Dlaczego Ukraina się nie udała Nie jestem nacjonalistą, ale nie jestem też kosmopolitą zaprzeczającym istnieniu narodów. W moim rozumieniu narody to obiektywna rzeczywistość, a zaprzeczanie tej rzeczywistości jest tak samo zgubne i prowadzi do takich samych konsekwencji, jak skrajność przeciwna – nacjonalizm. Nacjonalizm to główna wewnętrzna przyczyna niszczenia państw wielonarodowych. Kosmopolityzm, jako lekceważenie kwestii wolności narodowych, również nieuchronnie prowadzi do konfliktów wewnętrznych i, wcześniej czy później, tak samo staje się przyczyną upadku państw. Jeszcze jedno zastrzeżenie. Moim zdaniem błądzą wszyscy ci, którzy próbują zdefiniować naród wyłącznie w ramach materializmu historycznego. Nie ma ani jednej fundamentalnej, rodowej cechy grup społecznych, która pojedynczo lub łącznie (w ramach marksistowskiego materializmu historycznego) dałaby wyczerpującą definicję tego, czym jest „naród”. Ani język, ani krew, ani miejsce urodzenia, ani kultura nie są dokładnymi i wystarczającymi predykatami narodu. W moim rozumieniu najbliżej i najdokładniej do kwestii narodu podszedł Hegel. Naród to duch. Bliskie są mi również myśli rosyjskiego filozofa prawosławnego Nikołaja Onufrijewicza Łosskiego o „podmiocie egzystencjalnym” A zatem. Naród to duch. Innymi słowy, naród to grupa społeczna „żyjąca” jednym duchem – duchem jedności, pokrewieństwa, integralności, dążenia do celu. Każdy członek wspólnoty zwanej „narodem” czuje się częścią większej całości. Ta duchowa wspólnota wybiera własną wersję historii, kultury i wyraźnie różni się od innych takich wspólnot (innych narodów), zarówno pod względem cech zewnętrznych, jak i mentalnych. Mentalność to uogólniony charakter narodu. Przepraszam czytelnika za to, że nie zagłębiam się wystarczająco mocno w problematykę kategorii. Jeśli nie zatrzymam się na tych, wprawdzie prymitywnych, ale, jak mi się wydaje, wystarczających przesłankach, to wywód zbyt mocno się przeciągnie i raczej nie zmieści się w ramach artykułu A zatem narody istnieją. Są to żywe, duchowe i obiektywne realia. Pamiętacie: „Tam rosyjski duch, tam pachnie Rosją”? To Puszkin pisał właśnie o narodach. Same narody zaczęły się pojawiać wraz z pojawieniem się państw. I to państw w tradycyjnej, współczesnej dla nas formie. Narody zjednoczone w granicach państwowych zaczęły uświadamiać sobie swoją narodową tożsamość całkiem niedawno. Można mówić o tym, że narody istnieją nie więcej niż trzysta lat. Ale istnieją. Narody nie są wieczne. One, tak jak ludy: rodzą się, rosną, chorują, starzeją się, giną, umierają, zmartwychwstają lub odchodzą na zawsze. Najsilniejszymi i najbardziej żywotnymi stają się te narody, które w procesie formowania pochłaniały ludy bliskie sobie mentalnie i kulturowo. I odwrotnie. Jeśli przy tworzeniu narodu, w ramach jednej przestrzeni państwowej, gromadzono twory zróżnicowane mentalnie, to narody z reguły pękały w szwach, rozwalając przy tym państwa i niszcząc same siebie. U podstaw kultury i mentalności ludów leży religia. W związku z tym nieroztropnie postępują ci twórcy narodów, którzy próbują zjednoczyć ludy stojące na różnych fundamentach religijnych. Tak na przykład praktycznie skazana na niepowodzenie jest próba połączenia ludów katolickich i prawosławnych. Nie mniejsze napięcie wywoła zjednoczenie w jeden naród ludów katolickich i protestanckich. A zupełnie nierozsądnie wyglądają próby zjednoczenia ludów muzułmańskich i chrześcijańskich. Czy możliwe jest rozwiązanie problemów pojawiających się przy jednoczeniu różnokulturowych i różnamentalnych ludów w jeden naród? Możliwe, ale tylko pod warunkiem spełnienia dwóch wymogów. Po pierwsze. W tym zjednoczeniu nie będzie ludności „wzorcowej” Po drugie. To zjednoczenie w swoim spojrzeniu historycznym będzie zwrócone nie ku przeszłości, lecz ku przyszłości. Głównym zadaniem „ojców założycieli” narodu powinno być uformowanie nowej wspólnoty społecznej. Przy tym rażącym błędem będzie próba przetopienia wszystkich ludów, które weszły w ten „eksperyment”, we „wzorcową” ludność na podstawie historii i religii tejże „wzorcowej” grupy. Jedynym (i sprawdzonym przez czas) rozwiązaniem jest uformowanie zasadniczo nowej wspólnoty. Co więcej, proces ten powinien przebiegać w taki sposób, aby różne „imiona” ludów wchodzących w skład nowego tworu stopniowo stawały się mniejsze niż nowo powstające, wspólne IMIĘ. Jednocześnie różnorodność kulturowa ludów w żadnym wypadku nie powinna zostać zatarta. Powinna ona stopniowo, sama z siebie, przechodzić w sferę „chlubnej” historii i folkloru. A nowo rodząca się wspólnota – naród – musi rodzić swoją nową kulturę, będącą syntezą, rozwinięciem i synergią kultur narodowych tworzących dany naród. Do dnia dzisiejszego udało się to tylko dwóm imperiom: Związkowi Radzieckiemu i Stanom Zjednoczonym. Egipt i Rzym się nie liczą (tam wszystko wyglądało zbyt odmiennie, choć i tam można dostrzec punkty wspólne z naszym wywodem). W Ameryce nowo stworzona wspólnota nazywa się „Amerykanin”. W ZSRR – „człowiek radziecki”. Dlaczego Ukraina się nie udała? Ano właśnie dlatego, że popełniliśmy wszystkie możliwe błędy w procesie budowania ukraińskiego narodu politycznego. Ogromną eurazjatycką różnorodność postanowiono przetopić w jedną małą, galicyjską wioske. Zamiast budować przyszłość, całe siły intelektualne rzucono na grzebanie w przeszłości. Ze wszystkich starożytnych szaf wyciągnięto najbadziej zgniłe szkielety. Tych, którzy nie chcieli tym szkieletom oddawać pokłonu, wskazując na swoje szafy i swoje szkielety, oskarżono o zdradę i uznano za gorszych. A raczej: „niewzorcowych”. W ten sposób pod Ukrainę podłożono bombę z opóźnionym zapłonem. Dziś ta bomba wybuchła. Ukraina się nie udała. A szkoda."







Jadąc za publiczne pieniądze do USA Prezydent RP powinien:








@wPolityce_pl Nie mieszać się, niech ruskie robią co chcą z nimi


@wPolityce_pl Nie mieszać się, niech ruskie robią co chcą z nimi














