Michał Fiszer
7.9K posts

Michał Fiszer
@MichaFiszer
Pilot wojskowy, misje UNPROFOR i UNIKOM.Publicysta. Wykładowca. Patriota nietolerujący inwektyw i sieciowego tchórzostwa. Lubisz: https://t.co/pPHnCSlNfq
Skierniewice, Polska Katılım Ağustos 2016
1.5K Takip Edilen16.7K Takipçiler

Kolejny w linii - Su-17M czyli eksportowy Su-20
Przełomem dla opracowania kolejny "Su-7 o zmiennej geometrii" był silnik Archipa Lulki, AŁ-21F-3.
Pierwszy silnik AŁ7F-1/2 na Su-7/Su-9/Su-11 był silnikiem jednowałowym, w którym osiągnięto maksymalny możliwy spręż dla sprężarki na jednym wale, czyli ze stopniami od pierwszego do ostatniego obracającego się z tą samą prędkością. Miał on 14 stopniową sprężarkę, która ściskała powietrze 9,1 razy, napędzaną dwustopniową turbiną.
Przy przyśpieszaniu i w niektórych stanach lotu, przednie stopnie sprężarki tłoczyły powietrze z takim ciśnieniem, że tylne stopnie nie nadążały z jego przetłaczaniem dalej pod jeszcze większym ciśnieniem i następował efekt oderwania się strug na łopatkach, na skutek bańki ciśnienia w środku sprężarki. Oderwanie się strug na łopatkach sprężarki to zjawisko niestatecznej pracy sprężarki, tzw. pompażu. Pompaż grozi zniszczeniem silnika, powoduje bowiem silny wzrost temperatury w komorze spalania. Aby temu zapobiec, za piątym stopniem sprężarki, AŁ-7F-1 i F-2 miały specjalne taśmy upustowe, otwierające obudowę sprężarki i wypuszczające nadmiar powietrza na zewnątrz. Dlatego na kadłubach samolotów Su-7/9/11 były charakterystyczne "studzienki ściekowe", żaluzje otworów upustowych.
Z kolei w silniku AŁ-21F-3 wprowadzono takie samo rozwiązanie, jakie General Electric zastosował w bardzo podobnym, wcześniej opracowanym silniku J79-GE. Były to regulowane kąty natarcia łopatek wieńców kierujących sprężarki (statorów). O ile jednak na J79 zastosowano sterowanie na 6 pierwszych stopniach sprężarki, to w AŁ-21F-3 - sterowano 4 pierwsze i 5 ostatnich. Nieco inna filozofia aerodynamiki wewnętrznej sprężarki, inny rozkład ciśnień, po prostu sam pomysł ich regulacji skopiowano, ale reszta już własne opracowanie.
Dzięki temu mykowi mniejszy i lżejszy AŁ-21F-3 dawał spręż aż 14,5, co jak na sprężarkę na jednym wale, to doskonały wynik. Dzięki temu ciąg silnika AŁ-21F-3 wzrósł z 6840 kG bez i 9800 kG z dopalaniem na AŁ-7F-1 do 7800 kG bez dopalania i 11 200 kG z dopalaniem na AŁ-21F-3.
Zainstalowanie AŁ-21F-3 na Su-17 spowodowało, że tył kadłuba nie musiał być już pogrubiony jak na Su-7/9, a charakterystyczne "studzienki ściekowe" zniknęły z boków kadłuba. Pojawiły się za to nowe chwyty powietrza do chłodzenia komory dopalania. Dzięki mniejszym gabarytom silnika w kadłubie wygospodarowano miejsce na dodatkowe zbiorniki, zwiększając wewnętrzny zapas paliwa o 1030 litrów (łącznie do 4430 l). Zaowocowało to wzrostem zasięgu o około 60%.
Inne zmiany to przeniesienie zapasowej Pittotki na lewą stronę wlotu (krótka sztanca) a głównej na prawą, dodanie dajnika UAP i przyrządu wskazującego kąty natarcia (lewa wskazówka, prawa pokazywała przeciążenie) który okazał się szalenie pomocny w pilotowaniu samolotu, wprowadzenie możliwości montowania czterech zaczepów podkadłubowych (wtedy przednie śruby wykorzystuje się jako tylne do przednich zaczepów, a tylne - jako przednie dla tylnych zaczepów), przez co można mieć zaczepy 1, 2 i 7, 8, albo montować dwa po środku jak dotychczas - 1S i 2S. Pozwala to na zabieranie 4 ton uzbrojenia zamiast 3 ton - osiem bomb 500 kg. Na 1S i 2S podwiesza się głównie podkadłubowe zbiorniki paliwa po 860 litrów każdy, kolejne dwa takie zbiorniki można podwieszać na zewnętrznych zaczepach podskrzydłowych, 3 i 4.
Na zaczepach podskrzydłowych 3 i 4 (zewnętrzne) oraz 5 i 6 (wewnętrzne) można podwieszać do czterech pocisków R-3S kierowanych na podczerwień do samoobrony przed myśliwcami. Nowe uzbrojenie (brak na eksportowych) to rakiety kierowane komendowo Ch-23 - cztery sztuki na zaczepach 1, 2, 3 i 4, przy czym na prawym z wewnętrznych zaczepów podskrzydłowych (6) trzeba było podwiesić zasobnik kierowania - nadawania komend Delta-NG. Na lewym (5) można było podwiesić zasobnik zakłócający SPS-141 (na Hawki) lub SPS-142 (na Nike Hercules).
Warto dodać, że nie wszystkie Su-17M miały dwa lub cztery zaczepy podkadłubowe, dwa dodatkowe zaczepy pod kadłubem wprowadzono od 63. serii w 1973 r.
Pierwszy Su-17M został oblatany w Komsomołsku nad Amurem 28 grudnia 1971 r. przez Jewgenija Sołowiowa. W latach 1972-1975 zbudowano 251 seryjnych egzemplarzy wersji Su-17M (S-32M) dla lotnictwa ZSRR, a w latach 1973-1976 - jeszcze 138 samolotów na eksport pod oznaczeniem Su-20 (S-32MK). Polska otrzymała 27 samolotów Su-20 w latach 1974-1976 (w tym jeden jako rekompensatę za utracony). Byliśmy jedynym krajem UW używającym Su-20.
Oficjalnie samolot Su-17M został przyjęty na uzbrojenie 11 listopada 1974 r., wcześniejsza wersja Su-17 nie była oficjalnie przyjęta, choć była używana!
Na zdjęciu sowiecki Su-17M na wystawie lotniczej. Zdjęcie wykonano po wycofaniu samolotu ze służby, to egzemplarz muzealny.
Fot. Runet
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

Wersje wagonów "N"
Słynne wagony tramwajowe N nie były jednakowe. Pierwsze, nieliczne egzemplarze były podobne do oryginalnych KSW, które miały stałe jednorodne okna, nie otwierane w żaden sposób.
Jeszcze w 1949 r. zaczęto produkować wersję N1, w której wprowadzono małe lufciki otwierane w górnej części okien, co widać na załączonym zdjęciu właśnie wersji N1. Elektryka była jeszcze maksymalnie uproszczona, wciąż oparta na importowanych komponentach.
W latach 1950-1952 produkowano wersję N2. Na tej wersji wprowadzono nowoczesne, duże okna otwierane (opuszczane w dół). Zwiększono w nich udział części produkowanych w Polsce. Ponadto były w niej inne drobne zmiany. Można je odróżnić po innych oknach, ale to pokażę w innym poście.
Ostatnią wersją produkcyjną był N3 wytwarzany w latach 1952 – 1956. W pełni dojrzała, seryjna wersja oparta niemal całkowicie na polskich materiałach taborowych. Ale najważniejszą zmianą były ulepszone hamulce. W wersjach N1 i N2 układ cięgien i dźwigni łączących korbę motorniczego z klockami hamulcowymi był podatny na zacinanie i nie zapewniał równomiernego docisku. W wersji N3 przeprojektowano cały tzw. układ mechanizmu przekładniowego. Dzięki nowej geometrii, motorniczy obracając korbą hamulca musiał włożyć mniej siły fizycznej, aby uzyskać mocniejszy docisk klocków do kół. Siła hamowania rozkładała się idealnie równo na wszystkie koła, co zapobiegało groźnemu blokowaniu tylko jednej osi (tzw. wpadaniu w poślizg/powstawaniu płaskich miejsc na obręczach kół).
O późniejszych modernizacjach w kolejnym poście.
Na zdjęciu warszawski historyczny N1 na terenie zajezdni R-3 Mokotów, gdzie stacjonuje.
Fot. Michał Fiszer
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

@greggorrrr Łienin. W rosyjskim nie ma litery "L". Jeśli jest "Ł" zmiękczone przez "je", to się czyta przez "L" - Lienin. Po naszemu Lenin. Владимир Ильич Ленин

Sowiecka lokomotywa WŁ22M, elektryczny pierwowzór ET21
WŁ22 była trzecim typem lokomotywy elektrycznej w ZSRR, a drugą po WŁ19 skonstruowaną w ZSRR. W latach 1938-1941 wyprodukowano tylko 37 sztuk.
Do 1941 roku sieć zelektryfikowana w ZSRR liczyła niespełna 1900 km i składała się z odizolowanych odcinków, w tym przełęcz Suramska w Gruzji, linia Kirovska (Kandałaksza – Murmańsk) 290 km.
Po wojnie w latach 1947-1958 wyprodukowano natomiast 1542 zmodernizowanych WŁ22M. Podobnie jak poprzednie miały one układ Co-Co z sześcioma silnikami o mocy zwiększonej do 400 kW każdy, przy czym mają charakterystyczną starą konstrukcję z czołownicami na końcach wózków.
WŁ to oczywiście Włodzimierz Lenin, jakże by inaczej. Pierwsze WŁ22 budowano w Kołomnie pod Moskwą (wózki i pudła), po czym holowano do Moskwy do Zakładów Dynamo, gdzie montowano całą aparaturę elektryczną prowadząc montaż końcowy. Tak samo po wojnie powstał prototyp WŁ22M. Ale seryjne elektrowozy produkowano już w Nowoczerkaskich Zakładach Budowy Elektrowozów (NEWZ) w Nowoczerkasku.
Co od razu rzuca się w oczy, nasz ET21 wbrew obiegowym opinią nie był kopią WŁ22M. Skopiowano jedynie część elektryczną, ale to również z naszymi własnymi zmianami, a część mechaniczną w ogóle zaprojektowano w Polsce od zera.
Na zdjęciu historyczny WŁ22M, które np. w Gruzji jeździły aż do 2010 r.
Fot. Wikipedia
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

@Wolandowicz To jest tak:
Im większa wysokość, tym większa prędkość max
Im większa prędkość, tym większą wysokość można osiągnąć. Na przykład Su-22M3/UM3K osiąga Ma=2,0 dopiero powyżej 15 000 m.
Ale na wysokości 15 000 m jego prędkość przeciągnięcia, to jakieś Ma=1,2....
Polski

@MichaFiszer To te najwyższe prędkości osiąga się przy wznoszeniu? Zawsze sądziłem, że robi się to w locie poziomym lub nurkowym.😅
Polski

Pierwszy naddźwiękowy amerykański myśliwiec F-100 Super Sabre - wprowadzenie
De facto North American F-100 Super Sabre był piątym samolotem amerykańskim, który przekroczył prędkość dźwięku.
Pierwszym był oczywiście doświadczalny Bell X-1 i Chuck Yeager, 14 października 1947 r., osiągając Ma=1,06. Ciut ciut więcej niż dźwięk. Z kolei pilot doświadczalny George Welch twierdził, że minimalnie przekroczył prędkość dźwięku już 1 października 1947 r. na prototypie YF-86A Sabre, ale to nie zostało udokumentowane i nie jest uznawane.
Tu małe wyjaśnienie. Według współczesnych standardów prędkość naddźwiękowa właściwie zaczyna się od Ma=1,1. Zakres Ma=0,9 do Ma=1,1 uważany jest za tzw. zakres transsoniczny, bowiem samolot fizycznie porusza się z prędkością naddźwiękową, ale spora część opływającego go powietrza spowolniona falą uderzeniową (dokładnie - pociągnięta przez nią za sobą, mowa o względnej prędkości w stosunku do samolotu), powoduje że aerodynamicznie on nadal tkwi w prędkości poddźwiękowej. Na przykład dopuszczalna prędkość nurkowania Lim-5 i Lim-6bis/M to Ma=1,05, ale to nie znaczy że był to samolot naddźwiękowy. Tak samo było z F-86, w nurkowaniu mógł nieznacznie przekroczyć prędkość naddźwiękową, ale to dość naciągane.
Potem były dwa samoloty doświadczalne Douglas D-558-2 Skyrocket z 1949 r. i Douglas X-3 Stiletto z 1953 r.
I wreszcie nadszedł pierwszy seryjny naddźwiękowiec North American F-100 Super Sabre oblatany 25 maja 1953 r., który przekroczył prędkość dźwięku już w pierwszym locie. Przekraczał prędkość dźwięku w locie poziomym. F-100A na wysokościach powyżej 10 00 m rozwijał prędkość Ma=1,2, ale poniżej tej wysokości F-100A był de facto samolotem poddźwiękowym. Dopiero F-100C był nieco szybszy.
Z kolei w ZSRR, to wyglądało następująco.
Pierwszym radzieckim samolotem naddźwiękowym był Ławoczkin Ła-176, oblatany 26 grudnia 1948 r. Ten ściśle eksperymentalny odrzutowiec o skosie skrzydeł wynoszącym 45 stopni i napędzany silnikiem Klimow WK-1 przekroczył prędkość dźwięku (Mach 1.02) w locie nurkowym. Dokonał tego pilot doświadczalny Iwan Fiodorow. Sukces ten powtórzono później wielokrotnie podczas testów na początku 1949 r.
Bezpośredni przodek MiG-19, prototyp oznaczony jako SM-2 (I-360), został oblatany 24 maja 1952 r. (czyli rok przed F-100). Jednak ta maszyna napędzana była słabszymi silnikami AM-5 i nie była w stanie przekroczyć prędkości dźwięku w locie poziomym. Służyła jedynie do testów aerodynamicznych.
Prototyp SM-9 wyposażony w nowe, potężniejsze silniki Mikulin AM-9 z dopalaniem, wzbił się w powietrze dopiero 5 stycznia 1954 r. i dopiero wtedy Sowieci osiągnęli naddźwiękową prędkość w locie poziomym (Mach 1.25).
Z tego właśnie powodu F-100A Super Sabre jest uważany za pierwszy seryjny samolot naddźwiękowy na świecie, a MiG-19 - był drugim.
W służbie F-100A też wyprzedził MiG-19, odpowiednio we wrześniu 1954 r. i w marcu 1955 r.
Prędkość dźwięku przekraczałem wielokrotnie na Su-22UM3K i na Su-22M4, poza jednym przypadkiem zawsze powyżej 10 000 m. Najwięcej osiągnąłem Ma=2,0 na wysokości ponad 17 000 m na Su-22UM3K lecąc jako instruktor z uczniem. Na Su-22M4, który miał ograniczenie do Ma=1,7 co przekładało się na pułap 15 400 m, osiągnąłem Ma=1,6 trzymając ją od wysokości 13 000 m do wysokości do 15 000 m.
Trzeba wiedzieć, że samolot na prędkości naddźwiękowej zachowuję się zupełnie inaczej niż na poddźwiękowej. Jest trochę jak rozpędzony samolot na gołoledzi. Delikatne i precyzyjne politowanie pozwala kontrolować samolot, ale jeden fałszywy, gwałtowny ruch - i człowiek popłynie w cholerę. Samo rozwinięcie tych maksymalnych parametrów wymaga bardzo dokładnego utrzymania parametrów prędkościowo-wysokościowych (dopasowania tempa wzrostu wysokości do tempa wzrostu prędkości). Jak to ujął ppłk Wiktor Korczyński, "na ten szczyt prowadzi wąska ścieżka, z której nie możesz zejść, jeśli chcesz tam dotrzeć". Dlatego latanie na prędkości naddźwiękowej jest zawsze ciekawym przeżyciem. Chociaż piloci MiG-21 wspominają, że ten samolot wchodził w barierę dźwięku jak w masło i zachowywał się na Ma=1,1 do Ma=1,7-1,8 bardzo poprawnie. Więcej uwagi wymagał przy dochodzeniu do ograniczenia Ma=2,05. Samolot rozwijał prędkość większą od ograniczenia, ale pojawiała się niestateczność kierunkowa (tzw. myszkowanie), która była szalenie trudna do opanowania.
Na zdjęciu George S. Welch przy pierwszym prototypie YF-100A Super Sabre. Czy on faktycznie rozwinął prędkość naddźwiękową na dwa tygodnie przed Chuckiem Yeagerem? Trzeba chyba się trzymać wersji oficjalnej, bo jest dobrze udokumentowana.
Fot. Rockwell
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

@Amizaur2 Amerykanie wpadli pierwsi, ale oczywiście rozważano to teoretycznie już wcześniej, chodziło o dopasowanie sprężarki do pracy w wysokim ciśnieniu za pierwszymi stopniami, musiała ona chodzić szybciej.
Rolls-Royce Trent na naszych Dreamlinerach są trójwałowe.
Polski

@MichaFiszer A na idee dwuwałowych silników odrzutowych Rosjanie wpadli niezależnie, obie strony wzorowały się na czymś wcześniejszym, czy ogólnie takie idee i koncepcję krążyły swobodnie w świecie inżynieryjnym I każdy z nich korzystał ?
Polski

F-100 Super Sabre - część zerowa
Wszyscy mamy świadomość, jak ważny w samolocie jest silnik. W przypadku późniejszego F-100 Super Sabre był po prostu kluczowy. Był to pierwszy silnik jaki rozwinął bez dopalania ciąg ok. 4500 kG czyli wg amerykańskich miar przekraczał magiczne 10 000 funtów siły ciągu.
Ciekawostką jest to, że w przeciwieństwie do General Electric który od zawsze działał w obszarze turbin choć parowych i nigdy nie produkował silników tłokowych, firma Pratt & Whitney słynęła z opracowania i produkcji wielu silników tłokowych. Jedne z najsłynniejszych to rodzina gwiazdowych silników Wasp, bowiem P&W budował niemal wyłącznie silniki gwiazdowe, chłodzone powietrzem. Właściwie w całej swojej historii P&W na masową skalę produkował tylko dwie rodziny silników: Wasp i Hornet. Bazowe wersje powstawały pod kierunkiem Fredericka Rentschlera (założyciela firmy) wraz z wybitnym konstruktorem George’em J. Meadem.
Jednak odmiany R-1830 Twin Wasp (DC-3, B-24 Liberator, F4F Wildcat, itd.), R-2800 Double Wasp (P-47 Thunderbolt, F4U Corsair, F6F Hellcat, B-26 Marauder, P-61 Black Widow) oraz R-4360 Wasp Major (B-36 Peacemaker, B-50 Superfortress, C-97 Stratofreighter/KC-97 Stratotanker) powstały już pod kierunkiem kolejnej legendy firmy, Leonarda S. „Luke” Hobbsa (1896–1977). Zadziwiające jest to, że ten doskonały konstruktor udanych silników tłokowych, wspaniale odnalazł się na polu odrzutowych jednostek napędowych. Nie wszystkim to się powiodło, na przykład firma Wright (znana z silników Cyclone z B-17 Flying Fortress, który jako licencyjny ASz-62 napędzał też An-2) nie przebił się na rynku silników odrzutowych i firma ostatecznie wyleciała z gry. Tak, to dawna firma założona przez braci Wright.
W latach 1946-1948 firma P&W i zespół Hobbsa wszedł w silniki odrzutowe. Żeby poznać ich konstrukcję, najpierw przyjęto licencję na doskonały brytyjski silnik Rolls-Royce Nene. Była to jedna z pierwszych konstrukcji i miał sprężarkę odśrodkową (centryfugę) oraz indywidualne, dzbanowe komory spalania, dawał on ciąg ok. 2200 kG. W USA produkowano go jako J42 i napędzał on F9F-2 Panther. Wbrew pozorom Amerykanie mieli z nim nieco kłopotu. Chociaż był on zaprojektowany w calach, to na przykład amerykański standard gwintów różnił się od brytyjskiego i trzeba było przeprojektowywać wszystkie połączenia śrubowe. Inne były też składy dostępnych w USA stopów metali. Ale P&W poradził sobie z nim.
Paradoksalnie znam ten silnik. Licencyjny R-R Nene (licencja zakupiona w 1946 r.) produkowano w ZSRR jako RD-45 i w odmianie ulepszonej RD-45F. Ten drugi rozwijał ciąg 2400 kG. RD-45F jaki polski licencyjny Lis-1 napędzał Lim-1. Nastęnie Wiktor Klimow ten silnik zmodyfikował i dopracował, tak powstał WK-1A (Lis-2, napędzający Lim-2, 2700 kG ciągu) i opracował wersję z dopalaniem WK-1F (Lim-5, Lim-6bis/M, 3400 kG ciągu z dopalaniem). Był to niesamowity silnik, który strasznie burczał przy uruchomieniu, pluł z dyszy ogniem przy nieumiejętnym wciskaniu zaworu odcinającego w czasie uruchomienia, a w powietrzu wchodził na obroty w tempie ok. 15 sekund od biegu jałowego do maksymalnego. Ale był dość pewny i jak już się kręcił po uruchomieniu, w zasadzie całkowicie odporny na pompaż (niestateczną pracę sprężarki).
Tak jak Klimow zrobił WK-1, tak Brytyjczycy poszli nieco inną drogą tworząc ciut powiększony Rolls Royce Tay (WK-1 miał te same wymiary co RD-45) o ciągu 2835 kG bez i 3600 kG z dopalaniem.
Na ten silnik P&W też kupił licencję. Ale Hobbs powiedział dość!
Sami zrobimy podobną wersję. Wykorzystamy koncepcję, pomysły, ale resztę zrobimy po swojemu. Myślimy, że pewne problemy można rozwiązać nieco innaczej.
I tak powstał J48. Niby licencja R-R Tay, ale nie do końca. Napędzał F9F-5 Panther, F9F-6 Cougar, F-94 Starfire.
Na tym etapie Pratt & Whitnej równolegle pracował nad swoim pierwszym silnikiem turbośmigłowym. Miał napędzać B-52 Stratofortress, który pierwotnie miał być takim amerykańskim Tu-95 - cztery silniki turbośmigłowe. Prace prowadzono od 1947 r.
Niespodziewanie w październiku 1948 r. płk Henry E. „Pete” Warden z bazy Wright Field (Air Materiel Command) podjął jednoosobowe, niezwykle ryzykowne ryzyko zawodowe. Był inżynierem po MIT i doskonale rozumiał, że silniki turbośmigłowe (skomplikowane przekładnie, gigantyczne śmigła) są zbyt awaryjne i nie zapewnią prędkości potrzebnej do przełamania sowieckiej obrony powietrznej. I zdecydował: B-52 ma być odrzutowy.
Ale skąd wziąć silnik odrzutowy o ciągu porównywalnym z ciągiem śmigła projektowanego przez P&W silnika T45????
Leonard Hobbs też podjął odważną decyzję. Na bazie niemal gotowej części silnika T45, robimy odrzutową jednostkę napędową. Mamy sprężarkę, komorę spalania (pierścieniowo-rurową, czyli nowoczesną), turbinę do napędu sprężarki i tzw. turbinę swobodną, napędzającą śmigło. I Hobbs wpadł na pomysł: odepnijmy śmigło, a na tym samym wale zapnijmy drugą sprężarkę! Ponieważ T45, jak każdy silnik turbośmigłowy był silnikiem dwuwałowym, i jak większość, wał z turbiny swobodnej przechodził wewnątrz wydrążonego wału zespołu sprężarka-turbina. A zatem, dodajmy drugą sprężarkę. Ta pierwsza obraca się wolniej i tłoczy powietrze z określonym ciśnieniem. Żeby je dalej sprężyć, ale nie zadławić się dużym ciśnieniem na wejściu, druga sprężarka musi obracać się wyraźnie szybciej.
Taka jest właśnie idea silników dwuwałowych. Sprężarka niskiego ciśnienia łapie powietrze z atmosfery i je spręża, obraca się wolniej. Sprężarka wysokiego ciśnienia, dostaje na pysk powietrze sprężone przez pierwszą sprężarkę, więc musi zasuwać znacznie szybciej. Potem komora spalania i prężne gazy wypadają na turbiny. Pierwsza turbina dostaje całą energię, kręci się szybko i napędza sprężarkę wysokiego ciśnienia. Druga turbina dostaje resztę energii i kręci się wolniej, napędzając wolniejszą sprężarkę niskiego ciśnienia. Pierwsza sprężarka miała 9 stopni, a druga 7 stopni. Turbina wysokiego ciśnienia miała 1 stopień, a niskiego (zbierająca resztki energii po pierwszej) - 2 stopnie.
Silnik oznaczony J57 uruchomiono na hamowni w styczniu 1950 r. Był to pierwszy amerykański silnik dwuwałowy. Pierwszy sowiecki pojawił się kilka lat później, był to Mikulin AM-11, później przejęty przez Siergieja Tumanskiego jako R-11F. Napędzał MiGa-21, m.in.
Sowiecki MiG-19 miał słabsze silniki jednowałowe RD-9F, takie mniej więcej jak amerykański General Electric J47 napędzający F-86 Sabre. Dlatego MiG-19 miał dwa silniki o starszej konstrukcji. A F-100, jego rywal, dostał jeden, za to nowoczesny silnik, o takiej konstrukcji i takiej generacji, jak de facto silnik MiG-21.
Silnik J57 był klasą samą w sobie. Jego produkcja w odmianach cywilnych JT3 i wojskowej J57 (i unowocześniony J52 dla A-4 Skyhawk i A-6 Intruder, choć był on pomniejszony to jednak wyciśnięto z niego niemal taki sam ciąg) przekroczyła sto tysięcy sztuk.
Pierwsza wersja J57-P-1/-1W trafiła na B-52A/B/C. Oczywiście ciąg odrzutowy silnika był dużo mniejszy od ciągu śmigła jakie miało napędzać turbina T45. Dlatego silniki zblokowano w gondolach po dwa, więc B-52 miał osiem silników tego typu. -1W to wtrysk wody, zamiast dopalania, mniejsze zużycie paliwa, choć wzrost ciągu do ok. 5200 kG, a przy dopalaniu - do ok. 6715 kG.
F-100A napędzał silnik J57-P-7 w odmianie z dopalaniem. Miał on ciąg 4400 kG bez i 6715 kG z dopalaniem. To jest ciąg porównywalny z MiG-21F-13, którego R-11F-300 miał ciąg 3900 kG bez i 5740 kG z dopalaniem, ale różnica mas była gigantyczna.
MiG-21F-13 pusty ważył 4980 kg, a F-100A - 9500 kg. Normalna masa startowa, to odpowiednio 7370 kg i 13 085 kg. Dlatego F-100A miał znacznie gorsze osiągi od MiG-21F-13, ale też i różnica w czasie wejścia do służby to kilka lat, a wtedy to była cała epoka.
W każdym razie Pratt & Whitney J57 to był silnik przełomowy, wyznaczył nowe standardy. Jego cywilna odmiana napędzała Boeinga 707, a później na jego bazie powstała odmiana dwuprzepływowa Pratt & Whitney JT3D (wojskowe oznaczenie TF33). Ale to już inna historia.
To tyle słowem wstępu do F-100 - czyli silnik.
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy.
To mój czas, jak chcecie więcej, proszę o kawki, to tylko parę złotych, a mnie się rekompensuje. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

@Amizaur2 Przypuszczalnie miałby większy zasięg, bowiem odrzutowe B-52 z założenia miały być tankowane nad Kanadą w drodze do ZSRR i z powrotem. Każde skrzydło B-52 SAC składało się z dywizjonu bombowego i dywizjonu tankowców, samoloty leciały w duecie, KC-135 z B-52.
Polski

@MichaFiszer Skoro ciąg odrzutowy B57 był znacznie mniejszy niż miał być śmigła i trzeba było więcej silników = większe zużycie paliwa, to znaczy, że turbosmiglowy B-52 byłby wolniejszy ale miał znacznie większy zasięg ?
Polski

Bombardowanie bombami szybującymi
Bardzo ważne było wdrożenie do użycia bomb kierowanych odbiornikiem GPS. Odbiornik satelitarny działa na zasadzie precyzyjnego pomiaru różnicy czasu, po jakiej docierają do odbiornika synchronicznie nadawane sygnały z kilku satelitów. W GPS nie mierzy się kierunkowych namiarów. Każdy satelita GPS wysyła sygnał z dokładnym czasem jego nadania. Odbiornik mierzy czas, jaki sygnał potrzebował na dotarcie do odbiornika. Mnożąc ten czas przez prędkość światła, otrzymujemy odległość (R₁) od satelity.W przestrzeni oznacza to, że odbiornik znajduje się gdzieś na powierzchni kuli (sfery) o promieniu R₁, której środkiem jest satelita. Gdy odbiornik odbierze sygnał z drugiego satelity, oblicza odległość do niego (R₂).Tworzy to drugą sferę. Geometrycznym miejscem przecięcia się dwóch sfer w przestrzeni jest soczewka, ale jej obwód tworzy okrąg. Odbiornik wie teraz, że znajduje się gdzieś na tym okręgu.
Dodanie trzeciego satelity tworzy trzecią sferę o promieniu R₃.Trzecia sfera przecina wcześniejszy okrąg w dokładnie dwóch punktach w przestrzeni.Jeden z tych punktów zazwyczaj znajduje się daleko w kosmosie lub głęboko pod ziemią, więc oprogramowanie odbiornika natychmiast go odrzuca jako nierealny. Drugi punkt to pozycja odbiornika.
Teoretycznie trzy satelity wystarczą do określenia pozycji (szerokość, długość, wysokość). W praktyce potrzebny jest czwarty satelita. Zegary w satelitach są atomowe i niezwykle dokładne. Zegar w odbiorniku może być mniej dokładny.Ta różnica czasu powoduje, że sfery nie przecinają się idealnie w jednym punkcie. Zamiast tego tworzą mały obszar błędu. Geometria czwartej sfery pozwala matematycznie "przesunąć" czas w odbiorniku tak, aby wszystkie cztery sfery przecięły się w jednym, idealnym punkcie. Czwarty satelita synchronizuje zegar odbiornika z czasem GPS.
W praktyce wykorzystuje się nawet sześć satelitów, co powoduje, że określenie położenia w przestrzeni jest super dokładne.
Pierwsze bomby kierowane GPS czyli rodzina JDAM (Joint Direct Attack Munnitions) miała oprócz odbiornika GPS procesor, który na podstawie pomiaru bieżącego położenia i posiadania w pamięci współrzędnych geograficznych położenia celu oraz jego przewyższenia nad poziomem morza obliczał taką trajektorię lotu bomby, by przecięła ona powierzchnię ziemi idealnie w punkcie o tych współrzędnych. Procesor przekładał swoje obliczenia na wychylenia sterów, by kierować bombą, stery poruszały specjalne elektryczne serwomechanizmy.
Bomby JDAM nie powstały od zera, to były zestawy modyfikacyjne dokręcane do zwykłych niekierowanych bomb. Zestaw do modyfikacji bomby Mk.82 wagomiaru 227 kg nosił nazwę GBU-38 (Guided Bomb Unit), zaś do modyfikacji Mk.84 (908 kg) - GBU-31.
Modyfikacje bomb JDAM wyposażone w rozkładane skrzydła do lotu szybującego nazywają się JDAM-ER (Joint Direct Attack Munition - Extended Range). Bomby Mk 82 (227 kg) wyposażone w ten zestaw szybujący otrzymują oznaczenie GBU-62, natomiast cięższe wersje oparte na Mk 84 (908 kg) są oznaczane jako GBU-64.
Ta wersja po zrzucie z podrzutu w kącie wznoszenia ok. 40 stopni z prędkością 900-1000 km/h mogą polecieć na odległość 30-35 km i trafić w cel z dokładnością do 3-5 metrów. Dlatego tak właśnie się je zrzuca: lot po krzakach na odległość do 10-15 km od linii frontu, stroma górka, zrzut, odejście o 180 stopni z zejściem na wysokość lotu koszącego i odejście po krzakach dla uniknięciu ognia rakiet przeciwlotniczych i myśliwców.
Francuska bomba AASM (fr. Armement Air-Sol Modulaire), powszechnie znana na rynku międzynarodowym pod angielską nazwą handlową HAMMER (Highly Agile Modular Munition Extended Range) różni się tym, że ma silnik rakietowy, dopychający bombę przez 15 km (po zrzucie - do góry). Dzięki temu jej zasięg lotu z szybowaniem w tych samych warunkach sięga 70 km. Dlatego są one tak chętnie używane. AASM mają ładunek bomby francuskiej 250 kg i weszły do uzbrojenia w 2008 r. Są one bardzo chętnie i bardzo skutecznie używane w Ukrainie, zwłaszcza że mogą być też dodatkowo kierowane kamerą termowizyjną, porównując obraz widziany z obrazem celu w pamięci bomby.
Także Amerykanie opracowali rodzinę bomb z dodatkowym napędem, znaną jako JDAM-LR (Long Range). Te bomby z dodatkowym silnikiem odrzutowym znane jako GBU-75/B z ładunkiem 227 kg, mają zasięg podobno nawet 550 km, ale nie były używane w Ukrainie, dopiero wchodzą do uzbrojenia.
Jest jeszcze rodzina lekkich bomb SDB (Small Diameter Bomb) o wagomiarze 118 kg, w odmianie kierowanej GPS są znane jako GBU-39/B.
Na zdjęciu MiG-29 w odmianie 9-13 (nie używanej w państwach dawnego UW poza ZSRR) przygotowany do lotu bojowego z francuskimi bombami typu AASM.
Fot. MO Ukrainy
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

@KirkKapitan Ze szczuty tych nadbudówek można było jednocześnie obserwować Hawaje i Filipiny...
Polski

Zawsze mnie zastanawiało, co stało za architekturą japońskich pancerników; poza tym oczywiście, że nie sposób było ich wzrokowo pomylić z jakimikolwiek innymi. Doczytałem się ongiś, że w środku wieżowca była winda, ale nie do samej góry, a w dodatku przysługiwała tylko admirałom i wyższym samurajom, a reszta swołoczy musiała drałować na piechotę po krętej klatce schodowej (niech mnie któryś z yamamotolubów łaskawie poprawi, jeśli się mylę). Jeśli tak, to byłoby wreszcie jasne, dlaczego Japonia wtedy już przegrywała na morzu - zanim obsługa dalmierzy i radarów zdążyła wspiąć się na sam czubek i załączyć wszystko do prądu, już dawno było po bitwie.




Polski

F-100 Super Sabre - wytwórnia North American Aviation
W czasach cudownych tłumaczeń Discovery w stylu "Zombie ci flaszkę wytrąbi", ze słynnymi "flota powierzchniowa", "major-generał", "dywizja opancerzona", słyszałem też piękny tekst "północnoamerykański myśliwiec F-100 Super Sabre". Oczywiście chodziło o jego producenta, North American Aviation z Kalifornii.
Firmę North American Aviation założył jako holding finansowy kanadyjski finansista, Clement M. Keys (1876-1952). Pochodził z Ontario, gdzie skończył filologię angielską, a nawet przez pewien czas wykładał angielski (gramatykę, semantykę) na Ridley College w Saint Catharines w Ontario. Ale potem został reporterem " The Wall Street Journal" pisząc o problemach... kolei. Kanadyjski pionier lotnictwa i przyjaciel Glenna Curtissa (tego od Kittyhawków), Casey Baldwin, namówił go by wszedł w biznes lotniczy. Keys poznał w nowej pracy finansistów, sam zaczął grać na giełdzie i zaczął inwestować. W grudniu 1928 r. założył holding finansowy North American Aviation, w skład którego wchodziła wytwórnia lotnicza w Dundalk w Maryland i Eastern Air Transport, późniejsze Eastern Airlines. Sam Keys włożył też swój wkład w tworzenie późniejszego TWA (Trans World Airlines).
W 1934 r. wyszła słynna ustawa Air Mail Act zabraniająca posiadanie linii lotniczych i wytwórni lotniczych przez jedną organizację właścicielską. W ten sposób Boeing wyszedł z United Aircraft Corporation, mającej poza nim także wytwórnię silnikową Pratt & Whitney i linie lotnicze, późniejsze United Airlines.
Natomiast wytwórnia lotnicza, w której udziały wykupił General Motors, stała się samodzielna jako North American Aviation, zaś prezesem firmy został bardzo znany konstruktor lotniczy pochodzący z hutniczej rodziny imigrantów z Niemiec, James H. "Dutch" Kindelberger (1895-1962). Przeszedł on z wytwórni Douglas Aircraft, gdzie był konstruktorem DC-1 i DC-2, które położyły podwaliny pod słynnego DC-3. Zabrał on ze sobą innego konstruktora Douglasa, Johna L. "Lee" Atwooda (1904-1999), głównego konstruktora firmy, pod kierunkiem którego opracowano T-6 Texan, P-51 Mustang i B-25 Mitchell. W 1948 r. został on prezesem firmy, a szefem działu konstruktorskiego, który odpowiadał za opracowanie F-100 Super Sabre, został Edgar O. "Ed" Schmued (pierwotnie Schmüd, 1899–1985), urodzony w Niemczech, ale pochodzenia austriackiego. Wyemigrował on z Niemiec w 1925 r. do Brazylii, a stąd w 1931 r. do USA, od 1935 r. pracując w NAA. On odpowiadał za opracowanie F-82 Twin Mustang, F-86 i F-100.
Właśnie w 1935 r. NAA przeniesiono z Maryland do Inglewood pod Los Angeles w Kalifornii. Firma specjalizowała się w samolotach szkolnych, a Kindelberger uznał, że w Kalifornii są lepsze warunki do oblatywania gotowych samolotów, prób w locie oraz lepsze warunki do rozwoju samej firmy. Firma wynajęła teren koło lotniska Mines Field pod Los Angeles i do stycznia 1936 r. uruchomiono tu zakład, zatrudniający 250 pracowników. W czasie II wojny światowej wytwórnia się niesamowicie rozrosła, ale najpierw nastąpił pewien incydent.
Do 1941 r. NAA w Inglewood rozrosła się do 11 000 pracowników, realizując spore kontrakty rządowe. W czerwcu 1941 r. na tle płacowym związek zawodowy United Auto Workers zorganizował strajk okupacyjny zakładów i wytwórnia stanęła. Próby przełamania blokady przez lokalną policję i łamistrajków doprowadziły do gwałtownych starć przy bramach fabryki. Policja użyła gazu łzawiącego, jednak zdeterminowani robotnicy odrzucali granaty z gazem z powrotem w stronę funkcjonariuszy. Los Angeles Police Department (LAPD) zgłosiło, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. 9 czerwca 1941 roku prezydent Roosevelt podpisał Rozporządzenie Wykonawcze nr 8773, nakazujące Sekretarzowi Wojny natychmiastowe przejęcie i obsadzenie fabryki przez siły zbrojne. Prokurator Generalny USA Robert H. Jackson nazwał protest bardziej „insurekcją” (buntem) niż legalnym strajkiem robotniczym.
Kilka godzin po dekrecie Roosevelta pod fabrykę w Inglewood zajechały kolumny wojskowych ciężarówek wiozące ok. 2500–3500 żołnierzy US Army (m.in. z 15. Pułku Piechoty oraz artylerii nadbrzeżnej) wkroczyło do akcji, spacyfikowało strajk i zmusiło robotników do pracy. Jednocześnie jednak zakład przeszedł pod kontrolę państwową. Drugi etap upaństwowienia samej wytwórni miał miejsce w momencie, kiedy w latach 1941-1942 rząd zainwestował w rozbudowę fabryki i Inglewood stało się Air Force Plant 9, wynajmowanym firmie NAA w systemie GOCO (Government-Owned, Contractor-Operated) czyli własność rządowa, ale operatorem jest firma prywatna. Warto dodać, że nasze F-16 i F-35 budowane w Fort Worth powstały w takim samym zakładzie, czyli United States Air Force Plant 4, operatorem państwowego zakładu jest dziś Lockheed.
W Inglewood zbudowano
2 prototypy (YF-100A)
199 F-100A (wszystkie wyprodukowane egzemplarze tej wersji powstały w Inglewood)
451 F-100C, z tego 426 sztuk w Inglewood i 25 w Columbus
1274 F-100D, z czego 940 w Inglewood i 334 w Columbus
368 dwumiejscowych F-100F, 338 seryjnych w Inglewood i 30 w Columbus
A zatem 1905 F-100 zbudowano w Inglewood, a 389 w Columbus, razem 2294.
Później w Inglewood NAA produkował statki kosmiczne Apollo i elementy rakiet Saturn, ale w 1960 r. kiedy Mines Field przekształciło się w Los Angeles International Airport, wytwórnia zaczęła zawadzać w rozbudowie lotniska. Po fuzji NAA z Rockwell-Standard w 1967 r. nowy podmiot (North American Rockwell) sukcesywnie wygaszał i wyprzedawał kolejne fragmenty gruntów w rejonie lotniska.
Wytwórnia w Inglewood (późniejszy kompleks South Bay koncernu Rockwell) została ostatecznie zamknięta w październiku 1993 r. Nie produkowano tu już samolotów od 1967 r., Rockwell prowadził montaż bombowców B-1B Lancer w innej wytwórni państwowej, w US Air Force Plant 42 w Palmdale, w Kalifornii. Obecnie na terenach dawnej fabryki NAA stoi terminal Cargo Los Angeles Airport.
Edgar O. "Ed" Schmued w 1952 r. odszedł z wytwórni NAA i przeszedł do Northropa, gdzie kierował opracowaniem T-38 Taloon i F-5 Tiger II. Dalszy rozwój F-100 przejął Raymond H. Rice.
Warto dodać, że bezpośrednio kreśleniem i projektowaniem zarówno F-86, jak i F-100 kierował Charles H. Feltz, bowiem Schmued, a później Rice decydowali o sprawach ogólnych, koncepcyjnych i zarządzali całym projektem od strony nie tylko inżynierskiej, ale też organizacyjnej.
Co do drugiej wytwórni w Columbus w Ohio, to powstała ona od początku jako zakład państwowy, Air Force Plant 85 w systemie GOCO, i w latach 1941-1945 operatorem była firma Curtiss. Znajdowała się ona przy lotnisku Port Columbus (dzisiejsze John Glenn Columbus International Airport). Produkowano tu samoloty SB2C Helldiver oraz Curtiss SO3C Seamew.
Po wojnie zakład stał nie wykorzystany, ale w 1950 r. przejął go NAA. Tu, poza morskimi FJ Fury i częścią F-100, produkowano też RA-5 Vigilante, OV-10 Bronco, T-2 Buckeye, itd.
W 1994 r. wytwórnię Air Force Plant 85 zlikwidowano, a teren sprzedano w 1997 r., obecnie jest tu duży park przemysłowy Columbus International Air Center. Część obiektów zaadaptowano na powierzchnie logistyczne i magazynowe, a na części są małe firmy serwisowe i produkcji komponentów lotniczych.
Także i ten zakład już dziś nie istnieje, podobnie jak sama firma NAA, od 1967 r. North American Rockwell, od 1973 r. Rockwell International, a od grudnia 1996 r. już Boeing.
Co ciekawe, konkurencyjnego MiG-19 zbudowano w ZSRR w liczbie 1979, a dodatkowo 103 sztuki w Aero Vodochody w Czechosłowacji, czyli razem 2082. No i jakieś 3500 w Chinach...
- 1213 w Zakładzie nr 21 w Gorki
- 766 w Zakładzie nr 153 w Nowosybirsku (wyłącznie MiG-19S)
Na zdjęciu - produkcja samolotów F-100 Super Sabre w Inglewood, druga połowa lat 50.
Fot. Boeing
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę poproszę, a będzie więcej. Obecnie zbieram na ważny cel, nie dla siebie, ale dla bliskiej osoby. buycoffee.to/dafiszer

Polski

Nie mam własnego zdjęcia oryginalnego "tramwaju wojennego" KSW
Ale pan Станислав Джоров (Stanisław Dżorow) z Bułgarii zrobił właśnie w Bochum zachowany egzemplarz historyczny.
I co, podobny do naszej "N"?
Słuchajcie. Ruszę dzisiaj w nocy z większą porcją wpisów o charakterze monograficznym. Ale jak Wam się podobają i chcecie, to poproszę. Kilka złotych, a mnie rekompensuje wkład pracy.
buycoffee.to/dafiszer

Polski


Sputnik !
Czyli polska lokomotywa,
Pafag 3E (3E, 3E/1, 3E/1M) na radzieckim pierwowzorze
(cześć elektryczna produkowana
na dokumentacji lokomotyw
ВЛ22м)
Foto:
Po lewej - ET21-09 na terenie
byłego Pafag (Alstom)
Po prawej - ostatnia czynna BL22m, w Gruzji (VL22m-1483)


Michał Fiszer@MichaFiszer
Napiszcie co byście chcieli. - dalszy ciąg historii Su-17 aż do Su-17M4/Su-22M4 - dalszy ciąg Su-11 i Su-15, - Tu-95 i jego warianty - ET21, a później ET22 - tramwaje N - tramwaje 105N - F-100 Super Sabre i F-105 Thunderchief Mówcie, co chcecie a o kawce nie zapomnijcie...
Polski

@HudzinskiK84937 To też opiszę. Zrobimy całą monografię w odcinkach
Polski

@MichaFiszer Zawsze mi się podobała ta maszyna. Ostatnio usłyszałem że była trudna i wredna w pilotazu dlatego nie osiągnęła sukcesu.
Polski


