
Wartość Dodana
57 posts

Wartość Dodana
@SkillStorm84
👩 Książki, filmy, podcasty z zakresu rozwoju, literatury faktu i finansów




Ponad 2 miliony Polaków wpada dziś w drugi próg podatkowy! 🚨 To nie milionerzy. To ludzie, którzy codziennie ciężko pracują - nauczyciele, specjaliści, inżynierowie, pielęgniarki - a pod koniec roku wpadają w pułapkę „magicznego” progu. Nie wpadają w niego najbogatsi na ryczałtach czy ci, którzy potrafią omijać system przez fundacje rodzinne. Wpada w niego klasa średnia. Ta, na której w dużej mierze stoi budżet państwa. Polska 2050 nie godzi się na karanie klasy średniej za pracę. Dlatego drugi próg musi pójść w górę ⏫✅ Bo bezpieczeństwo codziennego życia zaczyna się od uczciwych zasad. #WyrazisteCentrum

🧵 1956 rok. Earl Nightingale wstaje w środku nocy. Nagrywa wiadomość dla swojego zespołu sprzedaży. Nie miał pojęcia, że właśnie nagrał najważniejsze słuchowisko w historii rozwoju osobistego. 👇




Jak bardzo przesmrodzony łeb trawskiem musisz mieć żeby palić tyle w jednym posiedzeniu i mieć na to tolerke? Czy to już się zalicza pod niepełnosprawność umysłową?




This is what an America of 100 million was like

DZIECI NIE SĄ „COOL” W dyskusjach na temat kryzysu demograficznego zbyt rzadko pojawia się kwestia tego, jak posiadanie dzieci wpływa dziś na status społeczny. Niestety we współczesnej kulturze jest to w większości przypadków wpływ negatywny. Status, czyli względna pozycja w hierarchii społecznej, jest dla nas bardzo ważny. Chcemy być lubiani, cenieni i podziwiani przez innych. Choć w książkach rozwojowych można często spotkać porady, by „nie zabiegać o status” – skądinąd mądre – jakoś tak to jest, że osoby udzielające tych porad same cieszą się zazwyczaj wysokim statusem. Jak świetnie opisał to niedawno @BachanskiCezary, dla obecnego pokolenia młodych ludzi „poczucie przynależności buduje konsumpcja”. Owo „poczucie przynależności” jest tu znaczeniowo podobne do statusu społecznego. Punkty statusu łatwo jest zbierać ostentacyjną – w sensie dostrzegalną dla innych – konsumpcją. Media społecznościowe znacząco rozszerzyły tę kategorię, bo dziś nawet coś potencjalnie bazującego na introspekcji i wyciszeniu, jak na przykład medytacja, daje się łatwo uchwycić (poprzez selfie czy zrzut ekranu z aplikacji mindfulness) i pokazać na forum publicznym wszystkim znajomym. Posiadanie dzieci znacząco utrudnia zbieranie punktów statusu w ten sposób – a w wielu przypadkach je przekreśla. Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat sygnałów, które są dziś społecznie nagradzane, arytmetyka wygląda brutalnie: - „fajniej” jest mieć zgrabną sylwetkę i wysportowane ciało niż być „ciężarówką”, - „fajniej” jest wychodzić na imprezy niż karmić piersią po nocach, - „fajniej” jest w weekendy wylatywać na city breaki niż wyjeżdżać z dziećmi do dziadków, - „fajniej” jest chodzić na jogę niż wozić dzieci na zajęcia pozalekcyjne, - „fajniej” jest dobrze się ubrać i zjeść coś fancy na mieście niż dojadać po dzieciach frytki i nuggetsy w poplamionych dresach, - „fajniej” jest w poniedziałek w pracy przy automacie do kawy poopowiadać o aktywnie spędzonym weekendzie niż o weekendzie spędzonym w domu z dziećmi – nawet jeśli były to dla rodzica piękne dwa dni. Przykłady można mnożyć. Ale schemat jest wyraźny – gdy pojawia się dziecko, trudno jest pozostać „cool” w oczach innych. Bez dzieci łatwo dziś budować status dzięki konsumpcji. „Zwyczajne” zarobki umożliwiają „nadzwyczajne” luksusy – a te przekładają się na punkty statusu. Z dziećmi sytuacja się odwraca: „zwyczajne” luksusy często wymagają „nadzwyczajnych” zarobków. Nianie, opiekunki, trenerzy personalni, katering dietetyczny, siłownia w domu – to wszystko ułatwia nadążanie za bezdzietnymi rówieśnikami pod względem statusu. Niestety stać na to tylko nielicznych. Alternatywą jest znalezienie kręgu przyjaciół, dla których dzieci są wartością samą w sobie – ale takie kręgi coraz trudniej znaleźć. Wpływ tej statusowej asymetrii na dzietność jest moim zdaniem znaczący. Te przypuszczenia wzmacnia przykład Gruzji, gdzie w 2007 roku patriarcha Ilia II ogłosił, że zostanie ojcem chrzestnym każdego trzeciego dziecka w rodzinie. To symboliczne wyróżnienie niosło ze sobą ogromny prestiż społeczny – i zbiegło się z wyraźnym wzrostem liczby urodzeń, szczególnie trzecich i kolejnych dzieci. To rzadki przykład, gdy nie pieniądze, ale status i uznanie społeczne przełożyły się na dzietność. Ale z jakiegoś powodu relację dzietności i statusu przyćmiewają dyskusje o cenach mieszkań, metrach kwadratowych, żłobkach itd. Czy to nie symptomatyczne, że w kulturze materializmu szukamy przyczyny kryzysu demograficznego właśnie w czynnikach materialnych? Gdy tymczasem meta przyczyna może leżeć właśnie w kulturze materializmu. Problem w dużej mierze sprowadza się do tego, że wady rodzicielstwa są łatwo widoczne i łatwe do opisania, a uroki rodzicielstwa zwykle dzieją się w sytuacjach sam na sam z dzieckiem, czego nie sposób pokazać innym i co trudno ubrać w słowa. Co więcej, wady rodzicielstwa ewidentnie godzą w status, za to uroki rodzicielstwa raczej go nie dodają. Ta asymetria sprawia, że osoby bezdzietne patrząc z zewnątrz na życie rodziców widzą wady, a nie widzą uroków. Widzą, gdzie stracą pod względem statusu, a nie widzą, gdzie mogą pod tym względem zyskać. Bo rodzicielstwo można tu porównać do przepięknej podróży, ale odbytej bez aparatu fotograficznego – cudne widoki, głębokie przeżycia i wspaniałe wspomnienia są i zostają na długo, ale tylko w głowie rodzica. Nie ma czego wrzucać na Instagram. Dla osób, które nie potrafią cieszyć się swoimi doświadczeniami bez pokazywania ich innym – w formie zdjęć z restauracji, selfies z wakacji czy stories z pilates – to może być różnica nie do przeskoczenia. Przeskoczą ją jedynie ci, którzy poczucie własnej wartości nauczyli się czerpać z wewnątrz, a nie z zewnątrz. Po drugiej stronie czeka ich nagroda tak piękna, że nie sposób ją sobie wyobrazić przed skokiem.




Audi Q4 e-tron Ci się spodoba. Mnie jednaj NIE urzekł. Dlaczego? Przez 3 dni jeździłem elektrycznym Audi Q4 45 e-tron. Chciałem sprawdzić czy to dobry zamiennik dla Tesli model 3, którą jeżdżę od 3 lat. Z tego testu dowiesz się czy jest wart swojej (niemałej) ceny, jaki ma naprawdę zasięg, czy napęd na tył jest w nim bezpieczny oraz co Audi powinno poprawić w jego kolejnej wersji. Jeśli interesują Cię moje pierwsze wrażenia to zapraszam do Twitta sprzed 3 dni. W nim opisałem plusy i minusy Q4 e-tron po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach. Moja finalna ocena jest nieco inna, dlatego zachęcam Cię abyś przeczytał także to finalne podsumowanie. Gruby, chudy, niski, wysoki – wszyscy się zmieszczą bez problemu Q4 ma wiele cech, które sprawiają, że moim zdaniem spodoba się wielu kierowcom. Jest SUV-em, a co widać po ulicach ludzie kochają SUV-y. Czemu? Nie wiem, choć znam wszystkie argumenty jakie są na ich korzyść przywoływane. Plusem Audi są jego gabaryty. Q4 jest samochodem średniej wielkości na zewnątrz (4,59 m długości), ale dzięki elektrycznej platformie ma naprawdę dużo miejsca w środku. Dla mnie w tej kategorii to złoty środek. Ma dużo miejsca z przodu, bardzo dużo z tyłu, a bagażnik jest naprawdę solidny (520 litrów i dobre proporcje). Niestety nie ma drugiego bagażnika z przodu, a szkoda, bo podejrzewam, że dałoby radę zaprojektować samochód tak, aby wygospodarować tę przydatną dodatkową przestrzeń bagażową. W kategorii przestronności mamy więc dobrego zawodnika. Nikomu w środku nie zabraknie miejsca i naprawdę nawet jeśli nie jesteś mistrzem pakowania to zabierzesz się z 4-osobową rodziną na 2-tygodniowe wakacje. Z gazem ostrożnie, szczególnie w zakrętach Wersja, którą testowałem ma 286KM i napęd wyłącznie na tył. Pod względem dynamiki nie mam do czego się przyczepić. Jest moim zdaniem całkowicie wystarczająca (6,7 0-100). Samochód bardzo sprawnie przyspiesza w całym zakresie prędkości. Osobiście bardzo lubię napęd na tył. Mam go również w Tesli 3 SR+ i uwielbiam jak wychodząc z zakrętu wcisnę gaz, a tył wyciąga samochód zacieśniając łuk. Niestety w Audi nie odbywa się to tak sprawnie. Moim zdaniem wynika to z tego, że jest SUV-em, którego środek ciężkości położony jest po prostu wyżej, a raczej miękka charakterystyka zawieszenia nie pozwala na lepszą trakcję. Tylnonapędowe Q4 może moim zdaniem sprawić problem w rękach niedoświadczonego kierowcy, szczególnie takiego, który jeździł wcześniej przednionapędówką (a takich samochodów jest zdecydowana większość). Wysoki moment obrotowy elektryka sprawia, że gdy w ostrzejszym zakręcie wciśniemy mocniej gaz, tył nam momentalnie ucieka i do akcji brutalnie wkracza kontrola trakcji. Trzeba założyć kontrę, aby wyjść z tego bez szwanku. Zimą czy na mokrym niedoświadczony kierowca może mieć problemy. Z zawieszeniem osobiście mam problem. Z jednej strony jest dość miękkie, przez to komfortowe i na dużych 20-calowych kołach ładnie połyka wszelkie dziury i nierówności. Wiem, że wielu kierowców sobie to ceni i lubi taką właśnie charakterystykę. Ja osobiście wolę wiedzieć co się dzieje z podwoziem samochodu, który prowadzę nawet kosztem większej twardości. Układ kierownicy Audi jest…taki jak to w Audi. Mało precyzyjny, bardzo lekko pracujący. I znów. Wiem, że możesz to polubić. Podsumowując. W kategoriach bezwzględnych prowadzenie Q4 jest przeciętne, ale jeśli nie masz porównania z czymś co jeździ lepiej to może Ci po prostu pasować. Jedna rzecz jest za to genialna i nie podlega dyskusji. Zwrotność. Ten samochód praktycznie skręca i zawraca w miejscu. Parkowanie nim nawet w ciasnych miejscach to przyjemność. 10/10. Hamulce do poprawki. Gdy pierwszy raz wsiadłem do Q4 przeraziłem się skutecznością hamulców. Siła hamowania była bardzo niska. Skrytykowałem to w pierwszych wrażeniach. Nieco przedwcześnie, bo po dłuższym poznaniu zauważyłem, że te hamulce w normalnym ruchu ulicznym i jeździe z rekuperacją (gdzie hamujemy mocniej silnikiem) biorą dopiero jak się je mocno wciśnie, lecz nie stanowią aż takiego problemu. Dalej jednak twierdzę, że nie są dobre i wymagają poprawy. Wciśnięcie ich przy dużej prędkości sprawia, że samochód wyraźnie walczy z masą, a działanie hamulców jest skokowe. Czyli łapią nie płynnie tylko czuć takie sekwencje hamowania. Z tyłu są bębny więc możliwe, że to, dlatego. Łożyska się zatarły, czyli WTF z tym dźwiękiem? Rzeczą, która wkurzała mnie niesamowicie w tym samochodzie są sztuczne dźwięki silnika. Emitowane z głośników, na wzór jakiegoś kosmicznego pojazdu. Ja wiem, że wszyscy producenci elektryków stają na głowie, aby zaprojektować coś wyjątkowego. BMW ma dźwięki Hansa Zimmera (całkiem fajne swoją drogą), do Renault dźwięki skomponował Jean-Michel Jarre. W Audi podejrzewam, że komponowali je na warsztacie zapisując odgłosy koła obracającego się na zatartym łożysku. Tak dokładnie to brzmi. Nie da się tego słuchać. KAŻDY, kto jechał ze mną samochodem pytał co to jest i dlaczego tak to przeszkadza podczas jazdy. Szukałem w menu opcji, aby to wyłączyć, ale nie znalazłem. Pytałem konsultanta w salonie i mówił, że prawdopodobnie jest to możliwe, ale też nie wiedział, gdzie się tego dokonuje. Wielka szkoda, bo samochód jest naprawdę dobrze wyciszony i wydaje mi się, że ta cisza byłaby jego istotnym wyróżnikiem. Niestety musisz słuchać rzępolącego głośnika, a to może zapewniam Cię spier…ć całą podróż. Panie, ile to przejedzie na tym prądzie i ile obiadów trzeba zjeść podczas ładowania, aby dojechać do celu Tutaj jest naprawdę nieźle, choć bez rekordów. Zacznijmy od tego, że bateria ma pojemność netto 77 kWh. Podczas mojego testu średnie zużycie energii na 100 km oscylowało wokół 18 kWh. Jeździłem głównie w mieście, drogami podmiejskimi, ale też ok. 40 km autostradą z prędkością 140 km/h. Przy tej maksymalnej prędkości samochód zużywał mniej więcej 22-23 kWh. Jeśli więc jeździsz po mieście i okolicach to jesteś w stanie zrobić Q4 jakieś 430-450 km. Dla mnie to świat i ludzie, więcej nie potrzebuję. Na trasie jadąc 140 km/h przejedziesz jakieś 300 km. Bez szału, ale dramatu też nie ma. Dlaczego więc nie pieję z zachwytu? Bo inni są lepsi. Średnie zużycie z 45k w mojej Tesli to 14 kWh. Niby niewiele mniej ale to oznacza, że przy mniejszej baterii 58 kWh mam prawie takie same zasięgi, a za prąd płacę mniej i samochód jest dzięki temu lżejszy i tańszy w zakupie. Największa wtopa Q4 to jakość użytych materiałów. Tego się nie da obronić. Gdyby ten samochód kosztował 180k, a nie 300, uznałbym, że relacja ceny do jakości jest akceptowalna. Ale Q4 kosztuje za dużo aby wybaczyć jakość użytych w nim materiałów. Te są bardzo złe. Jedyny element, który jestem w stanie pochwalić to fotele – wygodne, dobrze wyprofilowane (wersja S line), z odpowiednią regulacją. Wszystko inne – dramat. Gdzie nie pukniesz twardy plastik, morze piano black, które wygląda po chwili gorzej niż ekran Twojego smartfona po tygodniu klikania. Twardy plastik, plastik pogania. Jest jakaś miękka okładzina na desce rozdzielczej, ale też wygląda bardzo źle. Nawet kierownica ma plastikowe srebrne, wypełnienie, a logo w jej centrum to nie wyżłobione nawet pseudo metalowe okręgi tylko płaska nadrukowana naklejka. Jak w chińskim samochodziku z bazaru. Powiem Wam, że na zdjęciach, które zamieszczam ten środek wygląda dużo lepiej niż odbiera się go w rzeczywistości. Plusem jest całkiem dobra jakość spasowania. Te twarde materiały nie skrzeczą, nie latają, są porządnie złożone. Warto czy nie warto? Moim zdaniem nie warto. Nie za te pieniądze. Ten samochód nie broni się ani jedną rzeczą w porównaniu do Tesli model 3 albo Y. Niczym. Gorzej jeździ, jest słabiej wykonany w środku, ma mniej efektywny napęd, a system pokładowy jest przy Teslowym, jak z epoki kamienia łupanego. Po ulicach jednak widzę, że jeździ Q4 e-tron sporo. Dlaczego? Może się podobać z zewnątrz. Jest naprawdę pojemny, no i jest SUV-em Audi, a to daje +10 punktów do rankingu vs sąsiad 😉Teraz jest też w stosunkowo atrakcyjnej ofercie najmu, której u Tesli nie uświadczysz (dopóki nie wrócą dopłaty). Tak więc to nie samochód dla mnie, ale wielu osobom może się spodobać ze względu na tradycyjne wnętrze i komfort, który będzie wysoki przy spokojnym podróżowaniu. PS. Przepraszam, że na fotkach jest uwalony jak stół w TVN ale po pierwsze taki już dostałem do jazd testowych, a po drugie ze względu na brak czasu nie miałem kiedy go odpicować 😉







