Freedom Publishing@wydawnictwofp
Wyobraź sobie, że państwo proponuje wprowadzenie nowoczesnego, ogólnokrajowego systemu, który będzie zapobiegać przemocy wobec dzieci.
W ramach takiego systemu każda rodzina, która ma dzieci, zobligowana będzie zainstalować rządowe kamery w każdym pomieszczeniu swojego domu, dzięki czemu pracownicy agencji państwowej – wspomagani narzędziami AI – będą mogli łatwo wyłapać wszelkie przejawy przemocy domowej.
Nie jesteś przekonany? Sam masz dzieci i nie życzysz sobie, by państwo podglądało cię w ten sposób?
Ale pomyśl, ile zła, ile krzywd wobec bezbronnych dzieciaków dzieje się za zasłoną czterech ścian w dziesiątkach czy nawet setkach tysięcy patologicznych domów w Polsce.
Dobrze wiesz, że porażające przypadki, o których dowiadujemy się z mediów – jak niedawna sprawa z Przemkowa, gdzie śmiertelnie pobito dwumiesięczne niemowlę – to tylko wierzchołek góry lodowej.
Jeśli można temu jakoś zaradzić, to chyba warto?
Nadal protestujesz? Taka skala inwigilacji to według ciebie zbyt daleko idące naruszenie prywatności zwyczajnych, szanujących prawo obywateli? Nie chcesz, żeby państwo miało taki wgląd w życie twojej rodziny? By widziało, jak spędzacie czas, na co wydajecie pieniądze, kto was odwiedza i tak dalej?
Ale posłuchaj, państwo będzie zobowiązane wykorzystywać ten system wyłącznie w przypadkach naruszenia prawa. Jeśli nie bijesz dzieci, nie masz się czego bać. W czym problem?
Czy ten pomysł i ta argumentacja brzmią absurdalnie? Celowo. Bo kiedy analogiczne protesty pojawiają się w kontekście systemów nadzoru firm, ich entuzjaści zbywają je właśnie w ten sposób: „Przecież jeśli robisz wszystko legalnie, nie masz się czego bać – w czym problem?”.
To klasyczny przypadek zderzenia dwóch intuicji moralnych:
Z jednej strony mamy intuicję bezpieczeństwa i porządku, która zakłada, że im więcej kontroli, tym większe bezpieczeństwo. Rozumowanie jest proste: owszem, monitorujemy wszystkich, ale po to, żeby złapać tych złych.
Z drugiej strony mamy intuicję wolności i prywatności, która każe z podejrzliwością patrzeć na wszelkie ingerencje w sfery prywatności. Rozumowanie: owszem, nie mam nic na sumieniu, ale to nie powód, żeby godzić się na bycie inwigilowanym.
Oczywiście nawiązuję tu do wprowadzonego niedawno systemu KSEF, który raportuje państwu wszystkie faktury i daje mu wgląd w całe życie biznesowe firm. Mechanizm jest tu dokładnie taki sam, co w absurdalnym przykładzie z kamerami w każdym domu. W imię wyłapywania przekrętów państwo przyznało sobie możliwość pełnego monitorowania działalności biznesowej niewinnych ludzi.
Entuzjaści systemu nie widzą problemu: „Działasz legalnie? Nie robisz wałków? To dlaczego narzekasz?”. Czasem daje się w tym wyczuć nawet pewien rodzaj satysfakcji. Taki subtelny shaming protestującego na zasadzie: „Tak, jak tylko winny się tłumaczy, tak tylko winny boi się kontroli”.
Tymczasem sedno problemu leży gdzie indziej. Jest nim strukturalny nadzór wszystkich – z których znakomita większość to ludzie przestrzegający prawo – w imię lepszej wyłapywalności krętaczy.
Niezależnie od tego, czy mówimy o kamerach w każdym polskim domu, czy o obowiązku raportowania każdej faktury w każdej polskiej firmie, intuicja wolności mówi: „Nie masz prawa wejść do mojego domu czy firmy bez powodu.”, a intuicja porządku mówi: „Na wszelki wypadek inwigilujmy wszystkich, a łapmy tylko przestępców”.
Chcę tym postem zwrócić uwagę, że ludzie, którzy sprzeciwiają się wprowadzaniu systemów takich jak KSEF to nie oszuści, którzy chcą dalej działać w ukryciu (choć oczywiście znajdą się i tacy). To w większości porządni ludzie o innych niż twoje – wolnościowych – intuicjach moralnych. A jednocześnie ludzie, którzy wiedzą, jaki jest zazwyczaj kierunek takich pełzających ingerencji w prywatność. Ludzie świadomi, że wolność ma swoją cenę, którzy zawalczą także o twoje prawa, gdy te będą łamane.
Zaraz ktoś zarzuci mi: „Naprawdę? Porównujesz cierpiące dzieci do faktur?”. Nie. Zwracam uwagę na podobne sedno problemu. Uważaj z popieraniem „inwigilacji na wszelki wypadek”, bo jej logika jest trudna do zatrzymania – jeśli dziś kibicujesz, jak państwo wstawia nogę w drzwi mojej firmy, nie bądź zdziwiony, gdy jutro wstawi nogę w drzwi twojego domu.
Bo w rozważaniach na temat rozszerzania prerogatyw państwa warto pamiętać o eksperymencie myślowym Michaela Mungera: gdy zastanawiasz się, czy chcesz, aby państwo uzyskało kolejne uprawnienia, zamiast tego zastanów się, czy chcesz, aby te uprawnienia uzyskali politycy i urzędnicy. Państwo nie jest metafizycznym bytem, który bezbłędnie realizuje powierzane mu zadania, lecz tworem złożonym ze zwyczajnych ludzi – zawsze niedoskonałych, a często również niegodziwych.
Chcesz wolności? Musisz patrzeć na takie systemy krytycznie, niezależnie od tego, czy sam jesteś „czysty”. Nie chodzi o winę, lecz o granice ingerencji państwa w życie każdego człowieka. W Matrixie nie było miejsca ani na bicie dzieci, ani na robienie wałków z lewymi fakturami. A i kapsuły wyglądały na wygodne…
Zanim następnym razem powiesz przedsiębiorcy: „Nie łamiesz prawa? To o co się martwisz?”, wyobraź sobie państwowe kamery u ciebie w domu. Jeśli nie zgodziłbyś się na ich zainstalowanie, niewinność przestaje być argumentem.