Butkacy
2.2K posts


Jak Francuzi naprawdę widzą Polskę i Polaków. Dla przeciętnego Francuza Polska pozostaje krajem, o którym wie się zaskakująco mało. Leży „gdzieś na Wschodzie”, między Niemcami a Rosją, i kojarzy się przede wszystkim z szarością, zimnem oraz trudną historią. Obraz, który dominuje w głowach, to wciąż postkomunistyczny kraj pełen blokowisk, betonowych osiedli, ponurych krajobrazów i silnego, konserwatywnego katolicyzmu. Wielu Francuzów mentalnie zatrzymało się na latach 90. lub początku XXI wieku i wciąż postrzega Polskę jako biedniejszego, zacofanego krewnego Europy, który powoli próbuje dogonić „prawdziwy” Zachód. Najsilniejszym współczesnym stereotypem jest „plombier polonais” – polski hydraulik. To symbol taniej, solidnej i pracowitej siły roboczej, która przyjeżdża do Francji wykonywać prace, których sami Francuzi często nie chcą brać. Budowlańcy, opiekunki, sprzątaczki, kierowcy ciężarówek – są doceniani za efektywność, ale jednocześnie traktowani z pewną pogardą jako konkurencja, która „zabrała pracę”. To skojarzenie z czasów debaty o rozszerzeniu Unii Europejskiej wciąż mocno tkwi w świadomości. Do tego dochodzi klasyczny wizerunek Polaka jako człowieka lubiącego wypić. Francuskie powiedzenie „soûl comme un Polonais” (pijany jak Polak) funkcjonuje od pokoleń. Kojarzy się wam wódkę, ciężkie imprezy i ogólny problem alkoholowy. Ludzie są postrzegani jako dumni, twardzi, czasem szorstcy i prości w obyciu – „rustres” po francusku. Z jednej strony gościnni i rodzinni, z drugiej – zamknięci, narzekający, mało uśmiechnięci i zbyt konserwatywni. Szczególnie lewicowa i progresywna część społeczeństwa francuskiego patrzy na Polskę jak na zaścianek: kraj homofobiczny, zacofany w kwestiach praw kobiet, aborcji i LGBT, rządzony przez nacjonalistyczną prawicę. Kuchnia? Ciężka, tłusta i wiejska – bigos, kiełbasa, kapusta, pierogi i ziemniaki. Daleko jej do francuskiej finezji i lekkości. Polska religijność budzi u wielu Francuzów mieszankę zdziwienia i politowania, zwłaszcza w kraju dumnego laïcité. Mimo to istnieją też pozytywne nuty. Francja ma długą tradycję sympatii do „walczącej Polski” – od czasów Napoleona, przez romantyzm, po Solidarność i Jana Pawła II. Polki często uchodzą za atrakcyjne, eleganckie i zadbane. Polacy poznani indywidualnie bywają lubiani – szczególnie ci, którzy mówią po francusku, dobrze się asymilują i nie pasują do sztywnego stereotypu. Najbrutalniejsza prawda jest jednak taka, że większość Francuzów po prostu o Polsce nie myśli. To biała plama na mapie. Wiedza kończy się na wódce, hydrauliku, zimnie i obozach koncentracyjnych. Ci, którzy nigdy nie byli w Polsce, mają w głowie obraz szarego, biednego i trudnego kraju. Ci, którzy przyjadą – bardzo często są szczerze zaskoczeni nowoczesną Warszawą, pięknym Krakowem, dobrą infrastrukturą i tempem rozwoju. Kontrast między wyobrażeniem a rzeczywistością bywa dla nich szokujący. Résumé: w oczach Francuzów jesteście twardymi, pracowitymi, raczej konserwatywnymi katolikami z zimnego, postkomunistycznego kraju na peryferiach Europy. Doceniają waszą siłę roboczą i historię walki o niepodległość, ale patrzą na was z typową francuską mieszanką kulturowej wyższości i ignorancji. Indywidualnie Polak może im się spodobać, ale Polska jako państwo i społeczeństwo często budzi pobłażliwość lub dezaprobatę. Im bliżej poznają, tym lepiej oceniają – problem w tym, że mało kto się naprawdę wysila, żeby to zrobić.

Kobieta z 1 dzieckiem: 63 lata Mężczyzna z 5 dzieci: 65 lat. Na tym polega równość kochani.


Pełna racja. Sama ze swojego (co prawda krótkiego) doświadczenia widzę, że nie wiele trzeba. Ubranka? Ja dostałam od kuzynek, na stronach typu Vinted można kupić za grosze. Szkoda pieniedzy na nowe, bo dziecko bardzo szybko wyrasta. Zabawki? To samo + kto ma dzieci, ten wie że nie-zabawki i tak są ciekawsze xD Karmienie? Z oczywistych względów pierś jest najtańsza i najpraktyczniejsza. Przewijak? Wystarczy mata na łóżko lub podłogę. Łóżeczko i nowy specjalny materac? Phi, sama kupowałam, ale po miłym zderzeniu z rzeczywistością, syn ani razu w nim nie spał. Zresztą tak samo można kupić używkę. Fotelik, wózek również. Jedynie ze stałych wydatków, to pampersy i chusteczki, a to nie są miliony. -- Sama popełniłam błąd wiary w to co nam wmawia społeczeństwo "że jeszcze nie teraz", "że jeszcze to i to musisz zrobić" i wiecie co? Te wszystkie "ważne" rzeczy, teraz z perspektywy czasu są błahe i nieistotne. Chciałam z dziećmi "wyrobić" się przed 30, prawdopodobnie mi się to jeszcze uda, ale tyle czasu zmarnowałam na głupoty, że aż żal.

Jeśli ktoś twierdzi, że go nie stać na dziecko to dał się strasznie zmanipulować lub nie mówi prawdy. Normalne zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy. W ostateczności można je oddać pod opiekę innym i jest to zawsze lepsza opcja niż je zabić. Prawda może być taka, że stać go na dziecko ale określa inne finansowe priorytety, albo że stać go na dziecko, ale nie na zapewnienie mu i sobie poziomu konsumpcji właściwego dla klasy społecznej do której aspiruje. W obu wypadkach jest to iluzja lub wybór, a nie życiowa konieczność. Oczywiście ten wybór może być przeżywany subiektywnie jako „jedyny możliwy” - tak działają mechanizmy naśladownictwa i stadnych zachowań społecznych. Dlatego warto wychodzić poza swoją bańkę społeczną i czasową. Nigdy w historii nie żyliśmy w lepszych warunkach i teraz nagle nas nie stać? Litości…




Moi rodzice (spawacz i gospodyni) i ósemka mojego rodzeństwa - za dzieciaka paczki z Caritasu, kolonie szkolne, darmowe SKS jako czas wolny. Dziś wśród nas: kierownik budowy, inżynier, wykładowca, informatyk ds. serwerowni, handlowiec, terapeutka itp itd, długo by wymieniać.




Doktor ekonomii @SlawomirMentzen właśnie odkrył autorski instrument demograficzny: alkoholizm. Według niego młodzi nie mają dzieci, bo... za mało piją. Zapomnijcie o cenach mieszkań, kosztach życia czy braku stabilności. Prawdziwym wrogiem narodu jest brak kaca.


Jeśli ktoś twierdzi, że go nie stać na dziecko to dał się strasznie zmanipulować lub nie mówi prawdy. Normalne zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy. W ostateczności można je oddać pod opiekę innym i jest to zawsze lepsza opcja niż je zabić. Prawda może być taka, że stać go na dziecko ale określa inne finansowe priorytety, albo że stać go na dziecko, ale nie na zapewnienie mu i sobie poziomu konsumpcji właściwego dla klasy społecznej do której aspiruje. W obu wypadkach jest to iluzja lub wybór, a nie życiowa konieczność. Oczywiście ten wybór może być przeżywany subiektywnie jako „jedyny możliwy” - tak działają mechanizmy naśladownictwa i stadnych zachowań społecznych. Dlatego warto wychodzić poza swoją bańkę społeczną i czasową. Nigdy w historii nie żyliśmy w lepszych warunkach i teraz nagle nas nie stać? Litości…

Jeśli ktoś twierdzi, że go nie stać na dziecko to dał się strasznie zmanipulować lub nie mówi prawdy. Normalne zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy. W ostateczności można je oddać pod opiekę innym i jest to zawsze lepsza opcja niż je zabić. Prawda może być taka, że stać go na dziecko ale określa inne finansowe priorytety, albo że stać go na dziecko, ale nie na zapewnienie mu i sobie poziomu konsumpcji właściwego dla klasy społecznej do której aspiruje. W obu wypadkach jest to iluzja lub wybór, a nie życiowa konieczność. Oczywiście ten wybór może być przeżywany subiektywnie jako „jedyny możliwy” - tak działają mechanizmy naśladownictwa i stadnych zachowań społecznych. Dlatego warto wychodzić poza swoją bańkę społeczną i czasową. Nigdy w historii nie żyliśmy w lepszych warunkach i teraz nagle nas nie stać? Litości…



Jeśli ktoś twierdzi, że go nie stać na dziecko to dał się strasznie zmanipulować lub nie mówi prawdy. Normalne zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy. W ostateczności można je oddać pod opiekę innym i jest to zawsze lepsza opcja niż je zabić. Prawda może być taka, że stać go na dziecko ale określa inne finansowe priorytety, albo że stać go na dziecko, ale nie na zapewnienie mu i sobie poziomu konsumpcji właściwego dla klasy społecznej do której aspiruje. W obu wypadkach jest to iluzja lub wybór, a nie życiowa konieczność. Oczywiście ten wybór może być przeżywany subiektywnie jako „jedyny możliwy” - tak działają mechanizmy naśladownictwa i stadnych zachowań społecznych. Dlatego warto wychodzić poza swoją bańkę społeczną i czasową. Nigdy w historii nie żyliśmy w lepszych warunkach i teraz nagle nas nie stać? Litości…


🗣️Natalia Broniarczyk: "Większość kobiet, które podejmuje taką decyzję, podejmuje tę decyzję ze względów ekonomicznych. Nie stać ich na drugie dziecko."







