Paweł Usiądek@PUsiadek
„Lex Szarlatan" czy "Lex Big Pharma"?
Ustawa, która ZAMKNIE usta lekarzom, pacjentom i całej branży medycyny naturalnej!
W rzeczywistości to nie walka z oszustami. To cenzura prewencyjna ubrana w białe fartuchy – i narzędzie eliminacji konkurencji dla przemysłu farmaceutycznego.
Projekt ustawy nazywanej „Lex Szarlatan" przedstawiany jest jako ochrona pacjentów przed pseudomedycyną. Brzmi szlachetnie. Ale diabeł tkwi w szczegółach – i to szczegółach, które powinny niepokoić każdego, kto ceni wolność, praworządność i prawo do decydowania o własnym zdrowiu.
Kara bez udowodnienia winy
Ustawa zakłada, że urzędnik może uznaniowo stwierdzić, że dana praktyka jest „niezgodna z aktualną wiedzą medyczną" i nałożyć karę o natychmiastowej wykonalności – bez wyroku sądu, bez udowodnienia winy. A zasada domniemania niewinności? Najwyraźniej przestaje obowiązywać, gdy w grę wchodzi „nauka".
Świadectwa pacjentów, dane kliniczne, wieloletnie doświadczenie praktyków – to wszystko straci znaczenie, jeśli urzędnicy i towarzystwa naukowe powiązane z przemysłem farmaceutycznym będą innego zdania.
🔸Kto decyduje, co jest „aktualną wiedzą medyczną"?
Tu dochodzimy do sedna. Przeprowadzenie wysokiej jakości badań klinicznych jest tak kosztowne, że w praktyce to przemysł farmaceutyczny decyduje, co jest badane, a co nie. Wybiera się to, na czym można zarobić – nie to, co jest optymalne dla pacjenta. Skuteczne, tanie i nieopatentowane metody leczenia pozostają w szarej strefie – nie dlatego, że są nieskuteczne, lecz dlatego, że nikomu nie opłaca się ich badać.
Warto przypomnieć, że „Lancet" właśnie wycofał komentarz z 1977 roku sugerujący, że talk zawierający azbest nie jest szkodliwy. Autor miał nieujawniony konflikt interesów – współpracował z Johnson & Johnson. Pół wieku zajęło przyznanie, że „aktualna wiedza medyczna" była skażona interesem korporacyjnym. Ile podobnych przypadków czeka jeszcze na ujawnienie?
🔸Cenzura pod przykrywką ochrony
Jeśli kiedykolwiek znowu pojawi się pomysł w stylu „godziny policyjnej dla niezaszczepionych" – jak proponował doradca premiera prof. Parczewski – nikt nie będzie mógł się sprzeciwić bez ryzyka milionowej kary. Bo głoszenie poglądów sprzecznych z oficjalną linią stanie się „szerzeniem teorii niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną".
Pamiętamy dobrze, jak w czasie pandemii instrumentalnie posługiwano się lękiem, zamawiano szczepionki na kilka dawek dla każdego Polaka – mimo że sondaże pokazywały, że połowa nie skorzysta – a większość trafiła do utylizacji. Zmarnowano miliardy złotych podatników. Dziś te same środowiska chcą ustawowo zamknąć usta tym, którzy ośmielają się zadawać pytania.
🔸Kto zapłaci cenę?
Ta ustawa to cios w całą branżę medycyny naturalnej – naturopatów, dietetyków, przedsiębiorców, czasopisma, badaczy. Ludzi, którzy uczciwie pracują, płacą podatki i odpowiadają na realne zapotrzebowanie pacjentów, którzy z różnych powodów stracili zaufanie do medycyny głównego nurtu.
Jeśli ktoś faktycznie wyrządził krzywdę pacjentom lub oszukał – od tego jest obowiązujące prawo. Nie potrzebujemy cenzury prewencyjnej. Potrzebujemy praworządności i wolności.