Bogdan Morkisz@SiewcyPrawdy
Bandytyzm czy po prostu logika współczesnego systemu?
W dzisiejszych czasach trudno już odróżnić „patologię” od „normalności”, bo to, co kiedyś nazwalibyśmy bandytyzmem, dziś uchodzi za standardowy mechanizm działania państw i korporacji. W kapitalizmie każdy rząd — niezależnie od barw — najpierw zabezpiecza interesy własnego zaplecza, potem interesy wielkiego biznesu, a dopiero na końcu, gdzieś daleko za marginesem, znajduje się zwykły człowiek.
Transformacja ustrojowa była przedstawiana jako „wyzwolenie”, a w praktyce okazała się największym transferem majątku narodowego w prywatne ręce w historii Polski. Całe sektory strategiczne — handel, bankowość, farmacja — trafiły pod kontrolę zagranicznych korporacji i finansowych grup interesu. Zyski płyną za granicę, podatki w minimalnym stopniu wracają do kraju, a Polacy płacą najwyższe możliwe ceny za produkty, leki i usługi, nad którymi nie mają żadnej kontroli.
Władza przez trzy dekady zmieniała się jak dekoracje w teatrze, ale scenariusz pozostawał ten sam: utrzymać system, w którym plebs pracuje, a elity inkasują. Gdy wybuchają kryzysy — epidemie, inflacje, recesje — państwo natychmiast rzuca się ratować wielki biznes, a koszty przerzuca na społeczeństwo. To nie przypadek, to model.
Dawniej cały naród odbudowywał kraj z ruin. Dziś zwykli ludzie pracują ponad siły, chorują, umierają, a ich wysiłek służy głównie temu, by utrzymać zyski firm, które często nawet nie płacą tu podatków. A gdy te firmy zaczynają mieć problemy, państwo nie pyta: „czy warto je ratować?”, tylko: „ile jeszcze możemy im dać?”.
Współczesny proletariat nie buduje już stolicy — on utrzymuje system, który traktuje go jak zasób do eksploatacji. A jutro, gdy globalne korporacje zaczną przejmować kolejne polskie przedsiębiorstwa, znów usłyszymy, że „tak działa rynek” i że „nie ma alternatywy”.
To nie jest jednostkowe zachowanie. To nie jest wypadek przy pracy.
To jest logika systemu, który od lat działa według jednej zasady: pracuj, płać i nie zadawaj pytań.
A Polska, jaką mamy dzisiaj, jest efektem decyzji podjętych trzy dekady temu — decyzji, które wyniosły jednych na szczyt, a innych zostawiły na dole drabiny społecznej.