
O, to formacyjna dla mnie przygoda. Zimno jak w psiarni, styczeń lub luty, początek 2013 r.,dojeżdżamy do Rembertowa. To, że się tam znaleźliśmy było pomysłem @DorotaKania2, która wyszperała gdzieś informację o "noworocznym spotkaniu członków i sympatyków Stowarzyszenia Sowa". Bodaj ten @SamuelPereira zadzwonił i podał jakieś lipne dane, mówiąc, że jesteśmy sympatykami, że bardzo się interesujemy środowiskiem i chętnie przyjedziemy na to wyjątkowe dla nas spotkanie. Bez problemu nas wpisano i pojechaliśmy. Dom Kultury w jednostce w Rembertowie wyglądał pewnie tak samo, jak w 1973 i 1953 i będzie wyglądał w 2043 r. Lamperie, jarzeniówki, cerata na długich stołach, wóda i jakieś koreczko-przekąski. I smutni panowie w sweterkach i trumiennych ganiturach krążący wokół tego w dość kordialnej atmosferze, na przemian grupujący się i rozgrupujący z podgrupek. W sumie jakieś 20-25 osób. Stanęliśmy w progu, na co zza jednego ze stolików uniósł się generał Dukaczewski i zawołał coś w stylu: "Panowie, mamy gości". W ciągu kilku sekund staliśmy otoczeni wianuszkiem meżczyzn po 50tce, których przekrój fizys był tak różny, jakby zebrali się tam i inkasenci z giełdy samochodowej i ochroniarze z Wólki Kosowskiej i zawodowi mordercy i robiący w PRL-u za attache kulturalnych w Ułan Bator inteligenci. Przyznam, że trochę nas to zmroziło, ale Panowie nie byli nieprzyjemni, a gdy dowiedzieli się, że jest wśród nas Wildstein (choć młody) to wręcz wyglądali na zaskoczonych. Wieczór upłynął nam w taki sposób jak przedstawił to @DawidWildstein. Generał Dukaczewski dość prędko się zawinął, za to zabawiał nas rozmową ujmujący wręcz niebywale płk. Polkowski (w PRL w zarządzie II Sztabu Generalnego, potem oczywiście WSI), który chętnie opowiadał i o Rosji i tym, że posiada dostęp do tajemnic NATO w tym bodaj "NATO Cosmic Secret". Jak się można domyślić, przekonywał nas, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Całość odbywała się w dość dziwacznej atmosferze potęgowanej przez scenografię tego zapomnianego przez świat ośrodka "kultury". Pomniejsi dosiadający się do naszego stolika oficerowie chętnie żartowali, że np. "mogą pokazać nam strzelnicę", a na koniec - co napisał Dawid - życzyli bezpiecznego powrotu do domu, "bo drogi są bardzo śliskie". Finalnie droga na Plac Zbawiciela minęła nam jednak spokojnie. Dopiero rozmasowując wódką ten dziwaczny wieczór, jeden z nas spostrzegł zgubę z kurtki pozostawionej w szatni. Ale oczywiście to może był przypadek i zgubił to wcześniej, lub później. Kilka tygodni później na "Przystanku historia" odbywała się premiera "Długiego ramienia Moskwy" profesora @Cenckiewicz, a więc książki poświęconej naszym przygodnym znajomym. Wówczas na sali pojawiło się kilku panów z WSI, których mieliśmy okazję poznać. Gdy nas zobaczyli, mierzyli nas już wzrokiem mówiącym coś zupełnie innego, niż tamtego dziwnego wieczoru. A może właśnie to samo?





















