ppłk rez. Maciej Korowaj@Maciej_Korowaj
MGŁA WOJNY - Rosyjskie Ministerstwo Obrony - zinstytucjonalizowany sabotaż, wojna elit i widmo konfliktu z NATO do 2028 roku
Z perspektywy byłego oficera wywiadu wojskowego rosyjskie Ministerstwo Obrony coraz mniej przypomina klasyczny resort siłowy, a coraz bardziej zinstytucjonalizowaną „krysiarnię” - mechanizm sabotażu własnej zdolności obronnej, który żyje z chaosu i produkuje mgłę wojny wewnątrz systemu.
Co gorsza, w insiderskich relacjach ten wewnętrznie zdegenerowany układ zaczyna sam siebie przekonywać, że niemal nieuchronnym scenariuszem jest duża wojna z NATO do 2028 roku, z Polską jako naturalnym frontowym państwem.
„Krysiarnia” - jako resort eksploatowany przez elity
W rosyjskich relacjach insiderskich coraz częściej pojawia się obraz Ministerstwa Obrony jako struktury, która przestała być klasycznym „resortem siłowym”, a stała się zinstytucjonalizowanym mechanizmem sabotażu własnej zdolności obronnej. Nie chodzi już wyłącznie o znaną od lat korupcję i klientelizm, lecz o świadomie utrzymywany chaos prawny, finansowy i organizacyjny, który jednocześnie pozwala kraść i paraliżuje realne przygotowania do dużej wojny.
Aleksej Kriworuczko, cywilny menedżer wywodzący się z sektora zbrojeniowego, awansował na stanowisko wiceministra obrony odpowiedzialnego za zakupy, logistykę i zaopatrzenie armii, przejmując kontrolę nad kluczowymi strumieniami pieniędzy - od artylerii i amunicji po systemy obrony powietrznej. W relacjach insiderskich jest opisywany jako człowiek, który po zmianach personalnych w resorcie zbudował wokół siebie nową sieć wpływów, obejmującą firmy pośredników, lojalnych urzędników i „nowych” kuratorów poszczególnych branż, stopniowo wypierając tradycyjne biura konstrukcyjne oraz stare piony resortu.
Walerij Gierasimow, milczący Szef Sztabu Generalnego i jeden z głównych architektów obecnej wojny przeciw Ukrainie, zapewnia tej konfiguracji wojskową legitymizację i operacyjny parasol, ponieważ należy do wąskiej grupy ludzi z bezpośrednim dostępem do prezydenta oraz do nuklearnego „klucza”. W efekcie w insiderskiej narracji oś Kriworuczko–Gierasimow pełni rolę rdzenia „krysiarni” w Ministerstwie Obrony, a więc sprzężenia polityczno finansowego ośrodka dystrybucji kontraktów z planistyczno operacyjnym centrum, które blokuje realne reformy, broni swojej renty i akceptuje chroniczny chaos organizacyjny, o ile nie zagraża on pozycji układu.
Określenie „krysiarnia” (ros. „крысятник”) funkcjonuje tutaj jako slangowe, pogardliwe miano dla całego gniazda urzędników, pośredników, generałów i biznesmenów oplatających resort obrony. Nie chodzi o pojedynczą aferę korupcyjną, lecz o środowisko, które żyje z systemowej marży na każdym elemencie państwowego zamówienia, od podpisania kontraktu poprzez „korygowanie” wymagań technicznych aż po fazę rozliczeń i płatności
„Ludźmi nowego układu” nazywa się w tej narracji wszystkich, którzy swoją pozycję w Ministerstwie Obrony i kompleksie wojskowo przemysłowym zawdzięczają obecnej konfiguracji personalnej, a więc nowym wiceministrom, nowym „kuratorom” branż oraz nowym zewnętrznym firmom pośrednikom, a nie starym pionom resortu czy tradycyjnym biurom konstrukcyjnym.
Najważniejszym narzędziem „krysiarni” pozostaje systemowy kryzys płatniczy. Firmy wykonują prace i podpisują protokoły odbioru, lecz pieniędzy nie otrzymują miesiącami lub nie dostają ich wcale. Wymusza to dryf podwykonawców w stronę alternatywnych kanałów finansowania powiązanych właśnie z „ludźmi nowego układu” oraz strukturami specjalnymi, które dysponują dostępem do środków poza standardowymi procedurami państwowymi.
W tle pojawia się także opis agresywnej polityki przejmowania własności intelektualnej - część zamówień ma być warunkowana faktycznym oddaniem praw do technologii, co zniechęca poważnych graczy i wypycha z rynku tych, którzy nie godzą się na pełną kapitulację wobec resortu.
SSO, służby i rosnąca rola Diumina.
Coraz większą rolę w tej insiderskiej optyce odgrywają struktury funkcjonujące obok Ministerstwa Obrony, w szczególności Siły Operacji Specjalnych (SSO) oraz Naczelne Dowództwo Operacji Specjalnych (NDOS), korzystające w praktyce z zasobów SWR, FSB i Głównego Zarządu (GRU).
Diumin, były ochroniarz Putina i zastępca nieżyjącego już, legendarnego szefa GRU generała Igora Sierguna, był bezpośrednio odpowiedzialny za operację krymską, a następnie – już jako wiceminister obrony – stał się jednym z głównych architektów oraz faktycznych „ojców założycieli” nowoczesnych rosyjskich Sił Operacji Specjalnych i współtworzył ich doktrynę oraz praktykę użycia poniżej progu wojny – Doktryna „Wojny Zrównoważonej” – potocznie: „wojna hybrydowa”.
Siergun, który zmarł nagle na początku 2016 roku, uchodził w rosyjskich kręgach wojskowych za ikonę „nowego GRU”, a więc służby brutalnie skutecznej, elastycznej i zdolnej do prowadzenia operacji nieregularnych od Donbasu po Syrię, co stworzyło naturalne środowisko awansu ludzi takich jak Diumin. Diumin wyrastał w tym kręgu jako człowiek od zadań specjalnych, łączący osobistą lojalność wobec Putina z praktycznym doświadczeniem w organizowaniu operacji na styku armii i służb.
Później, w wyniku wewnętrznych walk, został de facto „zesłany” na długoletnie stanowisko gubernatora obwodu tulskiego, lecz dziś, dzięki swojej sprawczości i utrzymanej pozycji w elitach bezpieczeństwa, powrócił do ścisłego kręgu kremlowskiego jako kluczowy asystent Prezydenta Federacji Rosyjskiej i jest wymieniany wśród potencjalnych „delfinów” po Putinie.
Z tej pozycji buduje własną bazę wpływu w segmencie „czarnej siły”, czyli struktur formalnie podległych państwu, które w realnej polityce mogą stać się zarówno narzędziem rozgrywki rosyjskich elit, jak i jednym z głównych instrumentów eskalacji w szarej strefie wobec NATO.
W praktyce oznacza to, że część najbardziej sprawnych, mobilnych i relatywnie nowocześnie wyposażonych zasobów bojowych funkcjonuje poza zwykłą hierarchią Ministerstwa Obrony. Jednocześnie właśnie te zasoby są najmocniej podpięte pod konkretny klan polityczno bezpieczniacki.
„Krysiarnia” w resorcie zapewnia tło w postaci chaosu, dezorganizacji oraz permanentnego konfliktu o pieniądze i kompetencje, podczas gdy faktyczną „siłę uderzeniową” do operacji w szarej strefie i szybkich eskalacji może uruchamiać oś Diumina oraz służby specjalne.
Pole walki zdominowane przez improwizację
Ta logika ma bezpośrednie skutki na polu walki. Z jednej strony Rosja potrafi generować pojedyncze sukcesy taktyczne okupione dużymi stratami żołnierza. Z drugiej strony brakuje przełożenia tych sukcesów na przełom operacyjny, ponieważ system dowodzenia, rozpoznania i łączności działa na granicy wydolności.
Relacje insiderskie podkreślają, że wszędzie tam, gdzie pojawiają się sensowne próby modernizacji - na przykład we wdrażaniu zintegrowanych rozwiązań łączności i dowodzenia - natychmiast uruchamia się obronna reakcja „krysiarni”, która woli doprowadzić projekt do upadku, niż dopuścić, by stał się on sukcesem politycznym innego obozu.
W obszarze bezzałogowców i wojny radioelektronicznej obraz jest jeszcze bardziej niepokojący. Rosyjskie relacje z frontu opisują sytuację, w której na wielu kierunkach „małe niebo” pozostaje w praktyce pod kontrolą strony ukraińskiej. Ukraińskie drony FPV i bezzałogowe platformy bojowe, wspierane przez rozbudowany system rozpoznania i WRE, wypychają rosyjskie bezzałogowce z przestrzeni powietrznej, a rosyjskie systemy często mogą operować jedynie na bardzo krótkich dystansach, a bywa, że stoją uziemione.
Równocześnie pojawiają się liczne zarzuty wobec jakości nowych rosyjskich systemów WRE i uzbrojenia, ponieważ realne pomiary polowe ujawniają masowe awarie, a dokumentacja techniczna bywa - jak twierdzą moi rozmówcy - dopisywana już po fakcie w celu zalegalizowania faktycznego stanu.
Charakterystyczna jest także skala improwizacji. W relacjach wolontariuszy przewija się obraz ludzi, którzy własnoręcznie szyją i wyważają ładunki prochowe do moździerzy, ponieważ jakość przemysłowych serii amunicji jest nie do przyjęcia. Stary, formalnie „niepełnowartościowy” radziecki sprzęt potrafi w praktyce wypaść lepiej niż „nowe” produkty z bieżącej produkcji.
Nie jest to wyłącznie problem techniczny, lecz sygnał głębokiej degeneracji mechanizmów kontroli jakości i wojskowej akceptacji, czyli struktur, które w teorii powinny pełnić rolę jednego z ostatnich filtrów bezpieczeństwa państwa.
Na poziomie morale ta sama logika przekłada się na kryzys zaufania. Głośne sprawy śmierci żołnierzy i ochotników są w relacjach insiderskich łączone z późniejszym załamaniem jakości naboru kontraktowego. Lepszy, bardziej zmotywowany materiał ludzki coraz częściej wybiera formacje ochotnicze, które pozostają formalnie poza Ministerstwem Obrony, co pozwala choć częściowo uniknąć wpadnięcia w biurokratyczno-prawny młyn resortu.
Komisje badające tego rodzaju sprawy postrzegane są natomiast jako narzędzia legitymizowania z góry przyjętej wersji zdarzeń, a nie mechanizmy autentycznego poszukiwania prawdy.
„Nowa siedmiobojarzyzna” i mgła wojny od środka
Metafora „nowej siedmiobojarzyzny” nawiązuje do historycznego epizodu z XVII wieku, gdy grupa siedmiu bojarów obaliła cara Wasyla Szujskiego, a następnie w czasie Wielkiej Smuty rządziła w jego imieniu, faktycznie rozgrywając własne interesy ponad głową symbolicznej władzy. W późniejszej publicystyce rosyjskiej tym terminem określano także grupy oligarchów kontrolujących państwo spoza formalnych struktur.
W dzisiejszych relacjach insiderskich pojęcie „nowej siedmiobojarzyzny” opisuje przekonanie, że formalne instytucje - prezydent, rząd oraz oficjalne kolegium Ministerstwa Obrony – istnieją jedynie na poziomie fasady, ponieważ realny dostęp do informacji i decyzji kontroluje wąski krąg klanów dworsko – biznesowo bezpieczniackich.
W tym modelu kolegia, narady i „rozmowy z narodem” pełnią funkcję starannie wyreżyserowanego teatru, a spontaniczny feedback z dołu jest odcinany, filtrowany lub wręcz fabrykowany. Wprost wpisuje się to w logikę mgły wojny generowanej wewnątrz systemu, w której centrum nie wie, bo nie chce wiedzieć, a peryferie milczą, bo są świadome, że prawda zostanie przechwycona i wykorzystana przeciwko nim.
Zegar odliczający czas do 2028 roku - "Rok Dużej Wojny"
W tle tych relacji powraca motyw zegara odliczającego czas do potencjalnej wojny z NATO. Jeden z wysokich przedstawicieli rosyjskiego kompleksu wojskowo przemysłowego, cytowany przez źródła insiderskie, szacuje prawdopodobieństwo dużej wojny z europejską koalicją, w której Polska pełni naturalną rolę państwa frontowego, na poziomie zbliżonym do pewności do roku 2028.
Ten horyzont czasowy dobrze koresponduje z zachodnimi ocenami, według których Rosja może odbudować konwencjonalny potencjał do poważniejszej konfrontacji z Sojuszem w drugiej połowie obecnej dekady.
W takiej optyce „krysiarnia” w Ministerstwie Obrony i rosnąca rola struktur specjalnych nie są wyłącznie problemem wewnętrznej degeneracji państwa, lecz elementem niebezpiecznej mieszanki, ponieważ system, który nie potrafi skutecznie prowadzić obecnej wojny, jednocześnie sam siebie przekonuje, że wielka konfrontacja z NATO do 2028 roku stanowi niemal nieuchronny scenariusz.
Konsekwencje dla NATO i Polski
Z mojej analitycznej perspektywy wyłania się obraz przeciwnika, który łączy formalnie słaby i skorumpowany aparat resortu obrony z bardzo sprawnym oraz elastycznym segmentem sił specjalnych, silnie powiązanym z konkretnymi klanami, w tym ze środowiskiem Diumina.
Dla Polski ten model jest szczególnie niebezpieczny w „szarej strefie”, gdzie zasoby SSO, SWR, FSB i GRU mogą być wykorzystywane do operacji poniżej progu wojny, takich jak sabotaż, presja energetyczna, uderzenia na infrastrukturę czy długotrwałe operacje psychologiczne, podczas gdy formalne Ministerstwo Obrony będzie odgrywało rolę chaotycznego tła.
Oś Kriworuczko–Gierasimow, sprzęgnięta z klanem Diumina, zwiększa ryzyko scenariusza, w którym duża wojna lub sekwencja eskalacji na kierunku zachodnim stają się narzędziem wewnętrznej rozgrywki elit, a nie efektem racjonalnie skalkulowanej operacji państwa.
Z punktu widzenia Warszawy oznacza to konieczność równoległego wzmacniania klasycznego odstraszania konwencjonalnego, obejmującego artylerię, obronę przeciwlotniczą, środki WRE oraz systemy antydronowe, a także budowania odporności na działania specjalne i hybrydowe prowadzone przez Siły Operacji Specjalnych oraz zintegrowane zasoby służb.
Jednocześnie NATO powinno czytać sygnały płynące z rosyjskiego systemu nie wyłącznie przez pryzmat decyzji formalnego resortu obrony, lecz również poprzez obserwację ruchów w otoczeniu struktur specjalnych, między innymi rotacji w SSO, awansów ludzi Diumina oraz aktywności GRU, FSB i SWR w Europie, ponieważ właśnie tam najwcześniej mogą ujawnić się przygotowania do bardziej agresywnych scenariuszy.
Uwagi - o wiarygodności rosyjskich relacji insiderskich
Jako były oficer wywiadu wojskowego traktuję tego rodzaju relacje „insiderskie” przede wszystkim jako opowieść o tym, w jaki sposób rosyjskie elity próbują same sobie wytłumaczyć własną porażkę, a dopiero w drugiej kolejności jako źródło twardych danych o systemie. Z doświadczenia pracy z przekazami źródłowymi wiem, że takie relacje zawierają mieszankę realnych obserwacji, środowiskowych plotek, osobistych urazów i świadomej autoprezentacji, a każde źródło próbuje ustawić się w roli tego, który „widział wcześniej i ostrzegał, lecz nikt nie słuchał”.
Nie pokazują całego państwa, lecz jedynie jego wycinek oglądany z perspektywy konkretnej frakcji, dlatego z definicji są selektywne - wyostrzają patologie przeciwników wewnętrznych, rozmywają odpowiedzialność własnego obozu i dopowiadają motywy tam, gdzie widoczny jest jedynie powierzchowny skutek.
W moim cyklu „Mgla Wojny” traktuję zatem takie głosy nie jako stenogram tego, „jak jest naprawdę”, lecz jako materiał do rekonstrukcji wewnętrznej percepcji, a więc tego, co rosyjscy gracze opowiadają sami sobie o państwie i wojnie, z czym zawodowo miałem do czynienia w pracy analitycznej.
Fakty staram się weryfikować krzyżowo z innymi źródłami, własnym doświadczeniem - intuicją, natomiast oryginalną narracje zachowuję właśnie dlatego, że pokazuje ona mechanizm samooszukiwania się systemu, a więc to, w jaki sposób Moskwa produkuje własną „mgłę wojny” i dlaczego tak łatwo może w niej zabłądzić, co dla kogoś, kto zawodowo poruszał się w takiej mgle, stanowi jeden z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych.
Pozdrawiam i dziękuję