ElektrycznyBaran retweetledi

Jadę do sądu spotkać się z sędzią przewodniczącą II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Warszawy Sródmieścia.
Jestem poszukiwany, więc kasta będzie miała niepowtarzalną okazję, aby mnie shaltować. ;-)
Przez telefon dowiedziałem się w sekretariacie, że zarządzono ogólnopolskie poszukiwania mojej skromnej osoby, bo... nieznane jest moje miejsce pobytu i nie można mi doręczyć prywatnego aktu oskarżenia autorstwa Jana Pińskiego (to nieformalny rzecznik Romana Giertycha).
W postanowieniu podpisanym przez sędziego Krzysztofa Ptasiewicza napisane jest: "że konieczne jest zarządzenie poszukiwań oskarżonego w celu wykonania postanowienia sądu o tymczasowym aresztowaniu oskarżonego". (!!!)
Ten prywatny (!) akt oskarżenia, którego rzekomo sąd nie może mi doręczyć, nie dość, że sfotografowałem razem z całymi aktami w styczniu (w aktach jest mój podpis to potwierdzający), to na dodatek jego fragmenty zamieściłem na X. Korespondencja sądu ze mną datowana jest na listopad i grudzień ubiegłego roku, gdy mieszkałem w Sarandzie (#Albania).
Nie miałem i nie mam prawnego obowiązku odbierania kocopołów autorstwa hejtera i mitomana Jana Pińskiego w Albanii.
To - w przeciwieństwie do Polski - jest wolny kraj wolnych ludzi i dlatego w ostatnich latach emigruje do Albanii mnóstwo Polaków. Polacy są na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o cudzoziemców kupujących mieszkania w Sarandzie. I robią to nie tylko z przyczyn ekonomicznych - Albania nie jest w Unii i nieruchomości są tam znacznie tańsze niż w Polsce. I mieszkają tam niesamowicie przyjaźni ludzie.
W sądzie usłyszałem, że w aktach nie ma postanowienia o moim tymczasowym aresztowaniu, na które sąd powołuje się z korespondencji z policją. A korespondencja z Zakładem Karnym Przytuły Stare dotyczy innej osoby i została dołączona do mojego konta w ogólnopolskiej bazie sądów powszechnych przez pomyłkę. (!!!)
Policjanci rzekomo nie mogli mnie odnaleźć (mieszkam w swoim domu w Łosiu, nigdzie się nie ukrywam) i napisali do sądu, że nie odbieram telefonu. Tymczasem zawsze odbieram telefon, gdy wyświetla mi się policja z Piaseczna lub Prażmowa, bo jest to naturalny ludzki odruch, chyba nie tylko mój. Odbieram, bo boję się, że coś się stało - wydarzył się jakiś wypadek lub ktoś się włamał do domu. 🏡
Ciekawe, że ci sami policjanci z Prażmowa, gdy chodziło o przesłuchanie mnie w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym Polnordu, potrafili sprowadzić mnie na posterunek w ciągu godziny. Czekali tam na mnie dochodzeniowcy z Lublina. Złożyłem obszerne zeznania. Obciążające Ryszarda Krauzego i Romana Giertycha.
Zamierzam złożyć przeciwko sędziemu Krzysztofowi Ptasiewiczowi, znanemu ze skandalicznego rozpatrywania innych spraw o zabarwieniu politycznym (często na posiedzeniach niejawnych), które dziwnym trafem właśnie (drogą losowania!) do niego trafiają, wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego.
Nie odpuszczę.
Przede wszystkim moja sprawa z Pińskim nigdy nie powinna być przez niego rozpatrywana. Powinien się z niej wyłączyć. Dlaczego?
Z racji powiązań sędziego Ptasiewicza z mec. Jackiem Dubois, którego żona go reprezentowała jako adwokatka.
Mec. Dubois to obrońca Giertycha z afery Polnordu.
A Piński to PR-owiec Giertycha.
Wszystkie drogi prowadzą do lorda Polnorda.
I mamy "układ zamknięty" w pełnej okazałości. Tylko skazać Kraskowskiego, najlepiej na posiedzeniu niejawnym, aby nie mógł się bronić i będzie po zawodach.
Właściwość terytorialna sądu (tak to się fachowo nazywa) też jest z kosmosu, bo ani ja ani Jan Piński nie mieszkamy w Śródmieściu Warszawy. Tak, wiem, właśnie tam działa rozgrzany niezłomny sędzia. Ale mnie to nie przekonuje.
Miarka sądowych ustawek się przebrała.
To jest o jeden most za daleko.
Dla mnie absolutnie nie do zaakceptowania.
Dość bezprawnych działań bezkarnej, bezczelnej kasty ludzi, którzy uważają , że są poza zasięgiem normalnego obywatela. I poza zasięgiem prawa.
Ten kij ma dwa końce.
#afetaPolnordu #Giertych #Piński

Polski




































