Skoro @MKierwinski idzie do PE, to kto zostanie nowym ministrem @MSWiA_GOV_PL, który nie wycofa rozporządzenia wywózkowego Wąsika i będzie współodpowiedzialny za nielegalne, zbrodnicze pushbacki?
Social media zalewają jednostronne przekazy ws. konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Łatwiej o hot-tejki i lajki, ale trudno o rzetelną dyskusję, gdy zamiast analizować przechodzi się na etap kibicowania i ocen zerojedynkowych. Rzeczywistość taka prosta nie jest [KOMENTARZ]
Trwa wojna informacyjna w ramach której każdego dnia w eter są wysyłane jednostronne przekazy. W wyniku tego poszczególne grupy zamykają się w bańkach, gdzie rzeczywistość jest taka prosta i albo trzeba iść w marszu proizraleskim albo propalestyńskim.
Jak jednak zaczniemy rozważać argumenty, a przestaniemy konsumować materiały propagandowe, to okazuje się, że świat jest nieco bardziej złożony.
Najbardziej oczywista jest sprawa rozmów pokojowych. Z jednej strony Izrael nie ma ich z kim prowadzić, bo Fatah rządzi Zachodnim Brzegiem Jordanu, a Hamas - wykluczający oficjalne rozmowy i nieuznający istnienia Izraela - Strefą Gazy. Hamas nie uznałby wyników rozmów prowadzonych przez Władze Palestyńskie, a prezydent Abbas nie chce ich prowadzić w sytuacji, gdy Izrael - wbrew prawu międzynarodowemu i np. opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości - zainstalował setki tysięcy osadników na Zachodnim Brzegu Jordanu (ochraniani przez izraelskie wojsko i subsydiowani przez rząd), zdemolował setki palestyńskich domów i zbudował tzw. mur bezpieczeństwa. Z drugiej strony premier Netanjahu w czasie swoich rządów zrobił wszystko, aby do rozmów nie doszło - wspomniani już osadnicy to polityka faktów dokonanych i kukułcze jajo podrzucone następnym, być może bardziej lewicowym, rządom.
Najlepsze jest to, że radykałowie po obydwu stronach do tej pory grali na siebie - tj. im mocniej Netanjahu dokręcał śrubę, tym większe było i jest znaczenie Hamasu, im bardziej Hamas zagrażał Izraelowi, tym bardziej Netanjahu mówił o potrzebie budowania bezpieczeństwa i poprawiał swoje notowania. Teraz powoli dochodzimy już do tego poziomu, że powstają bardziej radykalne (!) grupy niż Hamas. Wydarzenia z 7 października o tyle zmieniły optykę, że premier Netanjahu - ze względu na skalę kompromitacji wojska i służb bezpieczeństwa - nie dostał bonusa od wyborców, a raczej chęć rozliczenia. Sondaże pokazują możliwy upadek Netanjahu, ale ileż to on już razy miał upaść....
Zabijanie niewinnych ludzi to terroryzm. Jak pojedzie się na miejsce, to wszyscy Wam opisują, jakimi są ofiarami.
Według mnie jedyne uczciwe intelektualnie podejście to absolutna krytyka jakiegokolwiek ataku na cywilów - niezależnie od strony. Zbrodnia jest zbrodnia - niezależnie, kto ją popełnił i kto jest ofiarą. Żadne dziecko nie zasłużyło na śmierć z powodu konfliktu dorosłych.
Tutaj spostrzeżenia mam dwa. Po pierwsze, że po stronie palestyńskiej cierpi o wiele więcej osób (sprawdźcie sobie statystyki) i najlepszym komentarzem do tego jest cytat z izraelskiego osadnika z Hebronu, którego - gdy zapytałem o to, czy więcej jest ofiar po stronie palestyńskiej czy izraelskiej odparl "I don't care about the numbers".A drugi, że wynika to tylko i wyłącznie z przewagi technologicznej Izraela i przyjętej polityki bezpieczeństwa, a nie z tego, że Hamas i inne frakcje szanują prawa człowieka. Jedni są silniejsi, drudzy są słabsi. Izrael wie, że w czasie jego bombardowń w Strefie Gazy zginie wielu cywilów, a Hamas wie, że Izrael będzie bombardował nawet, jeśli będzie używać infrastruktury cywilnej do ochrony/ukrycia swoich stanowisk, siedzib itd.
Zabijanie niewinnych ludzi to żadne rozwiązanie i jest drogą do nikąd. Trzeba jednak pamiętać, że "wojna" izraelsko-palestyńska nie rozpoczęła się 7 października 2023 roku, a pierwsze starcia, wynikające z migracji, miały miejsce ze 100 lat temu. Można też wracać do biblijnych czasów, ale to nas nigdzie nie zaprowadzi.
Współcześnie Izrael pozbawił Palestyńczyków wszelkich praw - nie mogą oni głosować w wyborach, nie mogą swobodnie podróżować, pracować na terytorium Izraela, budować się, są poddawani poniżającemu traktowaniu, burzy im się domy, prześladuje administracyjnie, niszczy i przejmuje ich własność, izoluje od świata (moja zona widząc mur bezpieczeństwa na Zachodnim Brzegu Jordanu spytała, czy to więzienie?), zabiera żyzne ziemie i oddaje izraelskim osadnikom, kontroluje dopływ mediów i tak można by w nieskończoność. Na Zachodnim Brzegu Jordanu są nawet drogi, którym można poruszać się Izraelczykom, a już Palestyńczykom nie. Nie muszę chyba dodawać które są wygodniejsze i lepsze. Miliony Palestyńczyków mieszka w obozach dla uchodźców i marzy o powrocie do Jerozolimy i innych miast, które musieli opuścić w wyniku przegranych przez Arabów wojen. W tych obozach mieszka już pewnie 3 pokolenie - to miliony ludzi. A są jeszcze miliony w Libanie, Syrii i Jordanie.
Oni wierzą, że będą mogli wrócić tam, skąd ich niegdyś wyganano, ale to się nigdy nie wydarzy, bo Izrael nie wpuści ich ze względów bezpieczeństwa. Tzw. palestyńskie prawo do powrotu to jedna z przeszkód nie do pokonania - miliony ludzi chcą wrócić tam, gdzie mieszkały ich rodziny trzy pokolenia wcześniej. Żaden izraelski negocjator nie może na to pozwolić, bo to zagrozi egzystencji państwa, a żaden palestyński negocjator nie odważy się z tego prawa zrezygnować (na zdjęcie obóz dla uchodźców w Betlejem - nie przez przypadek przy wjeździe jest klucz, który ma sygnalizować właśnie możliwość powrotu), bo zostanie wywieziony na taczkach.
Są też problemy bardziej przyziemne - kwestia statusu Jerozolimy (świętego miasta), kontroli nad źródłami wody, połączenia między Zachodnim Brzegu Jordanu a Strefą Gazy, kwestia demilitaryzacji Palestyny, setki tysięcy osadników żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu itd.
Jesteśmy obecnie bardzo daleko od pokoju i nie ma tutaj żadnej strategii, która przyniesie skutek - przynajmniej dopóki nie dojdzie do wymiany elit politycznych po obydwu stronach.
Najśmieszniej to chyba wygląda z perspektywy lewicowej, bo Izrael depcze wiele praw człowieka należnym Palestyńczykom z jednej strony, a z drugiej Hamas to fundamentalna religijna, która gardzi laickim państwem, nie mówiąc już o prawach kobiet. A jednak trwa spór na lewicy, czy stawać po jednej czy drugiej stronie. Z prawicowej też jest fajnie, bo ściera się tradycyjny sceptycyzm wobec Izraela z tradycyjnym sceptycyzmem wobec islamu.
Warto też pamiętać, że Palestyńczycy to nie tylko Strefa Gazy - wręcz przeciwnie, sercem Palestyny jest Zachodni Brzeg Jordanu (do którego można legalnie wjechać), gdzie jest Betlejem, Ramallah czy Hebron. Tam nie rządzi Hamas, a ugrupowanie, które podpisało z Izraelem porozumienia z Oslo. Trwający konflikt potęgować jednak będzie radykalizację młodych Palestyńczyków, którzy na miejscu nie będą mieli żadnych perspektyw. Warto wspomnieć, że ekipie prezydenta Abbasa zarzuca się ... zbytnią uległość wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych, nepotyzm, korupcję i rozkradanie pomocy. Nie zapanuje nad palestyńską ulicą, bo nie ma na niej autorytetu.
Obydwu stronom zabrakło odwagi, aby w odpowiednim momencie zawrzeć porozumienie - problem w tym, że zawarcie pokoju byłoby niezwykle niepopularne, bo wiązałoby się - po każdej ze stron - z olbrzymimi ustępstwami, których sobie żadna ze stron nie wyobraża. Koszt polityczny, ze względu na podjęte ryzyko, byłby olbrzymi i nie widać chętnych. Obie strony zbudowały sobie potężną strefę buforową dla porozumienia - z jednej strony jest to Hamas, którego nie da się zignorować w sytuacji, gdy niepodzielnie rządzi w Strefie Gazy i inne radykalne organizacje nieuznające Izraela, a z drugiej izraelska skrajna prawica, która kolonizuje Zachodni Brzeg Jordanu - teren, który miał być sercem niepodległej Palestyny i uznaje Palestyńczyków za ludzi gorszego sortu.
Polecam więc nie przyjmować zerojedynkowych klisz.
Potępiajmy zbrodnie wojenne, ale proponuję odpuścić sobie twarde zaangażowanie polityczne, żeby nie znaleźć się w szeregu ani z tymi, którzy chcą "wolnej Palestyny od rzeki do morza" i likwidacji "reżimu syjonistycznego", jak i z tymi, którzy uważają, że Strefę Gazy należy zrównać z ziemią, niezależnie od kosztów w postaci ofiar cywilnych.
Inwestycja w indeks WIG (pełne lata kalendarzowe)
- 68% na plusie w horyzoncie rocznym
- 81% na plusie w horyzoncie 5 lat
- 100% (‼️) na plusie w horyzoncie 10 lat
Najgorszym rokiem był 2008 - aby odrobić straty od stycznia 2008 trzeba było poczekać aż 9 lat.
#gpw#wig
Znakomity (!!!) artykuł @anneapplebaum dla @TheAtlantic, polecony i przetłumaczony przez @sikorskiradek. Koniecznie przeczytajcie (publicyści i politycy!) - Dlaczego wysiłki dyplomatyczne Zachodu wobec Rosji wciąż zawodzą?
➡️ tl.gd/n_1srv6te
Skuteczna analiza fundamentalna przyniosła Portfelowi Petard 300% w 2020 r. i 420% od początku 2019 roku. Tymczasem dziś o godz. 20 odbędzie się piąty webinar edukacyjny z cyklu Live Learning, w którym pokażę analizę dwóch wybranych spółek oraz zweryfikuję poprzednie case-y.