Histeria Bez Dystansu@HisteriaDystans
Viralem poszedł tweet, w którym młoda dziewczyna opublikowała jedną z otrzymanych, prywatnych wiadomości.
Jakiś chłopak wziął jedno z jej zdjęć i za pomocą AI dokleił siebie jak ją obejmuje, dodając tekst: "To moglibyśmy być my. Zobacz jaka jesteś szczęśliwa".
Autentycznie zrobiło mi się smutno po zapoznaniu się z tą sprawą. Idealnie pokazuje problem, jaki mają młodzi obu płci.
On nie wie jak zagadać, bo pomimo przystojnego wyglądu, jest niedoświadczony, zbyt wrażliwy, brak mu wyczucia, a do tego jest wychowany w erze online.
Więc robi coś mega creepy, myśląc, że to romantyczne.
Z kolei ona nie umie zareagować inaczej, niż publicznym obśmianiem (jak przystało na reprezentantkę empatycznej płci) - bo jest uzależniona od social mediów.
I ten koleś jest dla niej co najwyżej tematem do zgarnięcia dodatkowej atencji, którą ma zwiększyć jej performatywny, udawany strach i oburzenie.
W zasadzie ich zachowanie nie jest niczym nowym. Nie zgadzam się z często przytaczanym, sarkastycznym tekstem (chyba blackpillowców) przy okazji takich dram, że:
"No spróbuj zagadać. Najgorsze co ona może powiedzieć, to "nie"."
Sarkazm w wyrażeniu ma dowodzić, że kobiety przestały mówić tylko "nie" i dziś musi jeszcze dojść jakiś rytuał upokorzenia. Więc nie warto w ogóle się starać.
Ale to nieprawda.
Powiedzenie "nie" nigdy nie było tą najgorszą formą odrzucenia przez samice. Za moich czasów (lata 90.), jak niewłaściwy typ zaświrował, to laska potrafiła całą szkołę na niego napuścić. Znajomy z tego powodu LO zmienił.
Ja też poprosiłem kiedyś koleżankę w gimnazjum, żeby powiedziała dziewczynie z innej klasy, że mi się podoba.
Przyszła z wieściami pod tytułem: "noo, Lucyna powiedziała, że wyglądasz jak potwór".
LOL.
Odrzucenie w ten sposób to nic nowego. Ale nowa jest skala. Źle zagadasz do dziewczyny i może się skończyć tak, że o twoim braku doświadczenia, wyglądzie i nazwisku dowiedzą się ludzie na drugim końcu świata.
Tak jak w poniższym przypadku.
Mnie tekst o "potworze" rzecz jasna zabolał, jak to 14-latka. Każdego by zabolał. Ale nie umiem sobie wyobrazić własnej reakcji, gdyby w moje odrzucenie były zaangażowane nie 3 osoby (ja, Lucyna i koleżanka) - a cały glob.
Nie chcę myśleć co to robi dla mentalu dzisiejszego, młodego mężczyzny. Szczególnie wrażliwego.
Może właśnie dlatego coraz więcej chłopaków w ogóle przestaje próbować i wycofuje się z randkowania, socjalizacji. Nawet konsumpcja alkoholu spadła wśród młodych, globalnie.
Ryzyko społeczne stało się nieproporcjonalnie duże, wobec potencjalnej nagrody. Prawie wszystko, co dziś robią młode kobiety, odbywa się w social mediach.
Jak widać, również odrzucanie nieudanej inicjacji znajomości.
I darujcie sobie teksty, że koleś popełnił jakąś zbrodnię. Ta laska do której zagadał, nazwała go w komentarzu "zboczeńcem".
Bardzo zabawne, biorąc pod uwagę fakt, że sama w swoim opisie ma flagę t-rexów i LCDTV+.
Ale koleś nie był niemiły. Nie był niestosowny seksualnie. Nie wysłał jej dickpicka. Niezdarnie i "dziwnie" chciał przedstawić jej wizję ich wspólnej przyszłości.
To prawdopodobnie jakiś nieuleczalny romantyk, być może w spektrum autyzmu, albo z przykrymi doświadczeniami z domu.
Bo wyglądowo jest ponad jej ligę, a jednak zachował się jak ulany przegryw-piwniczak. Zrobił coś, co nie zadziała w 101 przypadkach na 99.
Jak to wszystko naprawić na rynku matrymonialnym, aby młodzi umieli się jakoś ze sobą komunikować, bez creepy technologii i angażowania całej planety w proces odrzucenia?
Nie wiem.
Chyba się już nie da.