norbi141
5.6K posts


Trwa wojna w Ukrainie. Rosyjski filmik z pięknym nagraniem z kabiny bombowego samolotu Su-34 z 2024 r.: Oglądając film przez moment musieliśmy się zastanowić, w jakich jednostkach podano parametry lotu, ale tak jak myśleliśmy, normalnie w metrach i w kilometrach na godzinę. Tyle, że to parametry lotu rakiety Patriot, a nie rosyjskiego samolotu. No a zła wiadomość jest taka, że jak rakieta ma cztery razy większą prędkość od samolotu, to tak za daleko, to oni z tym Andriuchą (nawigatorem Su-34) nie uciekną. A cały film jest niesamowity. Zaczyna się od wejścia załogi Su-34 na kurs do ataku. Następuje włączenie głównego włącznika uzbrojenia, który cały lot jest wyłączony, by przypadkowo nie zrzucić bomb tam gzie nie trzeba. Przy wyłączonym zasilaniu, nawet jak naciśniemy spust, to nic się nie stanie. W tym momencie pojawia się ostrzeżenie urządzenia wykrywającego opromieniowanie radiolokacyjne. Operator uzbrojenia używa określenia „zapaliła lampka drugiego podkanału”. Chodzi albo o sygnalizacje typu, albo odległości do pracującego przeciwlotniczego systemu rakietowego, które też jest pokazywane kolejnymi lampkami. Pilot sygnalizuje odejście w prawo. W tym momencie pojawia się głos nawigatora naprowadzania z samolotu dozoru radiolokacyjnego A-50. Ten potężny latający radar widzi dużo, w tym nadlatujące rakiety. I ten nawigator krzyczy: „Patriot leci w waszą stronę, Patriot leci!” Stop – skąd wiedział, że to Patriot? Ano dlatego, że system rozpoznania elektronicznego samolotu identyfikuje typ zestawu po charakterystycznej pracy jego radaru, chodzi o częstotliwość nośną, sposób kodowania sygnału, częstotliwość powtarzania impulsów i ich długość, itd. W każdym razie, zrobiło się dość nerwowo. Dalej nawigator krzyczy: „prawdopodobnie trzy, odchodźcie! Zabraniam pracować, zabraniam pracować!” I znów wyjaśnienie: pracować to tzw. bojewaja rabota, czyli wykonanie ataku na cel naziemny. Załoga ma przerwać atak i odchodzić. Szukać ratunku nagłym odejściem w bok, zejściem na małą wysokość, by radar systemu stracił ich z pola widzenia. Za chwilę pilot krzyczy bardzo szybko: „poniał, poniał, poniał!” (rozumiem, rozumiem, rozumiem!). Mimo to nawigator pyta: „7-5-4, zrozumiałeś?” Pilot krzyczy: „tak zrozumiałem, uciekam!” I znów nawigator: „uciekajcie, uciekajcie spod ostrzału! Startują dwa kolejne na was!” A teraz operator uzbrojenia na samolocie Su-34: „Andriucha, dawaj w prawo!” I znów nawigator z A-50: „odchodź w prawo z manewrem!” Chodzi oczywiście o taki manewr, jaki ma największe szanse zerwać naprowadzenie Patriota na małej wysokości. Czyli stanięcie pod kątem 90 stopni do radaru na kilkanaście sekund, z jednoczesnym zniżaniem. To radar dopplerowski, w takim położeniu samolot zniknie mu na tle odbić fal radarowych od przeszkód naziemnych. Zarówno sam samolot lecący idealnie w bok, jak i te przeszkody, dadzą dokładnie taki sam poziom echa dopplerowskiego (przesunięcia częstotliwości), więc nie sposób odróżnić jedne od drugich. Po zerwaniu śledzenia (kiedy urządzenie ostrzegawcze zasygnalizuje koniec emisji wiązki psuedociągłej z radaru Patriota), samolot na bardzo małej wysokości może skręcić i odejść z zasięgu Patriota na maksymalnej prędkości. Pilot krzyczy: „no uchodim, uchodim!” (uciekamy, uciekamy!). I za chwilę pyta: „widzisz coś za nami?” Na co nawigator A-50 odpowiada: niczego nie widzę, jak zobaczę to powiem. I ktoś krzyczy „Patriot pracował!” I znów nawigator, „nic nie widzę, ale na wszelki wypadek kontynuuj manewr!” A za chwilę: „Patriot nadal pracuje, kontynuuj manewr, manewruj, manewruj!” Na co pilot krzyczy: „manewruję!” I znów nawigator: „obserwuje start w twoją stronę, azymut 350, odległość 80!” No i musimy przyznać – czapki z głów! Rosyjski samolot na małej wysokości, a Patriot strzela do niego z 80 km, niezły wynik! I pilot krzyczy: „odchodzimy w prawo, na kurs 240, pod rakurs odchodzimy!” Pilot zdecydował się ustawić samolot na kurs 110 stopni względem rakiety co mieści się w pojęciu „prawie prostopadle do kursu rakiety" (70 do 110 stopni) i co oznacza rosyjskie pojęcie „rakurs” (lot prostopadły do stacji radarowej). Te 110 stopni to dlatego, że troszeczkę ustawił się też do niej tyłem, przy odległości odpalenia 80 km odległość będzie rosła, jest szansa że radar Patriota go zgubi na małej wysokości. Nie dość, że niemal zerowe echa dopplerowskie, to jeszcze rosnąca odległość. Trzeba przyznać, że pilot „podumał” (pomyślał). Na jego miejscu w tym momencie odpalilibyśmy dipole przeciwradiolokacyjne. Przy rakursie to ma sens, bo na stacji pojawi się wiele obiektów o echach dopplerowskich zbliżonych do zera, ale z silnym odbiciem radarowym, zgadnij teraz, który to samolot? Jedno z dwóch: albo zrobił to operator uzbrojenia na pokładzie Su-34 bez komendy, albo załoga o tym zapomniała. Jeśli tak, to ciężki błąd. Załoga melduje wysokość 300 m. I maksymalną prędkość na tej wysokości. Nawigator podaje miejsce pocisku: „azymut 350, odległość 70”. Operator uzbrojenia na Su-34 krzyczy: „Uciekajmy Andriucha, uciekajmy!” A nawigator z A-50 dodaje: „wysokość 25 000, prędkość 4000!” To oczywiście o rakiecie. Jak podejdzie na jakieś 40 km, to wówczas radar rakiety zobaczy rosyjski samolot, z tej wysokości nie będzie z tym problemu. Za chwilę nawigator: „azymut 350, odległość 55!” I to jest właśnie ten ostatni moment, żeby zerwać śledzenie naziemnego radaru Patriota. Pilot krzyczy „manewrujemy, skręcam w lewo, a teraz idziemy w prawo!” I za chwile dodaje całkiem wyprowadzony z równowagi „manewrujemy k…wa, manewrujemy!” To odpowiedź na wołanie nawigatora A-50, by się ustawił z odpowiednim kursem względem nadlatującej rakiety. I w tym momencie znów nawigator „druga leci na was, azymut 350, odległość 60!” Operator uzbrojenia podpowiada: „na kurs 120 Andriusza, kurs 120!” To desperacki ruch, lecą wprost na rakietę. 350 – 120 to 150 stopni między samolotem a rakietą, ustawią się teraz do niej drugim bokiem (lewym), ale będą się szybciej oddalać. To bardzo ryzykowne. Innego wyjścia w tym momencie nie ma. Od rakiety jednak nie uciekną, jeśli jest na 25 000 m w odległości 50-60 km, to spadnie na nich z góry, nie tracąc energii, nawet jak jej silnik rakietowy już nie pracuje. I znów nawigator podaje: „azymut 300, odległość 50!” A za chwilę o drugiej rakiecie „azymut 350, odległość 30!” Pilota już nie słychać, tylko jego ciężkie oddechy, widać, że przeciążenia dały mu się we znaki. I nawigator: „jedna przeszła z tyłu za wami”, druga idzie od strony Mariupola!” No tak, pomyśleliśmy sobie – to musiał być kierunek południowy, skoro Patriot strzelał niemal dokładnie z północy (idealna północ była by „azymut 360”). Z podawanym kursem w zakresie od 90 do 120 stopni samolot Su-34 leciał teraz na wschód, lekko na południe, mając rakietę z lewego boku. Na koniec słychać pilota: „yyyy bliaaat’!” (czyli k…wa!). To chyba takie w sumie znane nam pożegnanie ze światem, bowiem za chwilę nawigator z A-50 pyta drugiego Su-34: „813, widzisz 745?” Ale druga załoga potwierdza: „taaak!” I znów „menwruj, uciekaj!” Jakimś cudem udało się 745, ale musiało być blisko, skoro nawigator A-50 nie był pewien, czy doszło do trafienia. A tu nagle niespodzianka, odzywa się pilot 745. Leci cała soczysta wiązanka, pełny rosyjski repertuar. I za chwilę „Wiktor, 813, słyszysz? Wiktror słyszy k..wa?! No zajebiście!” (ochujenno). Zajmowali się 745 który bardzo umiejętnie manewrował, a tymczasem przepadł im 813. Nie pomogły rozpaczliwe krzyki: „Witia! Wit’ słyszysz mienia? Oh suuukaaa! Witiek!” Za chwilę zgłasza się 745: „ja już brzeg widzę”. Chodzi o Morze Azowskie. I nawigator A-50 do jednego z lotnisk: „przyjmiecie 745? Nu choroszo!” I tak Rosjanie pozbyli się jednego Su-34. Nagranie ewidentnie pochodziło z samolotu 745, nagrywała się zarówno zewnętrzna korespondencja radiowa, jak i rozmowy między załogą. Więc zapewne podobnie mogło być na pokładzie 813, ale Wiktor miał po prostu gorszy dzień. Fot. Wikipedia - Su-34 Jeśli podobają Ci się moje wpisy postaw mi kawkę Będzie wówczas więcej... buycoffee.to/mafiszer











Podchorąży Bartosz Szumowski, student II roku kryptologii i cyberbezpieczeństwa z Wydziału Cybernetyki, został przyjęty do elitarnej United States Military Academy w West Point – najstarszej uczelni wojskowej w Stanach Zjednoczonych. To wielki sukces studenta Wojskowej Akademii Technicznej. Z oficjalnego zawiadomienia o przyjęciu, podpisanego przez dowódcę akademii, gen. Stevena W. Gillanda wynika, że podchorąży dołączy do rocznika 2030 (Class of 2030) i stanie się częścią procesu formacji przyszłych liderów Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Wyróżnienie to stanowi rezultat wymagającego, dwuetapowego procesu rekrutacji, obejmującego m.in. testy kompetencji językowych – egzamin TOEFL (Test of English as a Foreign Language), egzamin sprawności fizycznej oraz amerykański egzamin standaryzowany SAT (Scholastic Assessment Test) – odpowiednik egzaminu wstępnego na uczelnie wyższe w USA, w którym kandydat osiągnął wynik przewyższający pozostałych kandydatów nominowanych do udziału w kwalifikacjach. O drodze do „twierdzy nad Hudson”, wymaganiach rekrutacyjnych oraz planach na przyszłość rozmawiamy z pchor. Bartoszem Szumowskim w wywiadzie: wcy.wat.edu.pl/pl/wydzial/akt… Fot. Mariusz Maciejewski #WestPoint #Sukces #WAT #WCY

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP z oburzeniem odnotowuje kolejny przypadek znieważenia uczuć religijnych przez żołnierza Izraelskich Sił Obrony (IDF) w Libanie. Pogarda z jaką potraktował figurę Matki Boskiej obraża wrażliwość chrześcijan. Artykuł 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka uchwalonej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w 1948 roku stanowi, że „każdy ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii.” Przystępując do ONZ, Izrael przyjął wartości tej organizacji wyrażone w Deklaracji. Ta sama zasada wolności religijnej znalazła odzwierciedlenie w Deklaracji Niepodległości Izraela przyjętej również w 1948 roku. Do grona sygnatariuszy należy natomiast Liban, na terytorium którego doszło do incydentu. Obowiązek zapewnienia poszanowania tego prawa o fundamentalnym znaczeniu dla godności człowieka spoczywa na każdym państwie. W Polsce znieważanie czyichkolwiek uczuć religijnych jest czynem karalnym. Kolejny incydent z udziałem przedstawiciela Państwa Izrael, naruszający uczucia religijne chrześcijan, nie tworzy atmosfery sprzyjającej pokojowi na Bliskim Wschodzie i rozwojowi współpracy. MSZ RP niezmiennie potępia przejawy wszelkiej dyskryminacji religijnej na świecie.





Emerytura po 15 latach służby. MON szykuje rewolucję Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiada ogromne zmiany w systemie emerytalnym służb mundurowych. Najważniejszą z nich ma być skrócenie wymaganego stażu z 25 do zaledwie 15 lat. Kto dokładnie skorzysta na nowych przepisach? Zmiany obejmą przede wszystkim żołnierzy, którzy zostali powołani do służby po 2012 roku, a także funkcjonariuszy Służby Celnej oraz Służby Celno-Skarbowej. Ujednolici to system, ponieważ podobne przywileje funkcjonują już w szeregach Policji czy Straży Granicznej. Warto przypomnieć, że mundurowi nie podlegają ogólnym zasadom ZUS, co od lat stawia ich w wyjątkowo uprzywilejowanej pozycji wobec reszty społeczeństwa. Projekt MON ma również zlikwidować tzw. "podwójne świadczenia". Do tej pory system był nieuporządkowany i pozwalał na pobieranie wysokiej emerytury mundurowej przy jednoczesnym pobieraniu pełnej pensji za pracę w innej formacji. Nowe przepisy mają ostatecznie ukrócić ten proceder, zamykając pole do ewidentnych nadużyć finansowych. Temat świadczeń mundurowych od lat budzi społeczne kontrowersje, zwłaszcza że wielu funkcjonariuszy opuszcza służbę w pełni wieku produkcyjnego. Kwoty robią wrażenie – średnie świadczenie dla wojskowych wynosi dziś około 6,4 tysiąca złotych brutto. W zderzeniu z powszechnym systemem emerytalnym, w którym coraz więcej ciężko pracujących Polaków musi zadowolić się świadczeniem minimalnym, trudno się dziwić, że przywileje "mundurówki" budzą zazdrość i poczucie niesprawiedliwości. bezprawnik.pl/emerytura-po-1…








