JB
5.3K posts










„W sieci wybuchła potężna burza po wpisie znanego lekarza Bartosza Fiałka, który skrytykował pomysł Ministerstwa Zdrowia dotyczący ograniczenia stawek dla medyków. Reumatolog stwierdził, że proponowanych limitach chirurdzy będą operować mniej, a pacjenci powinni płacić znacznie więcej. Na Fiałka natychmiast spadła lawina krytyki.” Nie. Niczego takiego nie napisałem. Napisałem: przy przyjmowaniu 3 pacjentów na godzinę w placówce za 240zł/h, wychodzi 80zł/pacjent, gdzie w prywacie zarabia się ok. 200-300 zł/pacjent, a w kraju za odrą 100 euro/pacjent. ps. przy takiej propozycji, to chirurg zoperuje 1 pęcherzyk w ciągu dnia pracy, a nie 4 - po co więcej? większe ryzyko, większa odpowiedzialność, więcej pracy, a wynagrodzenie takie samo. Napisałem swój komentarz zbyt skrótowo i dałem przestrzeń do nadinterpretacji. Biorę to na siebie. Nadinterpretacja nadal jednak pozostaje nadinterpretacją. Sedno jest proste. W medycynie nie zawsze powinniśmy płacić wyłącznie za godzinę gotowości do pracy, niezależnie od tego, ile i jakich świadczeń w tym czasie wykonano. Kiedy zarządzałem poradnią, jedna lekarka przyjmowała średnio jednego pacjenta na godzinę, a pozostali lekarze dwóch lub trzech. Czy wszyscy powinni otrzymywać identyczne wynagrodzenie tylko dlatego, że spędzili w pracy tyle samo czasu? Moim zdaniem nie. Jednolita stawka godzinowa może być w jednym miejscu zbyt wysoka, a w innym zbyt niska. Przykładowo moja stawka za dyżur na oddziale jest niemal o połowę niższa niż proponowane 240 złotych. Jednocześnie w poradniach i obszarach zabiegowych wynagrodzenie całkowicie oderwane od liczby, złożoności i odpowiedzialności związanej ze świadczeniami tworzy złe bodźce. Dlatego tam, gdzie jest to możliwe, warto rozważyć fee-for-service: wynagrodzenie lekarza powiązane z realnie wykonanymi świadczeniami. Nie chodzi o dopłaty pacjentów. Nie chodzi również o „fabrykę wizyt” ani pracę na akord. Taki model musi zawierać: - różne stawki zależne od złożoności świadczenia, - limit liczby pacjentów lub zabiegów w określonym czasie, - kontrolę jakości i bezpieczeństwa, - część wynagrodzenia za dostępność tam, gdzie jest ona konieczna. Mój przykład z chirurgiem nie był zapowiedzią, że lekarze zaczną odmawiać leczenia. Był opisem elementarnego mechanizmu ekonomicznego: jeżeli większa liczba trudniejszych i bardziej ryzykownych operacji oznacza większą pracę i odpowiedzialność, ale dokładnie takie samo wynagrodzenie, system nie premiuje większej efektywności. Możemy dyskutować o stawkach, limitach i szczegółach. Ale nie przypisujmy mi poglądu, że pacjenci mają płacić więcej, skoro nigdy tego nie napisałem. Do wpisu dołączam wypowiedź Carla Sagana z 1987 roku. Sagan zauważył, że media potrafiły codziennie publikować horoskopy, ale rzadko znajdowały miejsce na rzetelne wyjaśnianie nauki. Nie dlatego, że odbiorcy nie mogliby jej zrozumieć, lecz dlatego, że redakcje zakładały, iż tłumaczenie złożonych zagadnień wymaga skupienia i może obniżyć oglądalność. Kończył słowami: „Short-term advantage for the network. Long-term disaster for the country”. Krótkoterminowa korzyść dla stacji. Długoterminowa katastrofa dla kraju. Nie idźmy w tym kierunku. Polska ochrona zdrowia na gwałt potrzebuje reformy - nie w oparach skandalu czy afery, a rzetelnych propozycji. Pięknej niedzieli.





















