
To Know
1.1K posts

To Know
@ToKnowoo
Geopolityka, makroekonomia i energetyka z polskiej perspektywy. Jasne analizy i scenariusze przyszłości. Pomagam rozumieć świat i budować odporność finansową.
Polska Katılım Aralık 2023
95 Takip Edilen30 Takipçiler


Zakończmy ten temat prostym rozróżnieniem, bo wszystko zależy od celu inwestora. Jeśli kupujesz grunt pod własny dom, rekreację czy uprawę, to ma on dla Ciebie indywidualną wartość użytkową i możesz go trzymać dekadami, co jest Twoim świętym prawem. Jednak w obszarze inwestycji deweloperskich działają twarde prawa rynkowe, o których pisałem wcześniej. Deweloper to przedsiębiorca, który chce obracać kapitałem, budować i zarabiać na skali, a nie mrozić miliony na lata w nadziei, że politycy znów zepsują rynek jakąś dopłatą. Działa tu logika sklepikarza, który chce jak największą ilość towaru obrócić, żeby zarabiać, a nie trzymać go w magazynie i czekać na inflację. W zdrowym, niezamrożonym przez biurokrację i populizm rynku, zysk z szybkiej realizacji inwestycji zawsze wygra z pasywnym czekaniem na wzrost wartości gruntu, dlatego problemem nie jest sama ziemia, ale system, który premiuje bezczynność zamiast budowania.
Polski

@ToKnowoo @JanSpiewak Przy ekspansji zabudowy wartość tego gruntu będzie tylko rosła, więc idealnie nadaje się do spekulacji. Grunty lokalnie są zawsze zasobem ograniczonym.
A właściciel wcale nie musi być deweloperem, który ma motywację do realizacji inwestycji zgodnie z planem
Polski

Tak sprawa wygląda z obecnego punktu widzenia. Ale przy podejściu rynkowym, to błędne założenie. "Trzymanie atrakcyjnych gruntów" opłaca się tylko w warunkach sztucznie ograniczonej podaży jaka mamy teraz. Gdyby procedury były sprawne, a plany jasne, trzymanie pustej działki stałoby się rynkowym ryzykiem, a nie pewnym zyskiem.
Dlaczego?
1. Konkurencja: Jeśli za płotem inny deweloper może wybudować osiedle w 18 miesięcy, to Ty trzymając grunt, tracisz udział w rynku i zamrażasz kapitał, który nie pracuje.
2. Koszt alternatywny: Jak zauważył Milton Friedman, kapitał zawsze szuka najwyższej stopy zwrotu. Jeśli dzięki REIT-om (o których wspominałem) inwestorzy mogliby zarabiać 7-10% rocznie na wynajmie, to trzymanie martwej ziemi w nadziei na wzrost wartości staje się nieefektywne.
3. Podaż leczy spekulację: Spekulacja żyje tam, gdzie towaru brakuje. Uwolnienie gruntów sprawi, że ziemia przestanie być "rzadkim dobrem", a stanie się zwykłym "surowcem budowlanym".
Po prostu, zamiast próbować siłowo zmuszać do budowy (co zawsze kończy się korupcją lub obchodzeniem prawa), stwórzmy warunki, w których budowanie będzie opłacalniejsze niż czekanie. To jest właśnie mechanizm rynkowy, którego brakuje w dzisiejszej populistycznej dyskusji.
Polski

@ToKnowoo @JanSpiewak Oczywiście że procedury powinny być usprawnione, a plany uchwalone już dawno.
Ale to nie sprawi że nie będzie się opłacało trzymać atrakcyjnych gruntów.
Polski

Panie Ignacy, pytanie o to, czy ceny spadają, czy rosną, zależy od użytej miary. Analiza rynku nieruchomości wyłącznie przez pryzmat nominalnych cen w PLN to uleganie 'iluzji pieniądza', przed którą ostrzegał Milton Friedman.
Jeśli spojrzymy na twarde dane od 2021 r., obraz jest jasny: nominalnie mieszkania w Warszawie wzrosły o ok. 56%, ale po skorygowaniu o skumulowaną inflację (CPI), realny wzrost to zaledwie ok. 7%. Reszta to spadek siły nabywczej waluty. Co więcej, w ujęciu EUR wzrost przekroczył 60%. Przy silnym złotym dobitnie pokazuje to, że warszawski rynek jest wyceniany międzynarodowo i traktowany jako 'bezpieczna przystań' (co potwierdzają raporty fDi Intelligence czy dane MSWiA o zakupach cudzoziemców).
Friedman już w 1953 roku argumentował, że elastyczny kurs walutowy pełni rolę automatycznego stabilizatora. Dzisiejsze wahania rzędu 2,2% w PLN to w dużej mierze efekt techniczny wynikający z siły złotego, a nie realna zmiana wartości aktywów. Spieranie się o te ułamki bez uwzględnienia międzynarodowych przepływów kapitału i kondycji waluty to analiza niepełna, pomijająca kluczowy fundament współczesnej ekonomii
Polski

Dość ciekawa sytuacja na rynku mieszkaniowym 🏡
Średnia cena transakcji metra kwadratowego w Warszawie w pierwszym kwartale SPADŁA według NBP o 2,2 proc. (w porównaniu do IV kw) do 16,4 tys. zł. To największy spadek od 2013 roku!
Ale cena przeciętnego porównywalnego mieszkania (czyli tak zwany indeks hedoniczny) wzrosła mimo wszystko o 0,7 proc.
To oznacza, że sprzedaje się relatywnie więcej mieszkań tańszych (za metr). Dlatego średnia cena transakcji spada. Ale średnie ceny w ramach grup mieszkań (dzieląc je na grupy na przykład według lokalizacji, powierzchni, roku budowy itd.) rosną.
Czy więc ceny mieszkań spadają, czy rosną? Raczej rosną. Zmiany cen powinniśmy mierzyć w ramach czegoś, co jest porównywalne. Jeżeli w jednym okresie sprzeda się dom w Konstancinie, a w drugim dom w Wawrze, to średnia cena spada, ale to nie znaczy, że domy staniały.
Polski

I to jest bardzo dobra wiadomość dla rynku, choć to dopiero połowa sukcesu. Brak dopłat zatrzyma sztuczne pompowanie popytu, ale żeby ceny realnie spadły i stały się rynkowe, potrzebujemy uwolnienia podaży poprzez odblokowanie gruntów.
To jedyna droga do prawdziwej konkurencyjności:
- Gdy deweloperzy będą mieli łatwy dostęp do ziemi i szybkie procedury, zaczną walczyć o klienta ceną i jakością, a nie wysokością rządowej dopłaty.
- Niestety, na taki rynkowy scenariusz politycy pewnie się nie zgodzą. Dlaczego? Bo wolny rynek nie daje paliwa do kampanii wyborczej. Łatwiej obiecać dopłatę, która ładnie wygląda w TV, niż przeprowadzić żmudną deregulację i uwolnienie gruntów, co realnie uzdrowiłoby sytuację na lata.
Polski

@ToKnowoo @piotr_mosak Celne argumenty, aczkolwiek dobrze wiemy, że kolejny program dopłat do kredytów pozostaje marzeniem ściętej głowy. Obecna koalicja nie ma w tej sprawie większości (Polska 2050 i Lewica są przeciw), natomiast w PiS, nawet Jarosław Kaczyński post factum przyznał, że BK2% był błędem
Polski

NIKT NIE CHCE KREDYTU 0%!
Czym więcej działacze PiS-u odzywają się na tematy mieszkaniowe, tym bardziej się upokarzają. Dziś Maciej Wąsik pożalił się, jak to zły jest Donald Tusk, bo nie wprowadził programu "kredyt 0% na pierwsze mieszkanie".
❗ Nikt nie chce kolejnych dopłat do kredytów!
Dziś w Warszawie średni koszt wynajmu mieszkania pochłania aż 117% pensji minimalnej. I to jest zasługa PiS-u. Przez program Bezpieczny Kredyt 2% ceny mieszkań wystrzeliły w kosmos, a skorzystali na tym tylko deweloperzy, podnosząc ceny równo z dopłatami od rządu.

Polski

To odwracanie logiki. Grunt staje się 'dobrem spekulacyjnym' tylko wtedy, gdy jego rynkowa podaż jest sztucznie ograniczona. W Polsce to nie spekulanci blokują rynek, ale państwo, które od 30 lat nie potrafi uchwalić planów zagospodarowania (MPZP).
Gdyby proces budowlany był szybki i przewidywalny, trzymanie ziemi byłoby zbyt ryzykowne, bo konkurencja w rok zalałaby rynek nową podażą. Spekuluje się tam, gdzie towaru jest mało.
Próba 'karnego' wymuszania budowy przy jednoczesnym utrzymywaniu biurokratycznego paraliżu to przepis na katastrofę. To tak, jakbyś dostał mandat za to, że stoisz w korku, którego nie masz jak ominąć.
Chcecie ukrócić spekulację? Uwolnijcie podaż i uprośćcie prawo. Tylko realna konkurencja między deweloperami (a nie urzędniczy kij) sprawi, że ceny gruntów i mieszkań wrócą do poziomu rynkowego.
Polski

@ToKnowoo @JanSpiewak Oczywiście, że plany są praprzyczyną, ale same plany nie będą wykonane jeśli dostęp do gruntu będzie dobrem spekulacyjnym.
Polski

@Krzyszt90494733 @LukaszFinanse To kolejny przykład drenażu naszych kieszeni - sprzedający zapłaci, podnosząc cenę nieruchomości. Zwłaszcza że dzieje się to w czasie zmniejszonej podaży. Szkoda że ludzie nie rozumieją mechanizmów rynkowych.
Polski

@LukaszFinanse Kupujący nie ma żadnego benefitu z pośrednika więc to sprzedający niech sobie płaci jak mu się nie chce kilka razy drzwi otworzyć
Polski

Pośrednik nieruchomości biorący prowizję od obu stron trochę przypomina sytuację, w której jedna osoba miałaby być jednocześnie prokuratorem i adwokatem.
Sprzedającemu powinien wynegocjować najwyższą cenę a
Kupującemu najniższą.
Chyba, że uznamy, że sprzedającemu pomaga sprzedać nieruchomość a
kupującemu wyszukuje ofertę, organizuje prezentacje, sprawdza dokumenty i koordynuje proces.
Czyli formalnie świadczy usługę dwóm klientom, więc dwa wynagrodzenia są uzasadnione.
Jeśli chatGPT dobrze podpowiada to są państwa gdzie pobieranie prowizji z 2 stron też funkcjonuje tylko jest ściśle uregulowane.
Dawid Parzyk@DawidParzyk
"Resort rozwoju pracuje nad przepisami, które wprowadzą zakaz pobierania przez pośrednika nieruchomości wynagrodzenia od obu stron transakcji. Nie będzie więc tak, że prowizję płaci i kupujący mieszkanie, i sprzedający." Brawo @TLewandowskiPoz @__Lewica
Polski

Argument o 'działaniu na korzyść' jednej strony to rynkowa naiwność. Pośrednik, jak każdy przedsiębiorca, działa na korzyść zrealizowania transakcji. Jeśli kupujący chce kupić, a sprzedający sprzedać, to rola pośrednika polega na doprowadzeniu do punktu styku, za co obie strony dobrowolnie mu płacą.
Polski

@LukaszFinanse Dokładnie tak powinno być. Pośrednik jest zatrudniany albo przez kupującego albo przez sprzedającego i od tej osoby dostaje marzę, bo działa na jej korzyść. Aktualnie oni mają w interesie sprzedawać drożej, bo wyższa prowizja. Traci na tym każdy poza pośrednikiem.
Polski

Kolejna próba 'ratowania' rynku przez zakazy, która skończy się jak zawsze – wyższymi kosztami dla klienta. Zakaz pobierania prowizji od obu stron to rynkowa fikcja, która uderzy rykoszetem w kupujących.
Dlaczego to absurdalny pomysł?
- Przerzucenie kosztów: Jeśli pośrednik nie weźmie prowizji od kupującego, weźmie wyższą od sprzedającego. Sprzedający z kolei dopisze tę kwotę do ceny mieszkania. Efekt? Kupujący i tak zapłaci tę prowizję, ale teraz zapłaci od niej jeszcze wyższy podatek PCC i odsetki w kredycie.
- Uderzenie w transparentność: Zamiast jasnej usługi, będziemy mieli 'ukryte koszty' zaszyte w cenie nieruchomości. To nie jest ochrona konsumenta, to zaciemnianie obrazu rynku.
- Wolność umów: Jeśli dwie strony transakcji dobrowolnie zgadzają się na usługę pośrednika i chcą za nią zapłacić, państwo nie powinno w to ingerować.
Zamiast zakazów, potrzebujemy konkurencji:
Prawdziwym rozwiązaniem nie jest regulacja stawek, ale ułatwienie budowania (podaż) i wprowadzenie rynkowych alternatyw. Gdyby podaż mieszkań była duża, pośrednicy musieliby walczyć o klienta jakością i niską ceną usługi, a nie korzystać z rynkowego paraliżu.
Polski

Błędne założenie. Ceny nie spadają w 2024-2026, bo rynek nieruchomości nie działa jak giełda kryptowalut – ma ogromną bezwładność. To, co obserwujemy, to podręcznikowy 'Lock-in effect' i psychologiczna bariera podaży:
1. Kotwiczenie cen: BK2% wybił ceny na nowy, absurdalny poziom. Deweloperzy, zamiast obniżać ceny (co uderzyłoby w ich wyceny i marże), wolą przeczekać, oferując 'rabaty' lub wstrzymując nowe etapy budów.
2. Oczekiwanie na kolejną dawkę: Rynek został przyzwyczajony do interwencjonizmu. Każda zapowiedź 'Kredytu 0%' sprawia, że sprzedający nie obniżają cen, bo liczą, że kolejna fala dopłat znów sfinansuje ich oczekiwania.
3. Podażowe zamrożenie: Mamy sytuację 'drogo i martwo'. Podaż jest tak mała, że nawet przy spadku popytu nie ma rynkowej presji na gwałtowne przeceny, bo biurokracja i brak gruntów skutecznie blokują konkurencję.
Ceny nie spadają, bo politycy zamiast pozwolić rynkowi na naturalne oczyszczenie, ciągle obiecują nowe dopłaty. To nie brak BK2% jest problemem, ale nadzieja na jego następcę, która sztucznie podtrzymuje tę bańkę przy życiu. Prawdziwe rynkowe rozwiązanie? Zero dopłat, uwolnienie gruntów i REIT-y. Wtedy konkurencyjność zrobi to, czego nie zrobiły urzędowe programy."
Polski

@piotr_mosak I tak, i nie. Owszem, BK2% spowodował wzrost cen mieszkań, jednakże ten program trwał tylko pół roku. Dlatego, jeżeli jedynym powodem tego wzrostu był wspomniany BK2%, to ceny powinny były spadać w 2024, 2025 i 2026, gdy ten program już nie obowiązywał. Tak się jednak nie stało.
Polski

Ten wykres to akt oskarżenia przeciwko populistycznej polityce. Prawda jest bolesna: politycy nie budują mieszkań – oni budują bańki cenowe, żeby kupić głosy w kampanii.
Zwykły człowiek ma prawo nie rozumieć zawiłości makroekonomii, ale polityk ma obowiązek wiedzieć, że dosypywanie pieniędzy do popytu (dopłaty) przy zablokowanej podaży (mało mieszkań) to zbrodnia na portfelach obywateli.
Jak działa ten mechanizm rynkowy?
- Rząd ogłasza 'pomoc' (Kredyt 0%, 2%).
- Deweloperzy widzą, że klient ma wirtualnie 'więcej kasy', więc podnoszą ceny dokładnie o wartość tej pomocy.
- Efekt? Ty masz większy dług, deweloper ma rekordową marżę, a polityk ma punkty w sondażach.
Polski

Szukanie winy w deweloperach za wysokie ceny to jak szukanie winy w sklepikarzu, że sprzedaje cukier po 10 zł, gdy państwo nałożyło na niego akcyzę.
Deweloperzy to przedsiębiorcy działający w określonych realiach. Jeśli polityka tworzy im cieplarniane warunki do podnoszenia cen (poprzez dopłaty do kredytów i mrożenie podaży), to z nich korzystają. To elementarna logika rynkowa.
Gdzie leży prawdziwy problem?
- Interwencjonizm: Programy typu 'Kredyt 2%' to paliwo dla marż. Gdyby politycy nie pompowali popytu, deweloper musiałby walczyć o klienta ceną, a nie wysokością przyznanej mu dotacji.
- Zablokowana podaż: Zamiast rynkowej konkurencji, mamy biurokratyczny paraliż gruntów i procesów budowlanych.
- Brak alternatyw: Gdyby w Polsce działały REIT-y, kapitał budowałby mieszkania na wynajem, zwiększając podaż i rynkową presję na obniżki.
Zamiast walczyć ze skutkiem (ceną u dewelopera), zacznijmy walczyć z przyczyną: wycofajmy dopłaty, uwolnijmy grunty i pozwólmy zadziałać mechanizmom rynkowym.
Polski

Argument o naturalnej spekulacji przy deficycie gruntów to odwracanie kota ogonem. W Polsce deficyt gruntów uzbrojonych nie wynika z braku ziemi, ale z paraliżu planistycznego i biurokratycznego. Proponowanie LVT (podatku od wartości ziemi) jako lekarstwa na to, że państwo od dekad nie potrafi uchwalić planów zagospodarowania (MPZP) ani wybudować infrastruktury, to karanie obywatela za niewydolność urzędnika.
Dlaczego LVT w obecnych realiach to zły pomysł?
- Koszty na klienta: Każdy nowy podatek od ziemi deweloper doliczy do ceny metra kwadratowego. To nie obniży cen mieszkań, tylko podniesie próg wejścia dla młodych.
- Urban sprawl to skutek, a nie przyczyna: Ludzie budują się pod miastem nie dlatego, że spekulują, ale dlatego, że w miastach podaż jest zablokowana przez archaiczne przepisy i brak gruntów.
LVT to próba naprawienia błędów planistycznych państwa metodą fiskalnego kija. Może czas zacząć od marchewki w postaci deregulacji i realnej podaży?
A może właśnie politykom zależy na kolejnych coraz wyższych podatkach?
Polski

@ToKnowoo @JanSpiewak Ofc singapurski interwencjonizm to przeskalowane rozwiązanie, ale dzierżawy gruntów miejskich są powszechne.
Mechanizmu rynkowe, przy deficycie gruntów uzbrojonych zawsze beda prowadzić do spekulacji i kosztownego urban sprawl.
Mrozić cen nie trzeba, wystarczy LVT.
Polski

Friedrich Merz na 23. Bundeskongresie DGB w Berlinie – 12 maja 2026 Kanclerz wchodzi na scenę i od razu wita go głośne wygwizdanie i buhanie.
Na filmie słychać, jak mówi:
„Und meine Damen und Herren, das alles ist keine Bösartigkeit von mir oder der Bundesregierung. Ja, meine Damen und Herren, das ist Demografie und Mathematik. Sie sind eine große Chance, meine Damen und Herren!“
Tłumaczy, że reformy to nie złośliwość rządu, tylko „demografia i matematyka” – i w tym momencie sala eksploduje śmiechem, gwizdami i buczeniem.
Za co go wygwizdano?
Głównie za proponowane reformy socjalne rządu (koalicja CDU/SPD), które związkowcy odebrali jako cięcia w państwie opiekuńczym:
- Reforma ubezpieczenia zdrowotnego (gesetzliche Krankenversicherung) — oszczędności i obciążenia dla firm oraz ubezpieczonych, co ma ustabilizować składki, ale dla delegatów DGB oznaczało pogorszenie warunków.
- Nadchodząca reforma emerytalna (w lecie 2026) — Merz mówił wprost o „demografii i matematyce”: dwóch pracujących nie da rady utrzymać jednego emeryta. Podkreślał, że to nie „złośliwość rządu”, tylko konieczność. To wywołało głośne buhania, gwizdy, śmiechy i okrzyki.
Polski

🇬🇧 Brytyjskie 10-latki najwyżej od 18 LAT! 📈Rentowność obligacji UK przekroczyła dziś 5,1% – to poziomy nienotowane od kryzysu w 2008 roku. Inwestorzy reagują na:
👉 Niepewność polityczną (kryzys przywództwa K. Starmera).
👉 Rosnące ceny ropy (>105 USD) i strach przed inflacją.
Koszty długu UK rosną błyskawicznie.
#GiltYields #Investing #WielkaBrytania #Obligacje

Polski

Przykład Singapuru to klasyczny błąd poznawczy. Singapur to miasto-państwo o powierzchni mniejszej niż Warszawa z okolicami, gdzie państwo posiada 90% gruntów. W polskich realiach konstytucyjnych i własnościowych mrożenie cen czy dzierżawa wieczysta na taką skalę to czysta utopia, która skończyłaby się paraliżem inwestycyjnym na dekady.
Co do REIT-ów – one nie mają być 'magiczną pigułką' na wszystko, ale mają kluczowe zadanie rynkowe:
- Odciągnięcie kapitału od kawalerek. Dziś Polacy kupują mieszkania jako lokatę kapitału, bo nie mają alternatywy. REIT-y pozwalają inwestować w nieruchomości profesjonalnie, bez fizycznego wykupywania mieszkań młodym ludziom sprzed nosa. To rynkowo obniża presję na ceny.
- Profesjonalizacja najmu. REIT-y budują podaż mieszkań na wynajem o przewidywalnym standardzie. To jedyna droga, by najem stał się realną, rynkową alternatywą dla kredytu na 30 lat.
Problem dostępności w Polsce to przede wszystkim sztywna podaż i pętla dopłat do kredytów. Singapurski interwencjonizm u nas nie zadziała, ale rynkowa profesjonalizacja i uwolnienie podaży już tak. Nie szukajmy rozwiązań w krajach o zupełnie innym ustroju, tylko naprawmy mechanizmy rynkowe, które sami popsuliśmy interwencjonizmem.
Polski

@ToKnowoo @JanSpiewak Jest masa badań, które pokazują że REITy nie rozwiązują problemów z dostępnością. Z resztą nawet mocno rynkowy Singapur poszedł w zupełnie inna droga czy mrożenia cen gruntów, dzierżawe czy państwowe budownictwo.
Polski

Widzę, że wjeżdżają rozwiązania siłowe, które z wolnym rynkiem nie mają nic wspólnego. Podatek katastralny to nie jest magiczna różdżka – to koszt, który właściciel po prostu przerzuci na najemcę, jeszcze bardziej dobijając mobilność młodych ludzi.
Zamiast dokładać nowe podatki, które tylko skomplikują system, postawmy na realne mechanizmy rynkowe:
- Kataster to ślepa uliczka: W dobie globalnej niestabilności (np. to, co widzimy na Bliskim Wschodzie) dodatkowe obciążenia fiskalne tylko wyganiają kapitał z kraju.
- Zamiast karania – REIT-y: Wprowadźmy rynkową alternatywę dla 'betonowania' oszczędności. REIT-y profesjonalizują rynek najmu i pozwalają inwestować bez kupowania fizycznych mieszkań, co naturalnie zdejmuje presję z cen.
- Uwolnienie banków ziemi podażą: Zamiast katastru od ziemi, wprowadźmy proste i szybkie procedury budowlane. Jeśli deweloper będzie wiedział, że za płotem konkurencja może wybudować osiedle w rok, sam zacznie budować szybciej, żeby nie stracić udziału w rynku.
Tylko nadpodaż mieszkań realnie obniży ich ceny. Każdy nowy podatek to tylko kolejny element 'błędnego koła', który finalnie zapłaci klient końcowy w czynszu lub cenie metra.
Polski

@mickpll Wystarczy obniżyć ceny mieszkań to zdolność taka wysoka nie będzie potrzebna i wkład własny spadnie
Polski

Szymonideson, propozycja 'obniżania marż' przez państwowe banki brzmi atrakcyjnie, ale to podręcznikowy przykład mechanizmu, który niszczy gospodarkę od środka.
Jeśli sztucznie podniesiemy zdolność kredytową milionom ludzi, nie zwiększając liczby mieszkań, efekt będzie jeden – ceny nieruchomości wystrzelą jeszcze bardziej. To, co 'zaoszczędzisz' na marży, oddasz z nawiązką deweloperowi w wyższej cenie metra. To transfer pieniędzy od podatnika do spekulanta.
Banki, nawet państwowe, muszą być rentowne, by przyciągać kapitał. Zmuszanie ich do rezygnacji z marży to 'karanie produktywności' sektora finansowego. Kapitał po cichu odpłynie tam, gdzie zarabia, a my zostaniemy z niewydolnym systemem, który trzeba będzie ratować z budżetu (czyli z naszych podatków).
Polski

@mickpll mozna tez np podniesc zdolnosc poprzez minimalizowanie marzy banku, a przypominam ze mamy kilka panstwowych, ale kto to slyszal
Polski

Strzał w dziesiątkę. To klasyczne błędne koło interwencjonizmu. Zamiast pozwolić rynkowi na korektę i wymusić na deweloperach walkę o klienta ceną, politycy sztucznie podtrzymują 'trupa' przy życiu. 'Zdolność kredytowa' to w tym układzie tylko smar dla marż, które odleciały od kosztów budowy. Bez uwolnienia podaży (grunty, deregulacja) i rynkowych alternatyw jak REIT-y, będziemy tylko finansować deweloperom jachty z własnych podatków.
Polski

Maćku, to co piszesz o „zamykaniu bloków węglowych zaraz po otwarciu” to życzeniowa narracja, która nie wytrzymuje zderzenia z twardymi faktami i strategią „dwóch silników”, jaką realizuje Pekin.
Spójrzmy na realne dane, zamiast na deklaracje polityczne:
- W samym 2025 roku Chiny oddały do użytku rekordowe 78 GW nowych mocy węglowych – to najwięcej od dekady i więcej niż cała energetyka Indii zbudowała przez ostatnie 10 lat. W kolejce czeka kolejne 291 GW projektów w budowie lub zatwierdzonych. Nikt nie inwestuje miliardów w nowoczesne bloki 1 GW, żeby zamknąć je „zaraz” – średni wiek chińskiej floty węglowej to zaledwie 12-14 lat (w USA to 45 lat). To są aktywa, które mają pracować dekady.
- Choć prawdą jest, że w 2025 roku udział węgla w produkcji prądu spadł do około 55-58% (z 62% w 2024), to spadek ten był możliwy tylko dzięki rekordowym opadom deszczu i skokowi hydroenergetyki. Kiedy przychodzi susza, Chiny natychmiast wracają do węgla, co widzieliśmy podczas blackoutów w 2021 i 2022 roku.
- Chiny rzeczywiście wydają na OZE więcej niż reszta świata, ale robią to, by zaspokoić gigantyczny wzrost zapotrzebowania na prąd (o 7% rocznie), a nie po to, by wygasić węgiel. Ich strategia to budowanie wszystkiego jednocześnie, by utrzymać niskie ceny energii dla przemysłu, który dzięki temu wygrywa z Europą - Dlaczego my tak nie możemy?
- Pekin założył, że szczyt emisji osiągnie przed 2030 rokiem, co oznacza, że do tego czasu emisje będą rosły lub utrzymywały się na rekordowym poziomie - Można? Na spokojnie, bez demolowania gospodarki.
Czy naprawdę wierzysz, że Pekin wyrzuci na śmietnik 500 GW nowych mocy węglowych, podczas gdy my będziemy płacić najwyższe rachunki za prąd na świecie?
"Skonsumują nas"
Polski

@ToKnowoo @RadioWNET @Solidarnosc_ @skowronskiwnet tak Chiny budują moce z węgla z założeniem ze zaraz je będą zamykać
To jest w ich oficjalnych planach
bo w 2060 roku maja mieć zero emisyjną gospodarkę.
ilość energii elektrycznej wyprodukowanej z węgla spadło - wytłumacz to
a co do OZE to wydaja wiecej niz cały swiat razem
Polski

„Jeśli rząd Donalda Tuska zlikwiduje wydobycie węgla brunatnego w Polsce to będziemy musieli kupować go w Niemczech” - Mariusz Romańczuk, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność „Bogdance" @Solidarnosc_ @skowronskiwnet 👇🏼

Polski



