

piraten Flipper 🍉🪂
33.7K posts

@phillyweiss
we are nature, we're not just placed into it educate agitate organize read Losurdo




Kanye West should never have been invited to headline Wireless. This government stands firmly with the Jewish community, and we will not stop in our fight to confront and defeat the poison of antisemitism. We will always take the action necessary to protect the public and uphold our values.


Has it occurred to anybody beyond leftists yet that this is flat out nazi shit, that the US & Israel are the new nazis and that’s more or less how history will record this moment? It has to have at this point right?


⚡️Eduard Chmelar [LEWICA] : TERAZ TO TYLKO GRA GEOPOLITYCZNA: TRUMP WCALE NIE KONTROLUJE WENEZUELI Nie ma sensu, żebym wyładowywał swoją złość na niekompetentnych i moralnie wypaczonych ocenach terroryzmu państwowego USA - porwania prezydenta suwerennej Wenezueli przez naszą opozycję, która je trywializuje, ani na sprzedajnych dziennikarzy i analityków, którzy albo uzasadniają prawnie terroryzm, albo oceniają sytuacje „bardzo pozytywnie z profesjonalnego punktu widzenia”. Można mieć dość tych łajdaków, ale w zasadzie potwierdzają oni jedynie swoje poparcie dla chaotycznego świata bez reguł, w którym króluje szantaż, brutalna siła i redefinicja suwerenności według doktryny Breżniewa. Nie dostrzegają argumentów, jedynie tchórzliwie zaprzeczają prawu międzynarodowemu. To strata czasu. O wiele ważniejsze jest wyjaśnienie po pierwszym szoku, co się właściwie wydarzyło. Donald Trump w zasadzie otwarcie ogłosił na konferencji prasowej, że Stany Zjednoczone będą zarządzać Wenezuelą jako swoim protektoratem naftowym. Odmówił również współpracy z wenezuelską opozycją, która zyskała według niektórych pewną legitymację w wyborach – co wygląda trochę jak osobista zemsta na Marii Corinie Machado za to, że "ukradła" mu Pokojową Nagrodę Nobla i że pragnęła tej interwencji militarnej bardziej niż ktokolwiek inny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Trump rażąco naruszył nie tylko prawo międzynarodowe, ale także Konstytucję to USA – a nie Maduro zachowuje się jak dyktator. Ale… Jedna istotna rzecz nie pojawia się we wszystkich tych ocenach i analizach: Stany Zjednoczone tak naprawdę nie kontrolują wcale Wenezueli. Wojska amerykańskie nie okupują nawet Caracas. Infrastruktura energetyczna Wenezueli pozostała nienaruszona. Ludzie, o których Trump twierdził, że będą współpracować z amerykańskim kierownictwem (minister spraw wewnętrznych Diosdado Cabello i inni przedstawiciele twardego trzonu rządów Maduro), publicznie sprzeciwili mu się w państwowej telewizji w kamizelkach kuloodpornych. Nawet wiceprezydent Delcy Rodríguez, pomimo oszustwa Trumpa o jej „przyjaznej rozmowie” z sekretarzem stanu USA Marco Rubio, publicznie ostro oświadczyła: „Domagamy się natychmiastowego uwolnienia jedynego prezydenta Wenezueli, Nicolasa Maduro, i jego żony, Cilii Flores”. Wreszcie, zdjęcia rozradowanych Wenezuelczyków okazały się sfałszowane i stare a na dodatek pochodziły głównie z szeregów emigrantów w USA, a nasze media jakoś „zapomniały” donieść, że demonstracje poparcia dla obalonego prezydenta Maduro odbywają się nie tylko w Wenezueli, ale na całym świecie, od Nowego Jorku po Madryt. A także w USA Co to właściwie jest? Najbardziej przypomina to przedwczesne oświadczenie George’a W. Busha, który miesiąc po inwazji na Irak oświadczył na pokładzie lotniskowca: „Moi drodzy Amerykanie, misja wykonana!” – choć prawdziwe, długoterminowe piekło dopiero nadeszło później. Nie zapominajmy więc, że Amerykanie są mistrzami w obalaniu suwerennych państw, ale ich osiągnięcia w rządzeniu okupowanymi przez nich państwami są więcej niż godne pożałowania – niezależnie od tego, czy mówimy o Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii czy innych zniszczonych przez nich krajach Ale państwem nie rządzi się na konferencji prasowej, a stosunki międzynarodowe to nie reality show. Na razie prezydent USA jedynie zastrasza i prawdopodobnie liczy na to, że inni uwierzą w jego blef. Typowy Trump uważa, że jego gest transmitowany na cały świat jest tym samym, co osiągnięcie strategicznego celu. Ale partii szachów nie wygrywa się, arbitralnie chwytając króla i pozostawiając wszystkie inne figury dokładnie tam, gdzie były. Nie można też uniknąć odpowiedzialności za decyzję polityczną w momencie, gdy kamery zgasną. Jeśli Donald Trump chce osiągnąć swój cel, nie uda mu się to bez szerszego rozmieszczenia sił zbrojnych. Bez wojny, którą popiera zaledwie 20 procent populacji USA. Jeśli Trump myśli, że po porwaniu prezydenta Wenezueli wszyscy posłusznie się od Maduro odwrócą, to jest więcej niż naiwny. Wenezuela ma rozległe milicje, lojalne nie tylko wobec samego Maduro, ale przede wszystkim wobec całego ruchu chavistowskiego. Grupy te są nie tylko dobrze uzbrojone i zorganizowane, ale także zdeterminowane ideologicznie. Nie złożą broni tylko dlatego, że Trump tak powiedział na konferencji prasowej. Podczas miejskich operacji antypowstańczych wojsko amerykańskie może (jak już wielokrotnie miało to miejsce) bardzo szybko wpaść w pułapkę. Co więcej, wszyscy wiedzą (z możliwym wyjątkiem naszych liberalnych gazet), że powody porwania prezydenta Wenezueli są całkowicie sfabrykowane – podobnie jak oskarżenia wobec Iraku o posiadanie broni masowego rażenia. Trump całkowicie zignorował fakt, że kilka dni przed inwazją Maduro publicznie wyraził gotowość do negocjacji i uwolnił prawie stu więźniów politycznych dzień przed agresją USA Amerykański akt oskarżenia zarzuca Nicolasowi Maduro, że był szefem Słonecznego Kartelu. Problem w tym, że taki kartel nigdy nie istniał. To po prostu potoczne określenie, którego dziennikarze zaczęli używać w latach 90. (zanim Hugo Chávez objął urząd), opisując twierdzenia, że handel narkotykami był powszechny w wenezuelskim wojsku. Określenie „kartel słoneczny” to jedynie metafora, gra słów nawiązująca do symboli słońca na mundurach wenezuelskich oficerów. Co więcej, tylko niewielka część kokainy w Stanach Zjednoczonych pochodzi z Wenezueli, co zostało wykazane (jak wskazałem wczoraj) w raportach wyspecjalizowanych agencji ONZ i UE. Znacznie bardziej niebezpieczne konsekwencje tej operacji leżą w ryzyku, jakie stwarza ona nie tylko dla Wenezueli, ale dla całego regionu. Zaledwie kilka godzin po porwaniu prezydenta Wenezueli Trump zagroził podobnymi atakami na Kolumbię, Kubę i Meksyk. W istocie nazwał nową „oś zła”. Choć Trump ma nadzieję, że tak agresywne posunięcie umocni dominację USA w Ameryce Łacińskiej, zastraszy lewicowe rządy i powstrzyma zbliżenie regionu z Chinami, rezultat może być dokładnie odwrotny: jedynie pogłębi więzi z Pekinem. Podczas gdy jedni widzą pewnego siebie hegemona prężącego muskuły na swoim „podwórku”, inni mogą słuszniej widzieć wyczerpane, chylące się ku upadkowi supermocarstwo, grające jedyną kartą, jaka mu pozostała – rozrośniętą armią – by zademonstrować swoją dominację po tym, jak wszystkie inne próby (takie jak cła) zakończyły się żałosną porażką. Jednak Europa również ponosi odpowiedzialność za to, co się stało. Od Komitetu Noblowskiego (który symbolicznie poparł tą zbrojną inwazje, haniebną nominacją Machado) po europejskich przywódców, którzy nie okazali żadnego sprzeciwu wobec planów Trumpa i milcząco popierają jego działania. Liderem wysiłków na rzecz pokoju na świecie nie jest dziś Europa, lecz Chiny, a jeśli Unia Europejska nie przemyśli swojej fatalnej polityki zagranicznej, pod przywództwem Ursuli von der Leyen i Kai Kallas popadnie w jeszcze większą i głębszą nieistotność.

@sleepy_devo No actually the people who stopped the holocaust are not as bad as the people who perpetrated it


liberals stopped the holocaust you absolute moral leper

liberals stopped the holocaust you absolute moral leper

liberals stopped the holocaust you absolute moral leper

"I have determined that, for the Good of our Country, especially in these very troubled and dangerous times, our Military Budget for the year 2027 should not be $1 Trillion Dollars, but rather $1.5 Trillion Dollars..." - President Donald J. Trump

You literally sanctioned me for exercising my freedom of speech.
